• "date": "30 kwietnia, 2014"
  • "title": "Mosty"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/04/mosty.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/2627961849853311441"

Piąta rano. Budzik nieubłaganie przypomina, że należy wstać. Jeszcze dziesięć minut, błagam… Przestawiam budzik o 10 minutek i momentalnie zapadam w…
…krokodyl mruga w stronę chyba-nietoperza. Krokodyl, na którego trzeba uważać podczas karmienia  sałatą, bo krokodyl ma taki jeden ostry ząb którym potrafi dziabnąć. Więc płynie ten krokodyl od sałaty w stronę krawędzi łózka, a ja poprawiam sobie poduszkę w taki sposób, żeby pomiędzy mną a krokodylem była bariera nie do przejścia. Wiem, że krokodyl jeśli będzie inteligentny, to przejdzie sobie mostem, ale z drugiej strony nie za bardzo może, bo na moście jest dużo potłuczonych butelek i krokodyl mógłby poranić sobie na szkle łapy a nietoperz potargałby skrzydła. Tylko o co chodziło z tym skorpionem, przecież one z krokodylem nigdy się nie lubi…

Piąta dziesięć.
Trata ta ta pim pi rim pim znów oznajmia budzik. Kurwa.
Nie otwierając jeszcze oczu, wyplątuję się spod kołdry. Macam okolice poduszki nadal mając zamknięte ślepia – nie namierzam krokodyla. Wstaję. Biorę torbę z ciuchami treningowymi i idę do łazienki. Staję nagi przed kabiną prysznicową, z tą torbą w ręku.
No tak.
Odrzucam torbę, włażę pod prysznic.

*****

Jestem rozkosznie przemęczony. Od trzech(?) dni nie dosypiam. Lecę nieustannie na ryj, walczę w nocy z krokodylami, nad ranem uczestniczę w starciach z własnym niewyspaniem, a pomimo to gdzieś we łbie powoli rodzi się spokój. Cisza.
Dziesięć kilogramów wyparowało. Spadek wagi chyba zaczyna hamować, chyba zaczynam znów być głodny, chyba nie powinienem jeść przed snem, ale gdy tak jak wczoraj po północy wracam do mieszkania spokojniejszy i wyciszony – budzi się żołądek. Bestia bez dna, nieskończona otchłań domaga się ofiar, domaga się świń i krów i tony ziemniaków (znaczy się, że jakieś zdrowe warzywo niby musi być). Więc przysypiając na jedno oko wsadzam sobie do twarzy kawałek kurczaka, zagryzam pomidorem, szukam chleba, pomidora zamiast posolić – posypuję curry, zamiast wgryźć się w pajdę – wsadzam sobie w twarz deskę do krojenia i dopiero czując, że ten chleb jest jakiś twardy – wyjmuję oślinione drewno z gęby śmiejąc się z siebie.

*****

Godzina zaraz-północ. Mknę Srebrną Strzałą w stronę mieszkania. W głośnikach “sun to me”, we łbie cichy szum, przed gębą pusta droga. Jakoś tak ręce i nogi i wszystko inne zamiast kierować Strzałę w stronę łóżka, sprawiają, że trafiam na wąską drogę pnącą się kawałeczek w górę, na mały asfaltowy plac gdzie lubiłem wieki temu przychodzić, by popatrzeć w dół, w stronę centrum, pustego parkingu, rzeki, linii tramwajowej, żeby zerkać w okna majaczących gdzieś w oddali budynków i zastanawiać się, jak te ostatnie, nieśpiące niedobitki spędzają noc. Czasami próbowałem sobie wyobrazić ludzi krzątających się wokół własnych spraw, odgadnąć co się dzieje w ich głowach, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś nie śpi o tej godzinie, to znaczy że wyżera coś z lodówki, ogląda idiotyczny film, albo po prostu wstał żeby się jeszcze przed snem wysrać.

Pojechałem wczoraj w nocy tam, na ten plac, wyszedłem z samochodu, zapaliłem papierosa i zwróciłem gębę w stronę centrum miasta. Zamiast pustych ulic zobaczyłem wielką blaszaną ścianę budynku. Jakim sposobem, kiedy, jakim cudem ktoś tam coś wybudował? Co za idioci mieli czelność zasłonić mi moją prawie-panoramę miasta?
Jak zwykł mawiać klasyk: “a to chuje”.

*****

Nadchodzi długi weekend.
Jeszcze nie do końca wykrystalizowały mi się plany, pomysły. Autostrada, autostop trochę jakby wzywają, trochę jakby i rower coś tam starał się powiedzieć. A mi się chce tylko i wyłącznie wrócić do krokodyla, goniących się ryb i zapachu towotu.

Share

Jakiś czas temu też wóciłam w miejsce znane z dzieciństwa. Zmieniło się nie do poznania. Jakim prawem?! Cała magia, która w tym miejscu się skupiała, wyparowała i rozmyła się gdzieś w powietrzu. Pozostał tylko żal i rozczarowanie.
PS. Od dwóch miesięcy śpię po pięć godzin na dobę – łączę się w bólu…

brakuje Ci może zwierzęcia w domu… kup se żółwia… żółwie są bez sensu, brak sierści zimne ….:P pozdrowienia

Cancel reply