• "date": "24 lipca, 2014"
  • "title": "Stonka transportowa"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/07/stonka-transportowa.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/7300111294161052613"

Biedrona. Tak, stałem się jednym ze stałych klientów tego sklepu. Nie z powodu jakiegoś wybitnie płomiennej miłości do pchania kasy w zagraniczne firmy, ale tak ot, bo blisko. Wcześniej był MarcPol ale splajtował, bo ludzie kupowali za mało piwa i kaszanki. Więc otworzył ktoś w tym samym miejscu Biedronę, obniżył cenę krupnioków, podniósł cenę piwa, dorzucił do tego pomidory w promocji i wszyscy zadowoleni: klienci, sieć… tylko mieszkańcy osiedla jakby bardziej wkurwieni, bo po ulicach plącze nam się mrowie rzęchów plujących olejem… a, nie, przepraszam: samochodów prawie-zabytkowych, znaczących teren.

Tak czy inaczej: zaczynam chodzić do Biedrony: pomidory biedrona quality po których prawie nie ma sraczki, owoce biedrona quality pachnące woskiem i starymi skarpetami, golarka biedrona quality, która przy odrobinie szczęścia nie pierdolnie mnie prądem. Sama radość. Są też w promocji banany biedrona quality, niektóre nawet żółte. Nie jestem pewien, czy to w biedronowych bananach był koks, ale na wszelki wypadek kupuję je na potęgę i wcieram w dziąsła biały nalot ze skórek.

No i chodzę do tej Biedrony. Bo prawie po drodze z pracy, bo prawie blisko, bo prawie można płacić kartą, a jeśli zabraknie gotówki to można bez problemu wyjść ze sklepu, przejść przez ulicę, wejść do centrum handlowego po drugiej stronie, zjechać ruchomymi schodami na dół, wypłacić pieniądze z bankomatu, wjechać ruchomymi schodami na górę, przejść przez ulicę, wejść do sklepu i już można podejść z powrotem do kasy by uregulować rachunek. Oczywiście o ile człowieka nie zajebią wcześniej ci, co stali za nim w kolejce.
I wyłazi człowiek z tego sklepu przedzierając się przez stado dzieciaków starających się zwalić na ziemię wszystko, co mogą dosięgnąć przy kasie. I otacza człowieka błoga cisza i spokój, nic nie wrzeszczy, nikt nie piszczy, nie spiera się o ostatnią paczkę mielonego garmażeryjnego. Poezja.

Tylko nie rozumiem jednej rzeczy…

*****

Popołudnie. Drałuję w stronę domu targając torbę wypełnioną wszelakim dobrem. Krok za krokiem wspinam się pod górkę przy parkingu, leniwie obserwując resztę pieszych: po prawej idą dwie kobiety z załadowanymi siatkami. Po prawej idą kolejne dwie, każda z co najmniej jedną reklamówką. Z przodu jeszcze jedna niewiasta transportowa, obracam się – za mną następne trzy. Każda jak muł juczny. Tzn nie z urody, tylko z pełnionej chwilowo funkcji. No, w zasadzie te dwie po lewej trochę przypominają z twarzy muła… ale to nie o tym miało być.
Idą więc te niewiasty w wieku różnym, status społeczny przedstawiając różnoraki, idą krok za krokiem. Bez mała słyszę, jak trzeszczą im te biodra, jak ścięgna jęczą pod obciążeniem, trzy z nich mają taki wysiłek na twarzy, jakby zaraz z przeciążenia miała wypaść im macica. Albo wątroba.
I coś mi się kurwa w tym wszystkim nie zgadza.

Gdzie tu są ich faceci?!?!

Przecież za czasów gdy miałem swoją Niewiastę na łbie 24/24h jasne było, że wszelakie zakupy o większym ciężarze załatwiało się razem! No dobra, czasami było to nudne do porzygu, gdy xNzŻ zastanawiała się przez pół godziny nad wyborem pomiędzy bananami skręconymi w lewą albo w prawą stronę, ale taki był koszt życia razem! Tak tak tak, trzeba było znosić akcje xNzŻ w stylu:
– potrzebujemy tylko owoce, cukier, mleko… oooo…. ooooooooo, jaka bluzeczka!

…no ale, kurza dupa, jak można puścić babę do sklepu żeby sama dźwigała kilkanaście kilogramów w siatach? Przecież to nie te czasy, gdy babami orało się pole, czy używało ich do zabezpieczania wycieku w uszkodzonym reaktorze atomowym!

Zdecydowanie, momentami nie ogarniam tego świata.

*****

A Benek ma się dobrze. Chyba.

Bo albo ma pryszcze na końcówce, albo puszcza pierwsze korzonki.

Share

Ja to mam dobrze, na duże zakupy w supermarketach i dyskontach zawsze wyrusza mąż i co ciekawe ON TO LUBI. Lubi wyszukiwać promocje, porównywać ceny, planować zaopatrzenie na cały tydzień. Ja nienawidzę zakupów spożywczych na dużą skalę, zresztą pewnie zbankrutowalibyśmy gdybym ja załatwiała takie rzeczy, bo kompletnie nie potrafię ocenić czy coś się opłaca kupować, czy nie, po prostu kupuję jak mi się opakowanie podoba 🙂

Równouprawnienie Panie, równouprawnienie :P.

Z drugiej strony ci zniewieściali chłoptasie z żelusiem we włosach i w rurkach mało pewnie przydatni są w terenie i kobiety zostawiają ich w domu 😛

no no, jestem pod wrażeniem wrażliwości, a o do kobiet- mają to co same sobie wypracują, ale i panowie mogliby się zacząć bardziej starać 😉 pozdrów B.