• "date": "9 września, 2013"
  • "title": "Pół żartem, pół serio: sianko"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/09/po-zartem-po-serio-sianko.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/7560294530311077668"

Wiocha. Niedzielne popołudnie. Jak na Prawdziwego Samca przystało – leżę palnikiem do góry, z książeczką w dłoni. Wartka akcja wciąga bezgranicznie, skupienie na kolejnych słowach płynących z kart księgi jest tak wyczerpujące, że co chwila opada mi powieka. Więc leżę i staram się nie chrapnąć.
Cisza, spokój, sielanka. Gdzieś pod łóżkiem leży Merdaty pośmierdując okrutnie. Oczywiście, że widząc podczas spaceru jakiś ściek płynący pod drogą musiał się do niego wpierdzielić. Więc leżymy obaj. Woń schnącego psa nieco drażni nozdrza, ale przynajmniej mogę sobie pryknąć.
Zwali się na Merdatego.

Do pokoju wpada Najwspanialsza-Z-Żon. Staje nad kanapą i pociąga z dezaprobatą nosem. Wymownie wskazuję wzrokiem na psa. Z ust Niewiasty pada:
– wykąpał się w rzeczce?
– ta…

Uffff, udało się. Siarczyste dowody poprawności przebiegu procesu trawienia zostały zwalone na psiura. Tymczasem Najwspanialsza-Z-Żon pakuje mi się się na kanapę wkręcając lico pod ramię z charakterystyczną dla siebie subtelnością: zwalona książka ląduje na podłodze, uderzony kubek rozchlapuje kawę, niewieście lico ocierając się o moje okulary zostawia mi na szkłach wielką mazę przez którą przestaję cokolwiek widzieć. Po 10 sekundach kręcenia się pod moim lewym bokiem przyjmuje pozycję która wg prawideł ludzkiej fizjologii powinna uniemożliwić Jej oddychanie. Oczywiście nie w przypadku Najwspanialszej-Z-Żon.
Wciśnięty w róg kanapy i przywalony kobiecym cielskiem zastanawiam się co ja mam teraz niby robić. Czytać niby się jeszcze da, ale nie dosięgnę książki. Z 2giej strony ciężko będzie cokolwiek rozszyfrować przez uświnione okulary, a do tego łokieć Najwspanialszej-Z-Żon dziabie mnie w żebra, więc się nie skupię. Próbuję wyprostować nogi – nie da się. Kończyny dolne mej Drugiej Połowy splątały mi stopy. Kurwa, normalnie jakbym się pobił z pijany pytonem.
– HEKHEM! – zaczynam rozmowę.
Spod mojej pachy dobywa się ciche, zaspane…
– taaaaaaaak?
No nie wierzę. Ledwie dwie minuty minęły, a ta już przycięła komara! Co gorsze, im bardziej próbuję się wyplątać z pułapki, tym bardziej kończyny Najwspanialszej-Z-Żon zaciskają się na moim organizmie. Trzeba toto jakoś zagadać, bo jeszcze mnie uśmierci tym swoim subtelnym uściskiem!
– chciałaś coś, że przyszłaś?
Nadal spod pachy dobywa się głos Najwspanialszej-Z-Żon:
– no bo my zaraz chyba się zbieramy i jedziemy do domu, co?
– no tak, za jakąś godzinę?
– no, bo trzeba jeszcze zrobić sianko.

Zrobić… co?! Uruchamiam zwoje mózgowe odpowiedzialne za wyobraźnię i staram się ogarnąć, co Niewiasta moja miała na myśli. Więc tak: jesteśmy na wsi. Siano. Siana nie ma na podwórku, bo nie kosiliśmy ostatnio trawy. Siano jest na strychu. Jeśli siano jest na strychu, tzn że trzeba zabrać drabinę i wejść na strych. Tylko po co Najwspanialsza-Z-Żon chce, żebym wlazł z nią na strych na siano?! Eeeeeeeeeeeeej… Osz Ty Mała Niegrzeczna Świntuszko! To takie rzeczy Ci po głowie chodzą, taaaaaaaak?! Ok! Obniżam nieco głos i przemawiam:
– sianko powiadasz, pójdziemy na sianko jak mam rozumieć? Chcesz tam robić coś konkretnego?
– no w sumie tak, trzeba zapakować siano do worków i zabrać do stajni dla konia, bo tata tam suszył dla Rudego siano.

