• "date": "14 stycznia, 2013"
  • "title": "Zwycięstwo"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/01/zwyciestwo.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/3075810209992518973"

Niedziela, późne popołudnie.
Okopani w kocach leżymy z Najwspanialszą-Z-Żon gapiąc się bezmyślnie w monitory. Pod ręką kawa, przy łóżku pies, sielanka… Nagle do mych uszu dochodzi pytania niszczące rozkoszną atmosferę:
– to idziemy do Orange przepisać umowę?

Szybka kalkulacja: dziś pójdziemy, teoretycznie będzie mniej ludzi, załatwimy co mamy załatwić, problem będzie z głowy. Obrócimy samochodem w niecałe 40 minut.
– ok, możemy jechać. A może przejdziemy się do tego bliższego salonu?
W tym momencie Najwspanialsza-Z-Żon wtuliła się nieco bardziej w koc i zalotnie mrugając wydusiła z siebie:
– bo ja przy tamtym salonie chciałam pooglądać jeszcze w sklepach za jakimś sweterkiem.

Pies zobaczywszy grymas na mojej mordzie, opuścił pokój z miną pt. “zaczyna się”.

*****

Niedziela, późne popołudnie. Centrum handlowe.
Wchodzimy do pierwszego ze sklepu. Misja: kupić sweterek.
Najwspanialsza-Z-Żon pierwsze co robi, to wpada w grupę wieszaków, które z pewnością ze sweterkami nie mają wiele wspólnego:
– popatrz jakie ładne BLUZECZKI!
Zagryzam wargi, przełykam ślinę, czuję jak nadchodzi srający kot. Nie no, trzeba coś z tym zrobić, jak mi się babsko rozkręci, to zaraz zamiast sweterków zacznie buszować w bucikach. Zresztą już widzę, jak Najwspanialszą-Z-Żon znosi trochę bardziej jakby w stronę wieszaków ze spodniami.
Podchodzę do półek ze swetrami, zerkam na metki: kurwa, znów jakieś hieroglify i literki. Szybko szukam w myślach z czym mi się kojarzyły ostatnie zakupy… a tak! Żmija! Wijąca się żmija! Wybieram rozmiar S, zgarniam z wieszaka kilka obojętnie-jakich swetrowych esek i z całym tym bajzlem na rękach przepycham Najwspanialszą-Z-Żon do przebieralni.
Niewiasta moja zaskoczona pomocą zerka nieufnie na ciuchy:
– ale o co chodzi?
Ja, z miną wielkiego znawcy mody, przy którym waginosceptyk z kapelusikiem na głowie znaczy mniej niż zeszłoroczny śnieg, stwierdzam z pełną stanowczością:
– nie gadaj, zakładaj, chcę coś zobaczyć!
Najwspanialsza-Z-Żon poruszona moim zaangażowaniem zaczyna wplątywać się w kolejne ciuchy. Na pierwszy rzut oka widzę, że leżeć będzie jak plandeka na polonezie, ale dzielnie dopinguję:
– mhm….. hm hm hm, mhm…. – mruczę tajemniczo pod nosem – aha… hahymmmm… ok, ściągaj!
Kilka ruchów, Niewiasta stoi już w nowy. wdzianku. Sweter pasuje jak pięść do nosa, wali wczesnymi latami 80 na Gubałówce. Mrużę oczy gapiąc się jak kot w ser pleśniowy:
– aha.. hemmmmm… tutaj ściągnąć, tam, zwęzić… aha.. aha…
Najwspanialsza-Z-Żon wyraźnie poirytowana traci cierpliwość.
– ale o co chodzi? To mi totalnie nie pasuje!
– wiem, że nie pasuje, jak chcesz żebym Ci doradził, to muszę się nauczyć rozpoznawać, co Ci dobrze leży. Zakładaj ten trzeci – zażądałem, mając w głowie już prawie kompletny plan wybrnięcia z zakupowych problemów.
Trzeci twór rękodzieła krawieckiego przywodził na myśl pokrowiec na kontrabas. Najwspanialsza-Z-Żon zrzuciła  z siebie ostatnią mierzoną sztukę. Żaden sweterek nie spasował. Spasowały za to dwie bluzeczki.
Płacąc przy kasie miałem już do końca skrystalizowaną myśl:
Jeśli kobieta podczas zakupów czegoś poszukuje, to szuka najpierw kroju, później rozmiaru. Na koniec jak się zgadza rozmiar i krój, to zaczyna się czepianie szczegółów: a to guziczek nie taki, a to kołnierzyk sraki a rękawik owaki. Jeśli więc zaplączemy Najwspanialszą-Z-Żon w kilka przędzalniczych koszmarów, to zdruzgotana tym co zobaczyła w lustrze, będzie mniej marudzić mając na sobie coś, co dobrze leży, podkreśla to co podkreślać powinno i ukrywa rzeczy, które widocznymi nie powinny być.
W kolejnym sklepie chwytam w dłonie wszelkie eski nie patrząc nawet czy to męskie, czy damskie. Gdybyśmy byli w sportowym, to pewnie przytargałbym do przymierzalni nawet ponton.
Kolejny raz upycham Najwspanialszą-Z-Żon w przebieralni ze stertą ubrań, sprawdzając co się stanie: sztuka pierwsza – dramat, zniknęły cycki, ale dupsko za to wielkie jak u stodoła. Sztuka druga: cycki jak arbuzy, ale nogi skróciło. Trzecia: są cycki, są nogi, dupska brak. No armagedon! Czwarta – nawet lustro się wykrzywiło. Niewiasta moja od zakładania i ściągania ciuchów jest już tak naelektryzowana, że można by Nią zasilić sporej wielkości wieś na Podkarpaciu.
Sztuka piąta… UUuuuuuuuuuuuuuuuu…
Talia: jest. Biodra – są. Cycki – są. Dupcia – oooooooooooo, OOOO!!!! JEST, hue hue hue, pasuje!
Najwspanialsza-Z-Żon też jakby zadowolona z efektu przegląda się z uśmiechem na twarzy.
– No pasuje, no, fajny!

Ta-daaaaaaaaaaaaaaam!
Płacę, wychodzimy, człapiemy w stronę samochodu. Zerkam na zegarek.
– wiesz, że uwinęliśmy się w niecałą godzinę?
– no, aż się zdziwiłam…
Tak. Oto ja, Samiec Alfa. Ujarzmiłem babskie zakupy.
Drodzy Samcy, to działa!

Share

Zakupy z mężem? To najgorsza rzecz pod słońcem. Nigdy by mi taki pomysł nie przyszedł do głowy :))))
Aczkolwiek proces myślnia kobiety rozgryzłeś przednio :))
No i syndrom srającego kotka – śmiałam się długo i perliście :))

Pragnę zauważyć, że kończy się powoli osiemnasty dzień stycznia a tu nadal wpisu brak 😉 Czekamy – my wierni fani i wirtualni prenumeratorzy 🙂

Ty stary wariacie, ja się tu będę uczyć na co uważać z moim mężem i jak się nie dać, już mi się oczka zwęziły jak u żmijki, teraz na zakupach będę bardzo podejrzliwa i ostrożna…