Wszystko do dupy, tylko płyn do szyb.

Samochód. Droga do domu.

Późny poniedziałkowy wieczór. Pędzimy w stronę legowisk pośmierdując końmi, kurzem i tym czymś, w co wsadziłem rękę przykręcając szafkę do ściany.
Światła samochodu wbijają się w ciemność jak Tupolew w ziemię smoleńską, radyjko cichutko popierduje w tle, prawie sielanka. Ale coś nie gra. Coś nie jest tak, jak być powinno.
To liście.
Na jezdni pojawiają się liście. I to nie takie co spadają po letniej burzy, nie takie, co dzieci zrywają i rozsypują. Takie liście, które mówią: “winter is coming”.
Tak. Nadchodzi jesień. Pierwsze listowie spada z drzew, dni są coraz krótsze, za to kiecki coraz dłuższe. Nawet Najwspanialsza-Z-Żon wieczorową porą jakby chętniej wkręca się nosem pod pachę szukając ciepła. 
Jesień.
Pomidory znów będą kosztować 8zł za kilogram. I będą bez smaku. I nastąpi koniec rozdekoltowanych bimbał na ulicach. Aż do następnej wiosny.
Najgorsze jest jednak to, że drzewa pozbawione listków nie chronią przed ptasim gównem. Skrzydlate pomioty waląc pod siebie z gałęzi znów będą bombardować maskę i szyby efektem pracy swoich trzewi. Nigdy tego nie rozumiem: żre toto jak wróbelek, ale jak się zesra, to jak stukilogramowa baba po trzydniowym weselu. 
Tak, muszę kupić zimowy płyn do szyb. 
*****
Z archiwum: 
– Emil, zabrałeś stąd tego kociego rzyga?
– Nie.
– No to coś go najwyraźniej zjadło.
 Nie dajemy się dziś lizać psu po twarzy.
Share