• "date": "19 marca, 2013"
  • "title": "…a może frytki do tego?"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/03/a-moze-frytki-do-tego.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/5834545242191733977"

W życiu każdego Prawdziwego Samca nadchodzi taki moment, że ja pierdolę.

Czas przelatuje przez palce jak sraczka przez sitko, każdy wokół coś chce od człeka, wszystkie terminy są na wczoraj, a rzeczy do wykonania ‘przy okazji’ układają się w stertę przerastającą już nawet stos z czaprakami konia Najwspanialszej-Z-Żon.

Najchętniej by człowiek wsiadł w samochód zaopatrzony w kierowcę i flachę białego, 40procentowego wina, ściągnął z gwinta zawartość butelczyny i ruszył w miasto z wywalonym przez okno gołym dupskiem drąc się wniebogłosy:

– pierdooooooolcie się wszyyyyscy, mam Wasze sprawy gdzieeeeeeeeś!!!

Ale niestety tak nie jest. Odrobina przyzwoitości i odpowiedzialności trzyma człeka w dybach pracy, obowiązków i norm. Ale to do czasu. Do czasu, gdy owa Odrobina znajdzie swe miejsce w wypiętym, kudłatym zadzie Prawdziwego Samca.

Czasami zastanawiam się, kiedy to wszystko weźmie i pierdolnie ja Tupolew w ziemię smoleńską. O dziwo, zamiast solidnego JEB – wszystko jakimś sposobem się dopina i układa. Być może zaprawa z krwi i potu daje możliwość scalenia spękanego harmonogramu prac, a może zwykłe szczęścia sprawia, że razem z Najwspanialszą-Z-Żon jeszcze nie pieprznęliśmy tym wszystkim  i nie wyprowadziliśmy się do Australii ruchać misie Koala. Tzn nie wiem po co by Jej było chędożenie sympatycznego miśka, ale jak już mi się tak napisało, to niech tak będzie.

Dzień po dniu walczymy o kolejne punkty napiętego do granic możliwości planu: realizować zlecenia, projektować nowe modele, szyć na zapas żeby było co w sklepie wystawić, przerzucić do firmy regały i poskręcać, zaprojektować reklamę, kontrolować kampanię, w międzyczasie chodzić do pracy, jeździć do konia, starać się o szkolenia i…

…może jeszcze kurwa frytki do tego?!?!

*****

Na szczęście jest gdzieś w tym wszystkim możliwość zlokalizowania kilku wentyli bezpieczeństwa. Stajnia dla Najwspanialszej-Z-Żon, joga dla mnie, siłownia dla nas obojga, na deser niedzielne sztolnie, jaskinie, czy inne siatkówki…

…oczywiście o ile jakaś Gorączkella czy inna dziadowska bakteria nie położy człeka do wyra dzień przed planowanym taplaniem się w błocie kilkadziesiąt metrów pod ziemią.

Jebać bakterie, bakterie to zło.

Za to joga jest dobra. Jest bolesna, męcząca, genialnie uczy w tym całym chaosie odrobiny skupienia, wyciszenia i samokontroli. Głownie kontroli nad tym, jak nie pierdnąć przez 40 minut ćwiczeń. Tak, jedzenie pieczarek przed jogą to też zło.
Ale joga jest dobra. Pomimo że zaskakuje najbardziej wyuzdanymi pozycjami i zadaniami, nieodkrytymi wcześniej pokładami bólu i cierpienia. Jest ok.

…leżymy na plecach, proszę powoli przerzucić nogi nad głową nadal opierając ręce na macie, można teraz ugiąć nogi w kolanach i dociągamy delikatnie dociągamy…

…o kurwa! Widzę własne jaja 10cm od twarzy, ciekawe czy dam radę dosięgnąć nosem – ale nie. Czujne oko prowadzące widzi wszystko. Wrócimy do tej pozy w domu, tylko dopiero wtedy, gdy Najwspanialszej-Z-Żon nie będzie. Zrobię jej później niespodziankę – powiem, że zadedykowałem Jej pozycję “złożony świecznik”. Albo nie. Jeszcze wpadnie na pomysł, żeby mi świeczkę gdzieś zamontować…

