Miesiąc: Czerwiec 2015

Pajunki i podusia.

Wtorek. Wieczór.
Wpadamy na chwilę z Ajaxem do Czarnodziurza – bo wiosna. A w zasadzie nawet lato od dwóch czy trzech dni. Tzn nie to, że od razu tarło, ale ogólnie trzeba było odwiedzić Czarną Dziurę, bo trening był dziś wybitnie intensywny, a nie wypada iść do knajpy waląc jak stary żubr po roztopach.

Wpadam pod prysznic, zmywając z siebie dowody trudów wszelakich, efekty upadlania swej cielesnej powłoki, Ajax plącze się gdzieś po Czarnodziurzu. Znając życie – wypatrzyła jakiegoś nowego pająka i stara się uśmiercić go wzrokiem. Pewnie Jej się to nie uda, więc czeka mnie opierdziel po wyjściu z łazienki. Zupełnie jakbym to ja był winien, że połowa okolicznych stawonogów upatrzyła sobie Czarną Dziurę jako idealne miejsce na założenie rodziny i mnożenie się na potęgę. No cóż. Bywa.

Przesuwam stopą kudłatego pająka z ziemi bardziej pod sedes – czego oczy nie widzą… Tego co mieszka na ścianie obok Junkersa przeganiam za rurę, mieszkaniec okolic lustra zostaje wrzucony za szafkę. No, przynajmniej w łazience będzie spokój.

Tak więc biorę szybki prysznic, wyskakuję z łazienki chcąc mieć z głowy to, co nieuniknione. Wpadam do pokoju i zamiast Ajaxa z rządzą mordu w oczach patrzącego na robale – widzę dziewoję poprawiającą poduszkę. Eeeeeeeeee….

– To co, ile dzisiaj spałeś przed treningiem?

Łot da fak?! Jakie spałem przed treningiem? A gdzie awantura o pająki? Przecież ja nie spałem, o co w ogóle chodzi? – zastanawiam się zbity z tropu. Zgodnie z posiadanymi zasobami wiedzy, odpowiadam:

– Eeeeeeee… Nie spałem?

Ajax nie daje za wygraną, gładząc czule poduszkę, ciągnie temat.

– No jak nie spałeś, przecież ty lubisz sobie tak po obiedzie przysnąć na chwilę…

Oj nie, no kutfa, nie! Tak stary to ja jeszcze nie jestem, żeby notorycznie odstawiać drzemki po wciągnięciu paszy. Fakt – zdarza się czasami, ale to bardzo rzadko i muszę być wtedy naprawdę zmęczony, a najczęściej to oboje sobie ucinamy drzemkę, co jakby z automatu rozgrzesza, więc skąd to pytanie czy zasnąłem, jeśli nie zasnąłem? Poz tym nie przypominam sobie, żebym przysnął, o!

– Nieeeeeeeeeeeeee, no, serio nie spałem. Nie było czasu – późno wróciłem dzisiaj, przecież robiłem objazd po pracy – odpowiadam szukając w pamięci, czy oby na pewno nie trafiło mi się jakieś chrapnięcie, czy dwa. Wg tego, co pamiętam, drzemki ewidentnie nie było!
– Taaaaaaaaak? – dopytuje Ajax robiąc słodkie ślepka.
– Taaaaaaak! – potwierdzam robiąc ślepka kaprawe.
– A podusia taka mokra z jednej strony, ktoś chyba śliny w nią przez sen nawpuszczał…
– ….

Szach-mat.

Share


Kurs Taternictwa Jaskiniowego: Jaskinia Czarna

Wstrząs.
“Wstrząs” jest słowem najlepiej oddającym to, w jaki sposób zareagowałem na pierwsze zderzenie się z Tatrami. O ile ten przedsionek, przedpokój, można było tak nazwać. Bo nie mam prawa pisać “byłem w górach, zdobywałem szczyty Tatr”, jeśli tak naprawdę nie ruszyłem się poza Dolinę Kościeliską.

