Mrówkojad.

Mrówkojad. Ma około 3,5-4 metrów długości (zależnie od tego, jak bardzo nietrzeźwa jest osoba go obsługująca). Mrówkojad jest koloru zielono-zielono-zielonego (jak to by powiedział mężczyzna), lub koloru zielono-beżowo-obsranego, jak to Najwspanialsza Z Żon określiła.
Mrówkojad to równy gość. Zawsze zaprosi, zawsze chętnie wita gości, zawsze otoczy opieką, nawet i mokrego psa przygarnie w razie potrzeby. Bo mrówkojad to naprawdę równy gość.
Poznaliśmy się z Mrówkojadem pod jednym z centrów handlowych. Pomimo, że mieliśmy wspólnie z nim przeżyć pierwszą Wielką Wyprawę, pomimo, że ruszyliśmy na nią razem i obaj osiedliliśmy się w tym samym obozie, to nie w Mrówkojadzie się obudziłem. Ktoś mi może zarzucić, że dowodzi to mojej niewierności wobec Mrówkojada. Ja powiadam: dowodzi to jedynie faktu, że impreza była zacna!
Z Mrówkojadem zjeździłem kawał kraju. Oglądaliśmy razem wschody słońca nad morzem, zgodnie śmierdzieliśmy podczas Woodstocku, walczyliśmy z wichurą i ulewą na placu budowy, podziwialiśmy zachód słońca nad Opolem po osiedleniu się na jakimś osiedlu z górką (zabijcie mnie, do tej pory nie wiem gdzie to było, kojarzę tylko miasto).
Wydawać by się mogło, że czasy mrówkojada minęły bezpowrotnie… a jednak tak się nie stało. Wygląda na to, że niedługo znów Mrówkojad prężyć się będzie pod chmurka, przygarnie trzy wyziębnięte istoty (plus psa), ochroni przed zimnem, wiatrem, deszczem…
Skąd się wzięło imię Mrówkojad? Podczas którejś z wypraw kontemplowałem budowę naszego Bohatera próbując określić jego kształt. Na myśl nasunął mi się jedynie wygrzewający się na piachu mrówkojad. I tak powstał Mrówkojad. Ktoś jeszcze kiedyś powiedział, że wygląda jak ch* ze stulejką, ale zdecydowanie wolę imię Mrówkojad.
Oto i Mrówkojad. W tle jakieś magiczne osiedle w Opolu. Wybaczcie jakość zdjęcia, było robione golarką elektryczną, którą stworzyła Radziecka Myśl Techniczna.
O ile dobrze widzę, spod okna wystaje butelka wina “Wino” produkcji Ostrowina. Łza w oku się kręci…
Share