Joga jest dobra, jest zaskakująca. Dziwi, gdy na zajęciach pojawiają się drewniane klocki. Skołatane myśli Prawdziwego Samca szukają uzasadnienia istnienia oderwanych od rzeczywistości kawałków drewna leżących u stóp. Co, będziemy z tym teraz z tymi klockami gadać szlifując jakąś mantrę?!?! W sumie może i lepsze gadanie do klocka na sali, niż pieprzenie do drzewa na zewnątrz przy takim mrozie…

…wsadzamy sobie lewy kciuk do ust, jesteśmy szczęśliwym dzieckiem, wsadzamy sobie prawy kciuk w dupę, by była równowaga. Joga dąży do równowagi. By równowaga była naprawdę równą równowagą, zamieniamy teraz kciuki miejscami…

Joga jest dobra, uczy pokory, uczy poznawać ograniczenia własnego ciała i pokazuje, jak je pokonywać…

…podnosimy się na rękach, jesteśmy w pozycji wyprostowanego psa, przenosimy ciężar do tyłu unosząc biodra, odpychamy się na rękach, jesteśmy w pozycji psa z głową w dół…

…zerkam kątem oka w lustro. Ewidentnie wyszła mi pozycja psa srającego, ale to dopiero 2gi miesiąc zajęć, powiedzmy, że i tak nie jest źle. Wszak tym razem nie rozpłakałem się w połowie ćwiczeń.

Joga jest dobra. Pozwala zapomnieć o napiętych grafikach. I wyzwala prawdziwie Samcze Instynkty.

*****

Piątek, późny wieczór. Wypełzamy z siłowni: Najwspanialsza-Z-Żon po godzinie pocenia się na jakiejś dziwnej maszynie kształtującej pośladki (bojng bojng bojng, hue hue hue hue), ja mając za sobą zajęcia z dociągania jajec w stronę twarzy. Z ust Najwspanialszej-Z-Żon pada zaciekawione:
– co dziś mieliście na jodze?
W tym momencie ja – Prawdziwy Samiec – zniżam nieco głos, przyciągam Ją do siebie władczym ramieniem i szepcę namiętnie do ucha:
– maleńka, jak Ci pokażę w łóżku czego się dziś nauczyłem, to uciekniesz z krzykiem!

*****

…i co z tego, że plany i zamiary prokreacyjne były zacne i bluźniercze, jeśli człek wchodząc do domu jest w stanie jedynie jebnąć twarzą w wyro?

Na szczęście czasami, gdy moce witalne wracają, gdy nawet sąsiedzi w trakcie naszego PO muszą wyjść na balkon zapalić i złapać oddech, czasami w takich chwilach wszystko wraca do normy.

*****

Leżymy w małżeńskim łożu. Na ekranie leci jakiś durny program kulinarny, w pokoju obok Merdaty wychodzi niepewnie spod stołu nie będąc jeszcze pewnym, czy na sto procent już się skończyły te wszystkie wrzaski i tarzania. Tymczasem w tv ludzie zapraszają gości, goście oceniają gospodarzy, później zamieniają się miejscami gospodarze z gośćmy by się ocenić i znów zamienić miejscami. Zderzenie różnych kuchni, spojrzenia na temat paszy, czasami nawet można się uśmiać. Leniwie śledzimy poczynania bohaterów programu – dwie sympatyczne lesbijki dogadzają kulinarnie gościom.
Najwspanialsza-Z-Żon w uniesieniu gastronomiczno-telewizyjnym wypala nagle z pytaniem:

– a gdybyśmy my zaprosili do siebie na obiad dwie lesbijki…
(momentalnie moja lewa brew mimowolnie podskakuje w górę, widząc to Najwspanialsza-Z-Żon dokańcza)
– …i dwóch orientalnych gości, to co byśmy im dali?

 Jako Prawdziwy Samiec od razu udzielam jedynej poprawnej odpowiedzi:

– oni by dostali po ryju, a one po tabletce gwałtu.

*****

…tia, i frytki do tego. A tymczasem wracając do szarej codzienności pakuję aparaty do plecaka. Wszak czapraki same się nie sfocą.

Share

Ja też dziękuję za spowodowanie,że oczy mi się szerzej otwarły 🙂 i byłe pełne łez ;p ;p ze śmiechu oczywiście

Magda

Padłam. Czytam Cię człowieku od dawna.
No masz wyostrzony dowcip, coś niesamowitego.
Gile mnie wypadli z nosa po salwach śmiechu :)))
Gratuluję, talent masz:)))