• "date": "4 czerwca, 2013"
  • "title": "Listewka. I banan."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/06/listewka-i-banan.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/6466915056851747112"

Listewka.
Małe, niepozorne ciulstwo, którego miejsce wg wszelkich prawideł jest w rogu. Przy ścianie i podłodze. O, dokładnie tam. Oczywiście w naszym przypadku sprawa nie jest tak prosta, albowiem listewka poza tym, że powinna BYĆ, to musi, ale to MUSI posiadać także odpowiedni kolor. I nie może to być kolor który jest w stanie nazwać Prawdziwy Samiec, czyli np: zielony. Brązowy. Czarny. Nie.
Stoimy z Najwspanialszą-Z-Żon przed regałem. Jak okiem sięgnąć – na lewo sryliony listewek. Ciągną się w nieskończoność – podobnie jak po prawej stronie. Niewiasta moja stara się dobrać odpowiedni kolor, by pasował do ścian i paneli. Lecimy: brąz głęboki, brąz kopcony, brąz kawowy, brąz dębowy, brąz łonowy i chujowy. Zgodnie z przewidywaniami nic nie pasuje. Jak dla mnie ‘brąz egipski’ nie różni się niczym od ‘brązu pistacjowego z nutką wanilii’, ale ja jestem daltonista i idiota kolorystyczny, co mi Najwspanialsza-Z-Żon ma zwyczaj dość często przypominać przy okazji różnego rodzaju zakupów.
I tak bujamy się od sklepu do sklepu szukając TEGO brązu.
Poniedziałkowe popołudnie. Nie, nie leżymy przed tv, nie odpoczywamy po pracy. Nie. Szukamy listewek. Brązowych, ale takich nie-do-końca-brązowych kurwa ich mać. Lezę przez sklep z Najwspanialszą-Z-Żon i miną męczennika na twarzy. Znajdujemy regalik z listewkami. Taki tyciusi regalik. W zasadzie chyba bardziej wózek z jakimiś reszkami do których ktoś wrzucił m.in. listewki. Ewentualnie właśnie komuś plądrujemy wózek z zakupami.
Zawartość wózka budzi nadzieję: są TYLKO trzy dostępne kolory listew. Czarny. Szary. I brązowy. Najwspanialsza-Z-Żon bierze do ręki brąz. Widać, jak intensywnie pracują Jej szare komórki odpowiedzialne za dobór barw i odcieni. Boję się dochodzić, jak bardzo złożone procesy kolorystyczne zachodzą w Jej świadomości, ile palet, przestrzeni barwnych i dziwnych nazw kolorów przewija się przez Niewieści mózg. Nagle z Jej ust pada długo wyczekiwane:
– Ej, to pasuje!

Tak, tak, TAK!!!! Czuję się jak młody bóg, organizm mój spowija ulga jakbym się wysrał po tygodniowym zatwardzeniu, chce mi się porwać Najwspanialszą-Z-Żon na ręce i tańczyć na środku sklepu!!! MAMY LISTEWKI!!!
Prężnym krokiem zmierzamy do sklepowych kas. Morda mi się cieszy jak Merdatemu na widok kaszanki w trawie, rzucam okiem to w lewo to w prawo komentując dziwne precjoza widoczne na sklepowych półkach. Nagle wpada mi w oko… opakowanie na banana. Staję jak wryty. Pokazuję znalezisko Najwspanialszej-Z-Żon, dzieląc się wątpliwościami:

– Zobacz, pomysł niby dobry, tylko co zrobić jeśli trafi się bardziej prosty banan?

Najwspanialsza-Z-Żon przypatruje się żółtemu wynalazkowi najwyraźniej podzielając moje wątpliwości. W końcu przemawia:

– …no, albo jak co gorsza będzie wygięty w drugą stronę?

Ryk przywodzący na myśl konającego w męczarniach samca dobył się z mej gardzieli i przetoczył po sklepowych alejkach. Roniąc krokodyle łzy ruszyłem z listewkami w stronę kas chcąc mieć ten koszmar za sobą. Gdzieś za mną goniły mnie słowa Najwspanialszej-Z-Żon:

– Ej, ale ja tak specjalnie powiedziałam, przecież ja żartowałam…

Share

PS. Poszukuję dobrego czytnika RSS takiego zamiast Googlowego bo ten kończy swój żywot, takiego przeglądarkowego co wyświetla pełną treść (obrazki + wideo) zamiast przechodzić do strony głównej.

Hahahahha, jak wszyscy przede mną,i wszyscy po mnie padłam ze śmiechu i smarki ścieram:-))))
Samo życie, ileż razy ja sama zadałam takie pytanie na "oczywistość",że tylko ryk mojego chłopa powodował pobudkę mózgownicy i próbę wyjaśnienia,że ja to tak ceeeloowo!!! hahhahaha 🙂
Notka super, sposób w jaki zamieniasz jeden zwykły dzień w sklepie z listewkami, na dzień dla którego warto było się wręcz narodzić hahahah, dowodzi nie tylko lekkiego pióra, ale również zmysłu obserwacji, dystansu do siebie no i wiadomo, poczucie humoru masz fantastyczne:-))))
Hahahhahaah, uspokoić się nie mogę:))))

To mniej więcej jak w rozmowie ze znajomym. On opowiada, że rodzina mu się powiększa, że się nie może córki na świecie doczekać, że się z żoną zdecydowali, że chrzcić nie będą, bo sami przecież nie chodzą do kościoła i to taka obłuda. Ja słucham, potakuję, przetwarzam, a na koniec pytam: "to co, siostra twoja chrzestną będzie, nie? cieszy się pewnie?" 🙂
My, kobiety, tak już mamy 🙂