Scenka rodzajowa

Czas: rano, godzina dziwiąta cośtam.
Miejsce: przystanek autobusowy.
Okoliczności: wybieramy się pooglądać na giełdę samochodową, jak wygląda obecnie rynek używanych samochodów.
Osoby dramatu: Najwspanialsza-Z-Żon, ja, Żul (Prawie-Trzeźwy), gołębie.

Stoimy na przystanku. Bardziej zimno, niż ciepło, słońce prawie świeci, Prawie-Trzeźwy facet dłubie z zaangażowaniem w nosie. Zza ławki przygląda nam się gołąb.

NZŻ: – wiesz co?
Ja: – hm?
– dawno nie usłyszałam od Ciebie nic miłego

Zaczynam się intensywnie zastanawiać się, o co chodzi. Rocznica? Nie, jakoś cieplej było jak się zaobrączkowaliśmy, urodziny też chyba nie za bardzo, bo to jakoś w okolicach grudnia.
Gołąb zza ławki przybliża się o pół metra zezując w stronę moich dłoni. Prawie-Trzeźwy chyba coś znalazł, bo przestał borować wgłąb, teraz jakby bardziej zagarnia.

– jak to nie usłyszałaś nic miłego?
– no normalnie, dawno mi nie powiedziałeś ot tak, nic miłego.

Mózg zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Kurde, nie gapiłem się na żadne obce cycki, imienin też chyba żadnych nie było, może znów tak pierdnąłem przez sen, że NZŻ się obudziła?

– znaczy się, że w jakim sensie nic miłego?
– no normalnie, rety, że w jakim sensie, od raz szukasz drugiego dna, a ja najnormalniej w świecie chciałabym usłyszeć od ciebie coś miłego!

Gołąb chyba dzwonił po swoich kolesi, bo poza nim samym pod ławką są kolejne cztery gołębie. Wszystkie zezują na mnie z dziwnym wyrazem dziobów. Prawie-Trzeźwy skończył zagarniania i teraz stacza znalezisko z głębi nozdrza w stronę wylotu.

– a co chciałabyś usłyszeć?
– coś miłego, czy to dla was facetów jest takie trudne powiedzieć coś miłego?!?!

HA! Wiem! Koniec miesiąca, początek nowego, zbliża się PMS! Patrzę więc w niebo, silę wszystkie dostępne zwoje mózgowe, zbieram się w sobie szykując prawdziwie męski gest, po czym patrząc głęboko w oczy Najwspanialszej-Z-Żon mówię z całą stanowczością:

– Ładnie dzisiaj wyglądasz!

Ha! Wybrnąłem! Klękajcie narody! Ja – samiec alfa rozgryzłem kobiecą logikę i wybrnąłem z sytuacji, która dla mnie mogła skończyć się naprawdę źle!
Najwspanialsza-Z-Żon wtula nos w moją pierś i łopocząc rzęstami uśmiecha się do mnie słodko.
Gołębie zaczynają nas oskrzydlać, obawiam się, że będzie wpierdol jeśli nie dostaną słonecznika albo chleba. Prawie trzeźwy wydobył znalezisko i z lubością obserwuje bursztynową galaretę na czubku palca. Gołębie wnioskując, że to żarcie – tuptają w stronę Prawie-Trzeźwego.
Słoneczko świeci, życie jest piękne, cisza spokój… Patrzę z lubością na uśmiechniętą 2gą Połowę…

– mmmmmmmm, powiedziałeś mi coś miłego… że ładnie wyglądam…

Nagle wpada mi do głowy myśl:

– a wiesz że dziś jest prim…

Nie zdążyłem dokończyć.

– TY ŚWINIO, ŚWINIA JESTEŚ!!! Najpierw mówisz mi że ładnie wyglądam, a potem że prima aprilis ty jesteś bydlę i…

No i chuj w pomidory, to by było tyle w temacie beztroskiego poranka.
Stoimy na przystanku, obserwuję niebo, obok Najwspanialsza-Z-Żon na pół dworca komentuje powiązania mojej sfery emocjonalnej z neandertalskimi praktykami obrzucania mamutów gównem.

W tle przerażony gołąb próbuje odkleić sobie z dzioba galaretowaty twór.

Share