Aberracja emocjonalna, czyli będzie zakład mięsny.

Będzie mięso, będzie dużo mięsa, będzie mięsa więcej, niż w wędzarni pod Tarnowskimi Górami. Mięsa tyle będzie, że gdybym był mięsosłownożercą, to już bym leżał zwijając się w rozkosznej agonii. Mięsną orgię czas zacząć.

Kurwa jego mać!
Koniec aktu pierwszego. Przed aktem drugim zrobię nieco większy wstęp, by naświetlić odrobinę powód mojego poirytowania. Ano wkurwia mnie kot, ale to już oczywiste. Pies też mnie dzisiaj wkurwia. Psa jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo wynalazł emocjonalno-egzystencjalne perpetum mobile: jestem smutny więc snuję się pod nogami i wszyscy mnie kopią i się o mnie potykają więc jestem smutny, przez co snuję się pod nogami i wszyscy mnie kopią i się o mnie potykają, więc jestem smutny, przez co… Normalnie… Czasami się dziwię, że w tym domu jeszcze nie zagięła się czasoprzestrzeń.
Co mnie jeszcze dziś wkurwia? Ano wkurwia mnie to, że poplamiłem marynarkę. Rozumiem – zaplamić kulturalnie pastą do zębów, krwią likwidowanego polityka, piwem, ale… Kurwa, drożdżówką? Co to ma niby być?!?! GIMNAZJUM?!?! Jak można zaplamić marynarkę DROŻDŻÓWKĄ?!?!
Akt drugi.
Kurwa mać! Jakkolwiek to nie zabrzmi – urwałem łeb kaczce. W ramach zadośćuczynienia bratom-mniejszym nakarmiłem solidnie Edmunda, co znów powoduje wyrzuty sumienia. W końcu zabiłem innego brata-mniejszego – nasycenie głodu Edmunda wymagało ukatrupienia komara. No ale komar to komar, jeśli Edmund by go nie zżarł, to pewnie bydle (ten komar znaczy się) by mnie użarło w tyłek, przez co bym się po nim drapał w pracy, efektem czego mógłbym zaplamić sobie np marynarkę. Drożdżówką.
Jutro zdecydowanie założę tę samą marynarkę do pracy, zejdę do bufetu i zapaćkam plamę po drożdżówce plamą po jajecznicy. Przynajmniej będzie to jakoś brzmieć:
– czym upaprałeś sobie marynarkę?
– JAJECZNICĄ!
…a nie, kurwa… drożdżówką.
Najlepsze jest to, że ta drożdżówka nie miała dżemu, tylko budyń. Kremową marynarkę udupić waniliowym budyniem. Klękajcie narody…
Akt 3.
No ja pierdolę… Czasami czuję się jak guzik w pralce napierdalający o wirujące ściany biegu wydarzeń. Jedynie w trakcie nabierania wody mam moment, by opaść powoli na dno i gapić się na majty zalewane falami wody z płynem do prania.
Nie. Zdecydowanie nie jak guzik. Guzik ma się lepiej. Może np z jakimś zapomnianym hemoroidem na owych majtach pogadać, ze skarpetką się pokręci, to znów polata z dziesięciogroszówką, by pod koniec prania w nostalginczym uniesieniu obserwować wraz z niedopraną, brązową plamą na gaciach, jak rozszarpana, zapomniana chusteczka higieniczna wspaniale okrywa białym nalotem pranie, które miało być czarne.
W każdym razie – gdyby nie weekendy, zdecydowanie mógłbym pretendować do tytułu przyszłego mordercy. Albo proktologa-informatyka, który wynalazł skuteczny sposób karania użytkowników, którzy nie zapoznają się z instrukcjami. Miałem coś jeszcze w temacie pracy napisać o cyckach, tylko mi się wątek zerwał, myśl uciekła etc.
Wracamy do tematu: zdecydowanie weekendy ratują moje postrzeganie granicy, co powinno zostać po stronie najbardziej wyuzdanych fantazji, a co można zrealizować. I tak np pamiętam, że sugestia, by użyszkodnik przeczytał jeszcze raz instrukcję jest ok, natomiast sugestia, by wsadził ją sobie do dupy jeśli ryjem nie jest w stanie jej przyswoić – już nie jest ok. Nawet uzasadnienie, że czopki od strony dupska działają, nie jest wystarczającym powodem do proktologicznego podejścia do tematu manuali. Podobnie zwracanie uwagi na komunikaty systemu powinno przebiegać w sposób cywilizowany: można sugerować, by użyszkodnik zwracał uwagę na alerty przyozdobione wykrzyknikiem, natomiast nie powinno się informować użytkownika, że jeśli jest za tępy na standardową ikonografię, to mogę mu przeprogramować wykrzykniki na cycki w odpowiedniej kolorystyce.
Ehhhhhhhh… Do weekendu 4 dni. Znów będzie można brać udział w zawodach z Pierdziochem, kto spłoszy więcej koni pierdnięciem, znów będzie można z politowaniem zerkać na Niewiasty po raz siódmy opowiadające sobie tę samą historię i po raz siódmy reagujące na nią z szokiem i niedowierzaniem, znów będzie można wypić więcej piwa, niż prawa medycyny przewidują, znów będzie można…
…miałem teraz zrobić opis sielanki na łonie natury, ale właśnie do mnie doszedł zapach z kociej kuwety. Tak. Kot postanowił przerwać moje literackie uniesienie w najbardziej dosadny sposób jaki mógł wydumać: nasrał.
Idę się wypłakać.
Share