• "date": "2 stycznia, 2012"
  • "title": "Optymistycznie: dzień z 30latkiem"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2012/01/optymistycznie-dzien-z-30latkiem.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/6398735712842060592"

Nowy rok już od pierwszych chwil ocieka optymizmem, miłością oraz taką ilością słodyczy, że nawet Troskliwe Misie porzygałyby się od tego wszystkiego.
Czerpiąc radość z lepszych dni pełnymi garściami, wpadłem na jakże ambitny pomysł, by cały dzień zrelacjonować jeno w pozytywach, superlatywach, pochwałach oraz innych formach bezczelnego zakłamania rzeczywistości.
Zobaczmy, co z tego wyjdzie…

5:10
Dzwoni budzik. Otwieram oko lewe zaklejone snem i resztką śliny która nie wiedzieć skąd znalazła się na poduszce.
Biorę telefon do ręki by wyciszyć budzik – niech Najwspanialsza-Z-Żon jeszcze pośpi.
Zgodnie z przewidywaniami, patrzę nietomnym okiem lewym na ekran telefonu, przestawiam budzik o 15 minut, odwracam się do niego dupą by podkreślić swój stosunek do tak wczesnego wstawania, po czym zasypiam z nosem wciśniętym w okolice lewego ucha Najwspanialszej-Z-Żon. Wszak nic nie daje tyle szczęścia, jak 15 minutek dłuższego snu…

5:25
Przez sen czuję, że coś zaczyna mi wibrować w okolicy zada. Półprzytomny okręcam dupsko kołdrą, by żaden nocny koszmar nie dobrał mi się do zada, obracam się na 2gi bok. A tak, właśnie. Rozpoczynamy optymistyczny dzień, urwał jego nać…
Tryskając dobrym humorem zwlekam się z łóżka i drapiąc się po dupsku idę do łazienki..

5:26
W życiu człowieka jest wiele pięknych momentów: pierwsza miłość, otrzymanie wymarzonego prezentu, zdanie trudnego egzaminu, czy moment zwycięstwa z ciężką chorobą. Jednak żadna, ale to żadna tych chwil nie może się równać z momentem, gdy człowiek puszcza pierwszego, porannego sika. Zastępy anielskie trąbią mu w duszy, łza wzruszenia przez policzek się toczy, nawet pies jakby dla uczczenia tej chwili – przestaje na moment lizać się po dupie. To właśnie jest piękny początek dnia!

5:40
Przez przedłużenie snu o 15 minut, nie mam czasu na zrobienie kanapek. Nie pozostaje nic innego, jak kupić po drodze coś do jedzenia. W sumie też dobrze, po co wciągać w pracy smaczne domowe jedzenie, jeśli można truć się zakupioną gdzieś na mieście kanapką, która ma więcej wspólnego z gruźlicą, niż witaminką pod postacią pomidora. A wspierajmy lokalny rynek produktów żywnościowych, a co! Niech jegomość, który składał kanapkę swoimi nie do końca czystymi dłońmi, zdobionymi czerniącymi się pazurami – też ma coś z życia! Wszak praca – to podstawowe dobro człowieka!

5:50
Każdego dnia człowiek uczy się czegoś nowego. O jakże raduje się serce gdy do łba wlewa się informacja, że jeśli sklep czynny jest od 6:00, to o 5:51 nie wpuszczą. Zaskakujące jest życie powiadam. Mam więc okazję poświęcić chwilę pod sklepowymi drzwiami na kontemplowanie poranka w mieście, tych ulic malowanych sprayem rozmaitem, pozłacanych resztkami sylwestrowego confetti, pozłacanych… no weź otwórz ten pieprzony sklep pindo a nie siedzisz nad ladą i patrzysz w okno jak szpak w pizdę!!!

5:56
Śniadanie to podstawowy posiłek każdego dnia. Musi być zdrowe, pożywne, dodawać nam energii do pracy, pobudzać ciało i umysł. Zakupuję produkty gwarantujące to wszystko memu samczemu organizmowi, chcę płacić, a sympatyczna ekspedientka z rozbrajającą szczerością rzuca mi w twarz: “ni mom wydać”…

5:58
Z życia trzeba czerpać ile się da. Korzystam więc z dodatkowego spaceru pomiędzy sklepami. Chłonę atmosferę poranka ciesząc się, że zwalczyłem chęć wbicia ekspedientce kartonu mleka w gałkę oczną. Zakupów dokonuję w 2ch pobliskich sklepikach ciesząc się za każdym razem, gdy sympatyczne panie za ladą patrzą na mnie ze wzrokiem srającego kota któremu mysia kość stanęła w poprzek dupy. Nic tak nie cieszy, jak ludzka życzliwość i optymizm od rana!