Tak, zgadza się. Nigdy wcześniej nie byłem w Tatrach. Nie lubię gór. Są zbyt… górzyste. Trzeba wchodzić kilka godzin na coś, z czego po chwili trzeba zleźć. No gdzie tu logika? Na Jurze jest łatwo i prosto: zazwyczaj z parkingu jest tylko kawałeczek drogi do jaskini, więc dojście do dziury, jest tak naprawdę spacerem.
A tutaj? Dwie godziny w górę, dziura, dwie godziny w dół… Żeby to jeszcze jakaś ścieżka fajna była, deptaczek, schodki, czy coś w tym stylu, to nie. Pysk w krzaczory i wspinaczka z plecakiem pod górę, pomiędzy drzewami. Jak jakaś przerośnięta, garbata wiewiórka.

jaskinia-czarna-DSC01539

jaskinia-czarna-20150620_103854

jaskinia-czarna-20150620_112616

Jaskinia Czarna.

Czarna dama. Pierwsze wrażenia: z rozwartej paszczy wieje jakąś taką przyjazną atmosferą.
Nawet nie mam czasu zrobić zdjęcia wejścia – od razu pod czujnym okiem instruktora, pierwszy raz w życiu, biorę się za poręczowanie drogi. Przerażające…

…a jednocześnie niezwykłe. Do tej pory, na ściance, budując linową trasę, byłem jej jedynym użytkownikiem. Wszelkie błędy, które mogły mi się trafić, odbiłyby się tylko na mnie. No, może jeszcze na instruktorze, który poszedłby siedzieć. Tym razem, po stanowiskach które robię, mają przejść inni ludzie. Niby nic nie może się wydarzyć, w końcu to kilka powtarzanych w nieskończoność węzłów, przecież wszystko co robię, jest sprawdzane przez kogoś mądrzejszego, ale jednak…

Chyba nawet w miarę sprawnie udaje mi się pociągnąć liny, przygotować drogę do zejścia. Kilka(naście?) minut od założenia pierwszej ósemki, stoję na dnie pod otworem głównym. Będąc już na dole, ponad dwadzieścia metrów poniżej poziomu wejścia, spoglądam do góry. Drogą, którą zbudowałem, podążał kolejny człowiek. Tak… Zawsze w jaskiniach byliśmy za siebie współodpowiedzialni, pilnowaliśmy, by nikt nie został, by wyszła ta sama ilość ludzi, która weszła… Tym razem wszystko było jakby poziom wyżej.

Sześć dusz zawieszonych na zaufaniu do Emilowych węzłów.

jaskinia-czarna-DSC01549

Szczęśliwie wszystkie węzły i stanowiska wytrzymały. W końcu nie mogło być inaczej.

*****

Jaskinia Czarna. To, czego szukałem schodząc w jej głąb, to przestrzeń. Miałem nadzieję, że tatrzańskie dziury będą w stanie zaoferować mi to coś, czego brak zawsze odczuwałem na Jurze. Z jednej strony może się to wydawać nielogiczne: schodzić do dziury po to, by odnaleźć bezmiar, którego więcej miałbym na wyciągnięcie ręki na powierzchni. Jednak z drugiej strony może właśnie na tym polega cała magia… Pchać w miejsce, które wydaje się, że chce zacisnąć, zdusić, zdławić… i odkryć tam możliwość odetchnięcia pełną piersią?

Partie Tehuby pozwoliły złapać taki głębszy wdech. Tego dnia, to one były celem naszej wyprawy.

jaskinia-czarna-partie-techuby

jaskinia-czarna-DSC01567

jaskinia-czarna-DSC01579

Jaskinia Czarna, część, którą odwiedziliśmy – wspomnienie jej, budzi we mnie niesamowite emocje. Dziura ta wydaje mi się bez mała… pluszowa. Przytulna. Ani nie za duża, ani za mała… Technicznie – odrobinę wymagająca, wysiłkowo – pozwalająca się trochę spocić. Stawiająca przed gościem kilka zagadek, ale tych przyjemnych, niemęczących.

