Prosiakowa niedziela

Niedzielne popołudnie. Konam odwodniony, zwisam z kanapy jak płaszcz przerzucony przez ramię. Wyeksploatowany organizm stara się ostatkami sił nie stracić przytomności.

Obok leży Najwspanialsza-Z-Żon gapiąc się z błogim uśmiechem w sufit.
Wszechogarniającą ciszę przerywają Jej słowa:

– Mmmm… cztery orgazmy… prawie idealna niedziela… Szkoda, że rosołu nie ma…

O ja pierdolę, a ta jeszcze o rosole…

Share