Moje oko prawe jeszcze śpi

Moje oko prawe jeszcze śpi. Moje oko lewe już prawie funkcjonuje. Kac popodróżny urwał jego nać.

Mamy w domu pół kilometra materiału na belkach i rolkach. Rzepy, lamówki, bawełna, wełna, srelna, dupelna. Kot aż się trzęsie na widok tego wszystkiego, tyle rzeczy do niszczenia… Mamy także ładny zielony sznureczek wobec którego mam diabelski plan. A jeśli nasze wszelkie plany inwestycyjno -finansowe się nie powiodą, będę mógł się na wspomnianym sznureczku powiesić.
Trzepnąłem wczoraj swoją ukochaną trasą grubo ponad 400km. Dziwnie tak, jechać z punktu A do punktu B i wrócić do punktu A bez wyciorania dupskiem wszystkich świętych miejsc B -punktowych. Wszystkich świętych miejscówek, swoim blaskiem będących w stanie przyćmić nawet bazylikę w Licheniu… Ehhhhhhh, przyszła starość. 30 lat na karku.
Chce ktoś kota? Oddam kota lotniczego za darmo, dorzucę worek żarcia, miski, kuwetę itd. Kot daje bardzo dużo radości, bez przerwy prezentuje swoje nowe pomysły. Gwoździem programu dzisiejszej nocy były skoki z parapetu na rozwieszoną w drzwiach foliową kurtynę antypyłowo-gładziową. Czy ten obsrajtek nie może przynajmniej raz się pomylić i zamiast w folię, trafić tym łbem w ścianę? Może by mu się poukładało…
Tak czy inaczej chętnie się go pozbędę. Może być doskonałą zabawką dla rottweilera-mordercy, dobermana-wyrwiflaczka, lub amstafa-urwidupy.
O… moje prawe oko się budzi. Czas zabrać się za pracę.
Share