Stop. Zaraz. Nie. Moment. Kurwa!
– eeeeeeeeeeeeeee, co? – dopytuję inteligentnie.
– no dla konia weźmiemy ze dwa worki do stajni, to sobie zje takiego wiejskiego siana, nie?

Ja sobie nie przypominam, żeby dysponował sprzętem do transportu siana, więc jakie kurwa worki z sianem, to nie będziemy się bzykać?!?!?!
Spełzam z kanapy nie ogarniając świata. Próbuję jakoś to przeanalizować: mamy konia. Koń stoi w stajni. Płacimy za to pieniądze. W ramach opłat koń dostaje żarcie. Żarcie konia to owies, wysłodki, lucerna, słonecznik i siano. Które też dostaje w ramach opłat. Więc na chuj mam mu dodatkowo zwozić swoim świeżo wyszorowanym w środku samochodem dwa worki siana?! Wątpliwości rozgania głos zwlekającej się z kanapy Najwspanialszej-Z-Żon:
– bo wiejskie sianko jest smaczniejsze.

Tak kurwa. I przyprawiane miłością Merdatego który niedawno srał w tą trawę.

*****

Późne popołudnie. Domyślam się, że jak zwykle pod pojęciem ‘będzieMY coś robić’ kryje się układ, w którym ja narażam życie latając po drabinie, a Najwspanialsza-Z-Żon dopinguje mnie z dołu. Ale nie tym razem. O dziwo Niewiasta wspina się do góry i łapie za wory. Niestety te na siano.
Zaczynamy pakować pachnący susz do worków. Stada pająków zerkają na nas spod dachu, źdźbła pikają mnie w stopy, łydki, dłonie, kurde, pika mnie wszędzie, jak u licha można było się kiedyś na tym bzykać, toż to jest tak ostre i pikające, że chyba może bez problemu przebić człowiekowi juwenalia!
Zerkam na Najwspanialszą-Z-Żon ubijającą z zaangażowaniem siano w workach. Ta w pełni skupienia miętosi suchą trawę. Mógłbym dać pół lewej nerki, że układa źdźbła w ten-jedyny-odpowiedni sposób, który zagwarantuje Rudemu Ciulowi możliwie największą wygodę w dobywaniu źdźbeł z kupki. Koszmar. 7 miliardów ludzi na Ziemi, z tego ponad 2 miliardy to kobiety w wieku produkcyjno-kopulacyjnym, a ja sobie wybrałem Tą-Jedną, dla której baraszki w sianie oznaczają układanie źdźbeł w układzie optymalnym dla końskiego ryja. Dlaczego w totku nie mam takiego szczęścia?!

*****

Późny wieczór. Stajnia.
Rudy ciul wciąga smaczne-wiejskie-sianko-kurwa-jego mać, a gapię się na upierdolony bagażnik. Godzina odkurzania, zamiatania i szorowania poszła psu w dupę.
Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że Najwspanialsza-Z-Żon nie wpadnie na pomysł zwożenia na wieś naszym samochodem końskiego gówna do nawożenia łączki. Żeby konikowi później sianko bardziej smakowało. Bo wiejskie.

Share

Wstęp, rozwinięcie, zakończenie wszystko mnie rozwala 🙂
Zastanów się chłopie nad wydaniem tych wszystkich w historii w formie papierowej czyli zwykłej książki z umilającymi obrazkami 🙂