• "date": "10 kwietnia, 2014"
  • "title": "Tic Tac, ziuuuuuuuuu i plum."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/04/tic-tac-ziuuuuuuuuu-i-plum.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/3328949596538689203"

Zrozumiałem wczoraj jedno: rozpoczęty kurs nurkowania to nie będą zajęcia o zapierdzielaniu w maseczce 3 metry pod wodą. To nie będzie  zerkanie na rybki i homarki i pytongi podwodne pasące się pośród malowniczych, zatopionych opon i wózków sklepowych. I nie będzie to beztroskie pluskanie się na płyciznach w towarzystwie roześmianych niewiast ponętnie bujającymi swoimi… butlami z powietrzem.
Nie.

Zrozumiałem wczoraj, że wsadzą mnie w wielki gumowy kondom z dziurą na łeb, obwiążą jakimiś rurami, dadzą na grzbiet butle. Na koniec dociążą ołowiem i wdupią mnie do wody.
Może mi ktoś wyjaśnić, po co jestem na kursie nurkowym?
Przecież jedyne co potrafię zrobić w wodzie to jakuzzi, a najlepszą dla mnie formą zabaw na basenie jest tajniackie podrzucanie do wody Lionów.

*****

…jedziemy na kurs. Najwspanialszy-Z-Bliźniaków za kółkiem, po jego prawicy Najstarszy-Od-Jaskiń (wow, nowa postać!), człowiek który mając kawałek sznurka w ręku potrafi zrobić wszystko, nawet jest w stanie stworzyć węzeł, dzięki któremu może sam siebie ciągnąć na sankach.
Gdzieś z tyłu ja, upchany pomiędzy torbę, fotelik dla dziecka i dziwne coś, czego Bliźniak nie sprzątnął z podłogi od pół roku. Coś dziwnie na mnie zerka. Ja zerkam na Bliźniaka – ten jak zwykle pędzi przez miasto szerząc wiarę – ludzie widząc jak jedzie zaczynają się modlić i wzywać imię Pana. Inne rzeczy też wykrzykują, ale nie wypada cytować.
W każdym razie zerkam na Bliźniaka. Ten mając na twarzy grymas sowy cierpiącej na zapalenie spojówek wbił wzrok w drogę i pruje do celu. Staram się nie widzieć wskazówki licznika prędkości, staram się ogólnie nic nie widzieć i nie słyszeć i nie zastanawiać się, czy to na czym przed chwilą podskoczył samochód było kamieniem, dziurą w asfalcie, czy czyjąś nieudaną próbą umknięcia sprzed kół samochodu.

Chcąc odwrócić swoją uwagę od faktu, że Najwspanialszy-Z-Bliźniaków kieruje nadal mając nogę w gipsie, zaczynam się dzielić swoimi przemyśleniami ze współtowarzyszami. Jak to faceci z facetami. 

…Wiecie, rozgryzłem jedną z tajemnic wszechświata. Tajemnicę Tic Taców.
Przez całe życie zastanawiałem się, jak to jest, że Tic Tac ma dwie kalorie i jest reklamowany jako produkt zawierający dokładnie taką ilość kalorii, jeśli wszędzie, i w reklamach i w życiu Tic Taci żre się po dwa?
Przecież to jest wbrew zdrowemu rozsądkowi. Każdy mówi: 
– chcesz tic taca?
– chcę
I daje dwa. Nie ze względu na szczodrość, ale tak się już przyjęło, było jest i będzie. Z czego to się bierze? Przecież człowiek mając zapędy do upraszczania świata, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem zamiast dwóch małych Tic Taców, wolałby zeżreć jednego, dwa razy większego cukierka zawierającego 4 kalorie! Mniej problemów przy wydobywaniu dziadostwa z pudełeczka, mniej liczenia przy częstowaniu, Ogólnie świat staje się prosty i mniej skomplikowany, a my mamy więcej czasu który możemy poświęcić na wyjaśnienie kolejnych zagadek wszechświata. 
Zastanawiałem się więc długo, dlaczego nie jeden tic tac dwa razy większy. I któregoś dnia spróbowałem wziąć jednego Tic Taca zamiast dwóch i wiecie co? To jest całkiem inna bajka. Człowiek musi brać po dwa Tic Taci bo mając w twarzy dwa cukierki można sobie językiem pocierać je wzajemnie i uwalnia się wtedy i szybciej i więcej smaku! Więc nawet jeśli człowiek by kupował dwa razy większe Tic Taci to i tak żarlibyśmy po dwa!