I to właśnie w Czarnej pierwszy raz zdarzyło mi się, że miałem chęć przystanąć pod ścianą. Zagapić się na nią. Zapomnieć o całym świecie.
Nigdy nie byłem wielkim fanem szaty naciekowej. Akceptowałem jej obecność, starałem się nic nie uszkodzić, ale nie budziła ona we mnie jakichś większych emocji, nie gwarantowała uniesień. Tym razem było inaczej. Mając przed sobą ciągnącą się przez kilkanaście metrów ścianę, naznaczoną efektem pracy miliardów kropki, poczułem się maleńki. Ogrom roboty wykonanej przez skapującą, płynącą ciecz uświadamiał, jak bardzo niczym jest się wobec nieskończonej cierpliwości czasu i wody.

jasknia-czarna--2011-11-26-396

jaskinia-czarna--2011-11-26-388

Nawet nie wiem, kiedy minęło na dole całe 6 godzin. Przecież tylko zrobiliśmy trzy kroki, ledwie prześlizgnęliśmy się przez Rurę Ze Stalagmitem, nawet nie spędziliśmy sekundy pod Białą Płytą, gdy nagle okazało się, że Sala Pod Głazem została za nami i można było wracać, odwiedzając jeszcze na moment Pochyły Korytarz i… i… i…
…i już? Koniec? Mamy wracać? Bez sensu…

jaskinia-czarna-DSC01563

jaskinia-czarna-DSC01599

jaskinia-czarna-DSC01612

Lecz co poradzić… Wracamy.
Wyjście z jaskini nie stanowiło większego problemu. Niestety, wdrapanie się na powierzchnię nie oznaczało w tym przypadku końca wyprawy. Czekało nas jeszcze zejście do doliny i przemarsz samą doliną: ponad godzina walki z ujeżdżającym spod tyłka gruntem i kolejna godzina marszu, gdy za każdym krokiem plecak staje się jakby cięższy.

jaskinia-czarna-20150620_181239

Podróż ta mięła bez większych uniesień, bez dostrzegania chwytających za serce zjawisk, bez doceniania piękna Doliny Kościeliskiej. Nie było we mnie miejsca na dostrzeganie jakiejkolwiek formy piękna – była ona momentalnie wypierana ze przez wszechwypełniające mnie zmęczenie.

Szczęśliwie, wieczorową porą docieramy do naszej noclegowni.
Wstrząs. Zaczynam się trząść. Nie wiem, czy ze zmęczenia, czy z zimna?
Zaczynam sobie zadawać pytanie: po co mi to wszytko. Po co zrobiłem sobie “Tatry”?

*****

Niedziela. Późny wieczór. Zawinięty w koc, po raz setny przeglądam zdjęcia i filmy z wyprawy. Nadal, skrawkiem emocji jestem w Jaskini Czarnej. Chyba gdzieś w głębi duszy mam nadzieję, że podnosząc w górę wzrok, natknę się na… Sam nie wiem.

Bo wychodzi na to, że dużo się zmieniło.

Bo czasami człowiek ma nadzieję, że coś się w końcu uda. Że tym razem złośliwy los nie wyrwie człeka z pędu ku czemuś, co niegdyś wydawało się całkowicie nieosiągalne: poza możliwościami, poza siłami, poza posiadanymi zasobami.

Czasami człowiek zaczyna się nieśmiało uśmiechać. Pomimo, że momentami jest trudno. Ciężko jak cholera, kiedy kolejny krok do przodu, w kierunku szczytu, jest prawdziwą mordęgą. Gdy każdy oddech rozdziera człeka w środku, rozszarupje i rozrywa, zaś wpychany w obsypujące się szczeliny klej, zamiast scalać – żre, pali i utrudnia kolejne ruchy.

Droga do celu. Teoretycznie można pozwolić sobie na uniesienie głowy w górę, marzenie, że uda się zdobyć to, co człowieka już raz pokonało. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy, najboleśniejszy krok. A za nim kolejne, o wiele bardziej bolesne od tego pierwszego. I kolejne. Równie-bolesne-plus-jeden.

Dziwne to wszystko. Tak naprawdę zapakowałem się w świat, który jest mi zupełnie obcy. Który wiem, że istniał, ale zawsze bł gdzieś z boku. Nieosiągalny. Bo po co? W końcu dolina też potrafiła dostarczyć równie wielkich uniesień.

