• "date": "23 stycznia, 2012"
  • "title": "O samczej chwale i samczym cierpieniu."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2012/01/o-samczej-chwale-i-samczym-cierpieniu.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/2806080626804112612"

Mamy w stajni konia. Niby nic w tym niezwykłego, w stajni dość często można spotkać konie. Ten jednak jest nieco inny – jest taaaaaaaak wielki, że zanim pokarm u niego przejdzie od paszczy do pierdziawki – mijają dwie pory roku. Kolos jednym słowem. A ja tam lubię duże konie – sam za mały nie jestem, więc jak już raz na ruski rok wsiądę na któregoś dużego kopytnego – mam mniejsze wyrzuty sumienia niż gdybym wlazł na jakiegoś araba. Poza tym na arabie wyglądam, jakby mi się przerośnięty jamnik między pośladkami zaklinował.

Ludzka głupota nie zna granic. Do tego jak samiec o zdjęciach myśli zamiast węszyć podstęp niewieści – zawsze w coś się wpakuje…

W sobotnie popołudnie brnąłem przez śniegi w stronę ujeżdżalni, by kulturalnie przywitać się z jedną ze stajennych niewiast dosiadających właśnie wspomnianego kopyciakozaura. Zapał do pracy z końmi aż tryskał z dziewczyn: siedziały przewieszone przez końskie grzbiety z minami zaspanych leniwców-katatoników. Konie gdyby zamiast kopyt posiadały palce – pewnie już by dawno z nudów zaczęły dłubać w nosach. Najwspanialsza-Z-Żon w pełni zaangażowana w atmosferę intensywnej pracy nad zużywaniem jak najmniejszej ilości energii podczas nicnierobienia na koniu, wpadła na szatański pomysł:

– a może siądziesz na Admina? spróbuj na nim ruszyć, nikt nie daje rady!

No nie no do stu prześwietlonych slajdów, JA nie dam rady ruszyć na koniu? Kto jak kto, ale JA? Ożesz Ty!!!
Jak łatwo się domyślić, kilka sekund później me zacne dupsko spoczęło na grzbiecie czegoś, co z góry przypominało połączenie ciągnika siodłowego z naczepą, mamuta i śpiącego Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej. Ująłem wodze w dłonie, delikatny ‘pyk’ łydeczką i… Nic. Odchrząknąłem by przywołać konia do porządku, poprawiłem się w siodle, ‘pyk’ łydeczką – nic. Przez moją głowę przebiegła mi myśl:
– osz ty klaczy synu, będziesz mi tu siarę robił ty marchewożerna karykaturo prawdziwego konia, myślisz, że z kim masz do czynienia?
Zebrałem się w sobie, mięśnie wszystkie dostępne spiąłem i tak docisnąłem gada łydą, że Adminowy flaczek ujrzał światło dzienne przez końską pierdziawę. Koń ruszył niczym szalony przecinając powietrze jak strzała… człaaaaaaaaaap… człaaaaaaaap… człaaaaaaaaaap… Kątem oka widzę, jak Najwspanialsza-Z-Żon z Adminową szykują się do szydzenia, już widzę radość w ich oczach z mej klęski, już domyślam się, jak przez najbliższe tygodnie będą nazywać mnie w stajni Ten-Który-Przegrał-Z-Adminem, o nieeeeeee, nie dam Wam tej satysfakcji Wy bryczesiary jedne!
I frrrrrrru kłusik, i stępik, i volta, i zmiana kieruneczku, wszystko zgrabnie i subtelnie niczym pijana żyrafa rzucająca łbem na koncercie Amon Amarth, ale jadę, poruszam się, jadę na tym zaspanym mamucie, wręcz zapierrrrrrdaaaa…
– STÓÓÓÓÓJ TY JEBANY TRAKTORZE!!!
Konisko przeczuwając, że z tak zacnym jeźdźcem nie ma szans, postanowiło pozbawić mnie życia wjeżdżając w stertę opon. Całe szczęście mój instynkt jeździecki pozwolił mi zapanować nad rozszalałym zwierzęciem i uniknąć śmierci! O nie, nie tym razem Kostucho, nie było Ci dane ściąć mej duszy! Ociekając zajebistością i samozadowoleniem wykręciłem tę ślepą cegłę na której przyszło mi jeździć, sygnał do kłusa dałem i zaanglezowałem tak, że…
…że aż przypomniałem sobie, dlaczego nie powinienem jeździć w jeansach, a tym bardziej w bokserkach. Wykonując angleźnięcie śmierci przysiadłem sobie całym ciężarem ciała na lewym tym, co dane jest oglądać jedynie Najwspanialszej-Z-Żon.

No to by było na tyle jeśli chodzi o jazdę. Zwlokłem się obolały z prychającego Ursusa oddałem konia Adminowej obiecując sobie w duchu: jeszcze na tobie zagalopuję, ty chodząca lisia karmo! Znaczy się na Adminie pojeżdżę, nie jego właścicielce…

Minęły dwa dni. Drogo mi przyszło zapłacić za zwycięstwo nad Adminową zawalatością.
Jednak satysfakcja i sława pozostaną na wieki…

Share