6:10
Jestem w firmie. Loguję się do systemów, odpalam monitory, czas zrobić kawę i rzucić się w wir pracy…

[aktualizacja]

7:10
Ciężkie warunki kształtują charakter. Muszę mieć już charakter wybitnie ukształtowany we wszystkie możliwe strony. Po godzinie walki z mailowymi dowodami ludzkiej głupoty i ograniczenia umysłowego, docieram do listu, który niczym pierwsze promienie słońca po długiej nocy – wlewa radość w moje serce: wygrałem wycieczkę na Karaiby wraz możliwością zakupu w promocyjnej cenie REWELACYJNEGO środka na poprawę męskości. Muszę jedynie przesłać kilkaset euro na numer konta tajemniczego banku mieszczącego się w Makumbowie Dolnym. I podobno informuje mnie o tym sam książę tego Makumbowa. Normalnie szlachta się mną – plebsem zainteresowała, aż w człowieku radość kwitnie!

7:20
Opowieść Wigilijna część 45, czyli wspomnijmy jeszcze raz kto co jadł na święta. Wszak należy się dzielić tradycją, przepisami, zwyczajami, co z tego, że robiliśmy już wcześniej to samo 44 razy, a wspominany po raz 45 karp już dawno temu w formie brązowego krecika dodryfował do morza.

8:50
Stare powiedzenie mówi: ‘lepiej w rześkim chłodku, niż w ciepłym smrodku’. No a jak! W sam raz wpisuje się w ten obrazek sprawa naszych drzwi do pokoju, na naprawę których czekamy już od jesieni. No ale, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: w naszym pokoiku panuje prawdziwie zimowa atmosfera, zaś my w przerwach pomiędzy kolejnymi zgłoszeniami o efektach radosnej twórczości naszych niezastąpionych Użyszkodników, mamy okazję obserwować zimową florę i faunę lęgnącą się w zakamarkach naszego biura…

9:10
Przysłuchując się rozmowom w naszej firmie dochodzę do wniosku, że moi współpracownicy bardzo dbają o swoje zwierzątka domowe, starając się oszczędzić im stresu związanego z sylwestrem: “no podałam te tabletki uspokajające psom, działać działały: jeden z psów trzy dni sikał tylko w domu, a 2gi tak się rozjechał na łapach, że trzeba go było na rękach nosić”. Toż to postawa godna naśladowania!

9:50
Kto by pomyślał, że mieszkańcy naszego miasta tak dbają o zdrowie fizyczne nawet w Sylwestrową noc! Opowieść z biurka obok: “…szłam rano z wnuczką obok tej siłowni co jest w parku pod chmurką i nagle młoda mi mówi: babcia patrz, ktoś zgubił majtki!”. Ha! Teraz widać, jakie mamy odpowiedzialne, zdrowe i dbające o siebie niewiasty: nawet w zimną sylwestrową noc przybyła któraś na siłownię, by poćwiczyć na drążku!

10:43
współpracownikami. Jednocześnie mamy doskonałe ćwiczenie silnej woli i utrzymywania władzy umysłu nad ciałem, gdy dobiegając do wc człek przez łzy szepce sobie pod nosem “zdążę, zdążę, jeszcze dwa kroki i zdążę”…

[aktualizacja]

11:40
Nic tak nie motywuje do działania, jak nagłe przypomnienie sobie, że przed świętami należało przesłać na zaliczenie projekt teczek do portfolio. Ahhhh, ten nagły skok ciśnienia, nawet kawa na bogato nie może się z tym równać!

13:10
W życiu każdego mężczyzny nadchodzi taki moment, kiedy jedyne o czym może myśleć, to czekająca na niego w domu świnka. Świnka w którą będzie się mógł zagłębić by penetrować, lizać, ssać i ciamkać. Nic tak nie poprawia samopoczucia jak świadomość, że na obiad będą wieprzowe żeberka!

14:30
Berrrrrrrrrrrrrk! Żeberka wciągnięte. Pies zapchamy resztkami ze stołu rozwalił się na podłodze niczym Tupolew w lesie. Jedyne co nie pasuje na tym obrazku, to unosząca się w powietrzu woń pieczonej świni zamiast kaczki.

15:10
Pora się wyplątać z objęć Najwspanialszej-Z-Żon, starającej się pochrumkując przez sen przekonać wszystkich dookoła, że nie przysypia. Nadejszła ta chwila, kiedy trza zrzucić z siebie zbędne ciuchy i zabrać się za to, co prawdziwy facet jest w stanie porządnie zrobić nawet śpiącej babie: pozmywać naczynia.

*****

Niestety, nie udało się doprowadzić notki do końca. Nawał popołudniowych spraw nijak nie sprzyjał realizacji pomysłu…

Share

ej. z tymi kanapkami to przegięcie. nie trzeba było tego tak obrazować… WSZAK przynajmniej 3 dni w tygodniu. korzystając z usług niezastąpionego pkp. spędzam dziennie 5h w super-luks pociągach. a żeby to nie umrzeć z głodu – kanapka. chyba przerzucę się na jogurty.
a życzliwość ludzka o każdej porze jest. ach. niezastąpiona?
have a nice day. ty chociaż pracujesz dobry człowieku. ja będę musiała pisać jakieś gówniane programy w równie gównianym programie jakim jest MATLAB i znosić pana 'jestem najlepszy we wszystkim' który jest doktorem od 7 boleści.

@nemo, ok jogurty też odpadają 😉 to chyba umrę z głodu

@30lat, a czy to nie jest tak zawsze, że wychodzi gorzej niż się planowało?

Uwielbiam Ciebie czytać – Twoje poczucie humoru jest rozbrajające. Podzielę sie z Tobą moim "Sylwestrem"… Jak u każdej kobiety zaczęło się od ciuchów, czyli odwiecznego "nie mam co…" tzn. wydawało mi się, że mam, ale parę kilo sprawiło że to co mam jest dobre na kogoś innego. Odziałam się więc jak biurwa intensywnym kolorem bluzki podkreślając wyjątkowość wieczoru. Niewielki pub, ławki jak na prl-owskim peronie kolejowym, długie wąskie stoły. Towarzystwo mieszane i w większości nieznajome. Jako, że alkochol przestał na dobre mi smakować znacznie odstawałam od reszty. Trochę potańczyłam, poskakałam… Jakiś młodzian zaczepiał mnie z tekstem, że zna DJ-a – k…a co za przepaść !!! Po północy nastąpiła nuda. Ktoś oblał mnie szampanem, ktoś przespacerował się po ciuchach z wywróconego wieszaka i ktoś wylał mi wódę na rajstopy – nie pachniałam więc ładniej niż wszyscy. Szampan pozostawiony na skórze ma ciekawe właściwości – zauważyłam, że wygładza naskórek. Fantastyczna mobilizująca noc – mobilizująca do prania wszystkiego co miało się na sobie!!! Nawet płaszcz musiał być wykompany. Poranek noworoczny też niesamowity. Pusty przystanek, cokolwiek do domu za pół godziny… czekam…
dotarłam do dworca w Bytomiu (myślę sobie zaraz będę w domku) a tu lipa 830 nie kursuje, 820 za 30, a 92 za 40 minut. Lecę na Sikorskiego i ledwie dobiegam do tramwaju. Jadę – baby z dziećmi i siatami (gdzie one te zakupy zrobiły?), smród jak diabli i dziwne bo żula żadnego nie widać – pewnie jechał tu ktoś taki wcześniej. Dotarłam…Ulica pozasypywana jakimiś serpentynami i kolorowymi skrawkami papierów, już nie drobne okrągłe konfetti, ale błyszczące paski 1,5/4cm – nowa moda?. Wchodząc do klatki schodowej ledwie nie wdepnęłam w posylwestrowego pawia po czym z trudem powstrzymałam się od dobarwienia mu ogona. W domu zimno… Liczę straty, ogrzewam mieszkanie, włączam pralkę (trzykrotnie). Wraca moje dziecko – po minie już widzę, że jego zabawa była wyjątkowo udana…Poczułam dziwne ukłucie zazdrości – dlaczego nie moja !? Ech…

Ciesz się, że nie musiałaś jechać "5" przez Bobrek – wtedy walące wódą nogi byłyby Twoim najmniejszym zmartwieniem 😉 A przy okazji – po kiego kija było pchać się do Bytomia na imprezę? Mało macie atrakcji w Chorzowie? ;P

Odnotowałam zakrzywienie czasoprzestrzeni, czy to euforia związana z listem od księcia Makumbowa Dolnego? Skąd wiesz, że "od 17.02.2012" odwiedziło bloga ponad 80 tysięcy osób? 😉

skoro to sa te pozytywne aspekty nowego dnia, to lepiej chyba nie pytac co z tymi drugimi… a a propos swiezego powietrza (bom wechowiec jest, wiec zapach przedpokoju babci dzieckiem bedac pamietam do dzis) – zacytuje milosnikow historii: od smrodu jeszcze nikt nie umarl, a od swiezego powietrza armia napoleonska wyginela…