A jednak. A jednak ten łeb wykręca się gdzieś ku górze…

jaskinia-czarna-2011-11-26-434

– No, kupcem można być i można nie być, to zależy od pana…


Uwaga: poniższe notatki są moimi osobistymi zapiskami, zbiorami informacji mogącymi mi się przydać kiedyś w przyszłości. Nie należy ich traktować jako materiał szkoleniowy, instruktażowy, porady czy sugestie. Informacje pochodzą z jaskiniepolski.pgi.gov.pl, kktj.pl i moich własnych materiałów.

Lokalizacja: Główny i drugi otwór jaskini znajdują się w Dolinie Kościeliskiej, w masywie Organów, wśród skałek u podnóża Czarnej Turni.

Dojście #1: Do głównego otworu jaskini podchodzimy z Hali Pisanej, początkowo żółtym szlakiem sprowadzającym z Jaskini Smocza Jama T.E-08.07. Po kilkudziesięciu metrach skręcamy w lewo, w górę stoku wyraźną, wydeptaną ścieżką. Ścieżka ta prowadzi stromo w górę, początkowo przez las, następnie żlebem. W górnej części żlebu skręcamy na lewo przez wiatrołom do otworu jaskini.

Dojście #2:

  • Start: Kiry, idziemy Doliną Kościeliską
  • Brama Kantaka
  • Wyżnia Kira Miętusia
  • Mijamy Lodowe Źródło mając je po lewej
  • Brama Kraszewskiego
  • Polana Niżnia Pisana (parking dla koni)
  • Wchodzimy na lewo na Polanę Wyżnią Pisaną
  • Żółtym szlakiem “pod prąd”
  • Zakręt w lewo w wydeptaną ścieżkę.
  • …i pod górę.

Okolica:

  • Naprzeciwko Lodowego Źródła po drugiej stronie doliny: Kominiarski Przysłop
  • Z Niżniej Polany Pisanej widoczne (w stronę Jaskini Czarnej): większe po prawej – Zdziary, mniejsze na lewo od Zdziar – Czarna Turnia (u podnóża Jaskinia Czarna), na lewo od Czarnej Turni – Organy.

Pliki:

2015-09-2511_04_41-Jamnik-t-czarna jaskinia-czarna-dojscie-skan jaskinia-czarna-partie-tehuby

Share



Tatry

Ciekawa rzecz w sumie…

….bo przygotowując się do najbliższego wyjazdu, z jednej strony nie wychodzę zakresem wykonywanych czynności poza to, co robiłem szykując się na Jurę, lecz z drugiej strony jest jakoś… Obco. Jakbym miał jechać nie w inny rejon, ale do innego świata.

Gdzieś we łbie tkwi obawa przed Tatrami. Bo to nie skałki 100km od domu, bo tam jest z czego spaść, bo tam są “prawdziwe” jaskinie. Sraty taty. Równie łatwo można się zabić w Czarnej, co i w Cabanowej. Wystarczy tylko mieć odpowiedniego pecha.

Pakuję się. Przeglądam sprzęt. Porównuję stan z listą. Sprawdzam notatki. Co chwilę dopisuję coś do listy.
Zupełnie, jakbym miał wyjechać na pół roku w środek dżungli. A przecież najbliższa wyprawa nie różni się niczym od dotychczasowych dziur! No, może trochę głębiej i trochę dalej. I ciut dłużej na dole. Skąd więc te wszystkie emocje?

…bo to Tatry? Bo nigdy tam nie byłem? Bo muszę dopytywać, jakie mam zabrać ciuchy, bo nawet nie mam pojęcia, czy tam gdzie idziemy jest jeszcze śnieg?!

To będzie ciekawe doświadczenie. W końcu do tej pory, jaskinia była celem samym w sobie. W chwili obecnej, droga przez Tatry jest czymś, co stoi pomiędzy mną, a wejściem do dziury. Pytanie brzmi: czy ten przemarsz sam w sobie stanie się jakąś wartością? Czymś, co wzbudzi jakiekolwiek pozytywne emocje? Czy może znienawidzę wielogodzinne targanie gratów pod górę i zatęsknię za płaską Jurą?

Jestem tego ciekaw.

*****

W międzyczasie domyka mi się we łbie ostatni wyjazd. Wyklarowały się dwa jasne wnioski, o których warto będzie pamiętać:

– Na ciasne szczelinówki nie warto brać kamery. Nie ma dla niej miejsca  – to raz. Dwa: N8 lepiej się sprawdza w takich warunkach.

– Spadek po Jaskini Dującej, czyli kwestia pchania się w dziury: jeśli był problem z zejściem, to przy wyjściu mogąc korzystać z obejścia – należy to zrobić. No chyba, że to Jaskinia Dująca i miejsce, z którym mam do wyjaśnienia jedną taką kwestię… 😉

I chyba miło było w końcu ruszyć się gdzieś poza standardowy teren. Poza Jurę, w Beskidy.
Zobaczymy, jak w tym wszystkim odnajdą się Tatry…

*****

Środa wieczór. Siedzimy w klubie. Pochylony nad szkicem technicznym, próbuję wyliczyć, ile kawałków liny będzie nam potrzebne na dojście do celu. Mnożą mi się karabinki, plączą słupki, w głowie brzęczą jakieś plakietki.
Kawałek dalej, przy wielkim stole kilkoro klubowiczów planuje sobie zejście do innej jaskini. Rozglądam się po pomieszczeniu.
Na ścianach mapy i szkice dziur. Jakiś plakat ze wspinającym się kolesiem. Kilka węzłów, mała biblioteczka poświęcona górom i dziurom. Nad stołem papierowe nietoperze. Po lewej magazyn.
Gdzie ja do cholery trafiłem?
Przecież to nie ma nic wspólnego z beztroskim, weekendowym czołganiem się w błocie. Tu są jakieś plany, wyliczenia, tu nie ma miękko i pluszato i piwo pod wyjściem. O co tu chodzi?!

Po co? Dlaczego?

Oby było warto.

Share

Tagi:


Nikt mnie nie rozumie.

No bo to jest tak: w poniedziałki – jak sama nazwa dnia tygodnia wskazuje – w knajpie odbywają się filmowe poniedziałki. Imprezy takowe polegają na tym, że z projektora leci jakiś film.
Była więc seria filmów o downhillu, było sporo tytułów o wspinaczce, ale jakoś się urwało. Bo prawie urwała się ręka prowadzącego. Znaczy się persony, która wygrzebywała ciekawe filmidła i organizowała całą (jakże huczną) oprawę wydarzenia. Czyli dawała posta, że w poniedziałek leci film.

No i poniedziałki filmowe jakoś tak na moment zamarły.
Poruszony poczuciem obywatelskiego obowiązku, jednocześnie natchniony jednym z artów na Joe, zagadałem do barmanki:
– Te, Śnieżka, a może by tak jebnąć wieczorek ze starymi horrorami? Takie wiesz, gumowe kotlety z lat 60ych, potwory, zombie czy inne pacynki pożerające miasto.
Mówiąc to, miałem dopiero ogólny zarys w głowie, ledwie szkic, jakiś jeden tytuł, może dwa plątały mi się pod potylicą, tymczasem Mroźna Pani jednoznacznie rzuca mi prosto w twarz:
– Ok, dawaj opis i wrzucamy na fejsa!

*****

No i nastał poniedziałek. Moja bez mała reżyserska premiera. Dumny jak roczne dziecko bo zrobieniu klocka do nocnika, wkraczam do knajpy, dzierżąc w dłoni pendrive! Ach, jakież tłumy przybyły tego wieczora! Rozglądamy się z Ajaxem, liczymy, liczymy, liczymy… No wychodzi na to, że z nami dwojgiem i barmanką, to są trzy osoby! Nie, cztery! Właśnie się ktoś pojawił! A, nie, tylko szedł do kibla.
Krótko przed 21 wpada jeszcze jeden kumpel. Robi się ciasno.

*****

Gasną światła. Cichnie muzyka… Projektor rzuca na tło obraz, pojawiają się pierwsze sceny filmu. Siedzę jak na szpilkach czekając na tę kinematograficzną orgię, chłonę obraz jak pies kocią kupę, scena po scenie zatapiam się w historii mutacyjnego praptaka wielkości lotniskowca, istoty, która przybyła z innego wymiaru i jest niezniszczalna i zjada samoloty i lotników i jest zbudowana z nieznanych ludzkości pierwiastków i poza samolotami i lotnikami zjada też pociągi i…

…od strony baru dolatuje do nas rozpaczliwe:
– kurwa mać co to jest?!!??!
Ha! Wiedziałem, że uda mi się wszystkich zaskoczyć tym filmem! Ajax jednostajnie wali potylicą w ścianę, Królowa Śniegu próbuje sobie podciąć żyły podkładką pod piwo, a kumpel po lewej nie mając co z sobą zrobić, od 30 minut szuka czegoś w telefonie. Normalnie… Pogrom! Wiedziałem, że znalazłem wybitne dzieło, ale żeby aż tak wyniszczyło oglądających? No cóż…
Wracam do oglądania, bo właśnie mutacyjny praptak z innego wymiaru zaczyna zjadać budynek.

*****

Godzina prawie 23.
Film się skończył. Stoimy w knajpianym ogródku, czekam na słowa uznania, uwielbienia, jakieś komplementy na temat wyboru, który dokonałem…

– nigdy więcej!!! Słyszysz?! Nigdy więcej!!! Masz BANA na przynoszenie filmów!!!
– ale, ale… – próbuję oponować – ale już na kolejny poniedziałek mam wybrany taki fajny film o gąbkopotworze-mordercy z morskich głębin, no i ten potwór ma takie oczka i…
– NIE NIE NIE NIE!!!! – nie jest dane mi dokończyć – żadnych filmów, które Ci się podobają!!!

Zerkam na Ajaxa błagalnie, prosząc o wsparcie. Przecież podobał Jej się film o morderczej oponie posiadającej zdolności parapsychiczne, no i to o bobrach zombie też dobrze przyjęła.
Jest! Ajax otwiera usta! Teraz przemówi, stanie w mojej obronie, wesprze mnie, powie, jak bardzo Jej się podobało i jak mocno zależy Jej na tym, żeby w poniedziałek poleciał kolejny film wybrany przeze mnie!
– Tia, to wy róbcie co chcecie, a ja pójdę do baru po herbatę.

Jeb. Jak strzał w twarz. Strzał zdechłą, oślizgłą, zimną rybą.
Zero wsparcia, zero.

Nikt mnie nie rozumie.

Share


Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Sobotni wieczór.
Siedzimy w trawie gdzieś za budą nagłośnieniowców. Wokół nawalona Przyszłość Narodu stara się nie odpaść przed jednym z najważniejszych koncertów tego dnia: Pidżama Porno!

Piwo wokół leje się strumieniami, sympatyczny młodzieniec po prawej stara się nie puścić pawia, pomimo że torsje, które nim targają, sprawiają, że wygląda jak wielka wędrująca gąsienica. Po lewej wsparcie medyczne zeskrobuje z ziemi kolejnego imprezowicza, który postanowił odpaść na zimno. Wszystko rozumiem, tylko nie mogę wpaść na to, po co pacjent ma zsunięte do połowy gacie. Chciał przed epickim przyziemieniem postawić kloca, czy jak?

Ogólnie wesoło. Młode buntowniczki dziarate i dredziate snują się pomiędzy ludźmi, dając nam okazję do ciekawych obserwacji i wymiany opinii. Ajax z zazdrością zerka na festiwal dreadów, ja wypatruję przeterminowanych punków w moim wieku, obserwując ich komiczne, przerośnięte brzuchy, podwójne podbródki i całą resztę dowodów na to, że z ich “fuck the system” coś poszło nie tak.

Ogólnie zapowiada się ciekawie, pomimo, że nie byłem nigdy jakoś wybitnie zakochany w Pidżamie. Fakt, było kilka lat szlajania się stopem po kraju, gnania na 2gi koniec Polski z namiotem, bo ktoś gdzieś coś grał, ale żeby jakoś specjalnie za tą kapelą jeździć? