• "date": "31 lipca, 2011"
  • "title": "Pół żartem, pół serio: Najwspanialsza-Z-Żon i BUTY"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2011/07/po-zartem-po-serio-najwspanialsza-z-zon.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/3091315986715628412"

Chłodny poranek. Z siodlarni dobywają się dziwne dźwięki. Coś szura, coś trzaska, coś szarpie, coś spadło. Przyglądam się drzwiom prowadzącym do źródła hałasu sącząc Karmi. Po chwili w drzwiach pojawia się zasapana Najwspanialsza-Z-Żon obładowana całą stertą sprzętu jeździeckiego, o którym zapewne miałem nie wiedzieć. Zaczyna dzielić go na kupki: czapraki na stosik po lewej, ochraniaczyki na prawo, owijeczki trochę bardziej z boku… Sterty rosną do zastraszających rozmiarów, zaś Najwspanialsza-Z-Żon nadal wynosi kolejne precjoza pachnące – za przeproszeniem – koniem. I systematycznie powiększa stosy.
Robi się ciemniej, zaczynam się obawiać deszczu. A, nie… To stos czapraków przysłonił słońce. Na pierwszy rzut oka – wszystko trzyma się kupy wbrew prawom fizyki. Jednak jeśli dokładnie się poprzyglądać konstrukcjom, to krzywa wieża czaprakowa wzmocniona jest konstrukcyjnie plątaniną wypinaczy, a z góry dociążają ją dziwne elementy, które z tego co pamiętam – wkładało się koniowi do twarzy.
Zerkam w bok na zaparkowany samochód. Chyba trzeba nim nieco odjechać, gdy to wszystko co ułożyła Najwspanialsza-Z-Żon pizdnie, gotowe jest pogiąć mi maskę.
Tymczasem sterty nadal rosną. Kolejne zestawy owijek wyglądają jak orgia pijanych anakond. Pies przerażony rosnącym dziełem – chowa się pod samochód. Kurczaki uciekły z placu, kwoka przerażona przegania pisklaki ze strefy rażenia.
Pojawiają się nowe kupki: derki i miśki pod siodło. Pobliska OSP wszczyna alarm spodziewając się rychłej katastrofy budowlanej. Najbliższa jednostka ratownictwa medycznego przygotowuje dodatkowe łóżka na ostrym dyżurze.
Ja – z nieco bezpieczniejszej odległości – zerkam na te wszystkie konstrukcje, starając się skojarzyć, o których z tych precjozów wiedziałem, które były przejściowo ukryte przed mym wzrokiem, a o których miałem się nigdy nie dowiedzieć. Liczę sztuki, wychodzi na to, że koń ma więcej ciuchów niż ja.
Najwspanialsza-Z-Żon chyba skończyła wynosić cały ten kurwidołek na zewnątrz, bo stanęła pośrodku i zadowolona z siebie rozgląda się dookoła.
– Postanowiłam trochę przewietrzyć siodlarnię, chyba sporej części z tych rzeczy już nie używam.
No tak. Ciężko używać przy jednym koniu całości sprzętu, który mógłby zaspokoić potrzeby sporej wielkości oddział husarii. Brakuje tylko przyłbic i tarcz. Staram się więc dowiedzieć nieco na temat planowanych porządków:
– Chcesz tego trochę sprzedać?
– Tak, doszłam do wniosku, że bardziej potrzebne są mi buty.
No kurza dupa,jak nic – czeka nas znów wyprawa do siedemdziesięciu kolejnych sklepów, w których OCZYWIŚCIE-NIC-NIE-MOŻNA-ZNALEŹĆ. Czarne chmury gromadzą się nad moją głową…
– Buty, powiadasz…?
…jednak jest nikła nadzieja, że może chodzić o jakieś np szpilki mające zastosowanie nie tylko podczas przemieszczania się pieszo z punktu A do punktu B, hue hue hue, może nawet nie będzie najgorzej…
– tak tak, buty, nasz koń potrzebuje buty.

Nosz urwał jego nać. Czy może mi ktoś wytłumaczyć – na chuj koniowi buty? Będzie się uczyć stepowania? Dopijam pseudopiwo i idę się wypłakać do stajni. Pies idzie ze mną.

Share