W samochodzie zapadła cisza. Nawet radio na moment przestało grać. Z niecierpliwością czekam na aplauz, na wybuch radości, na gratulacje i komplementowanie mojego geniuszu, na wspólną analizę moich wniosków, lecz jedyne co dochodzi do moich uszu, to wypowiedziane półgębkiem słowa Najstarszego-Od-Jaskiń w stronę Bliźniaka:

– ty, ale on to jednak jest jakiś taki trochę jebnięty, nie?

Nikt mnie nie rozumie. Nikt.

*****

Wieczór. Mościmy się na krzesełkach wyczekując rozpoczęcia kolejnych zajęć w ramach kursu. Za oknem po prawej widać w dole basen i masy ludzi taplających się w wodzie. To ktoś do wody skoczy, to ktoś kogoś wepchnie, na końcowym torze szkółka pływacka ławicą pokonuje kolejne metry toru. Najstarszy-Od-Jaskiń z Najwspanialszym-Z-Bliźniaków roześmiani co chwilę zagadują o rurze Najstarszego. Że jest fajna i ogólnie niezła i jest na sprzedaż i mogą mi polecić spróbowanie z tą rurą. Nie wiem co chłopaki w temacie rur robili pod namiotami na przedostatnim wyjeździe, ale na wszelki wypadek odsuwam się od obu nadal dopytując o co w końcu chodzi.
– bo widzisz – zaczyna tłumaczyć Najstarszy – kiedyś podczas nurkowania zachłysnąłem się wodą i rzygnąłem do tej rurki i jak ten paw poszedł górą to wokół tej rurki zebrały się takie małe kolorowe rybki i tak to zjadały a ja tak rzygałem oglądając te rybki jak one tak jadły….

Kurwa, co ja tu robię?! To pod wodą można puścić pawia?!

– …no tak – wybudza mnie z zamyślenia Najwspanialszy-Z-Bliźniaków – z używanym sprzętem to tak właśnie jest, że czasami pewnych rzeczy lepiej nie kupować. Na przykład pomimo, że lubię lumpeks, to nie kupiłbym np. spodenek kolarskich, bo mało kto wie, w jaki sposób kolarze ich używają podczas trenin…

…ej ej EJ EJ EJ!!! Zaraz zaraz! Przecież ja kupiłem sobie spodenki na rower w lumpie i są wygodne i mają tą poduszkę i nic mnie nie boli i czy jeśli one były z lumpa to znaczy, że ktoś w nich swoimi… o jezu.

– żartujesz, prawda? – zapytuję Bliźniaka.
– no nie, serio.

– a ja tak się cieszyłem ze znalezionych w lumpie spodni na rower… i już nawet w nich jeżdżę od kilku dni…

Eksplozja rubasznego śmiechu rozniosła się szerokim echem po terenie aquaparku.
Moje życie jest do dupy.

******

Środa. Bardzo późny wieczór. W zasadzie środek nocy.
Na podłodze leżą spodnie na rower. TE spodnie. Oglądam je z lewej, z prawej, gąbka niby nie jest wysiedziana, nie widać żeby były używane, łoniaczy obcego pochodzenia także nigdzie nie stwierdzam.
Ale wąchać pieluchy nie będę.

A srał to pies, wrzucam spodnie kolejny raz do pralki, tym razem ustawiając wyższą temperaturę.
Teraz już nie będę się przejmował. W końcu gdyby coś w nich było, to już by mnie swędziało. O.

Share

" ten jak zwykle pędzi przez miasto szerząc wiarę – ludzie widząc jak jedzie zaczynają się modlić i wzywać imię Pana" – miszcz! :DDDDD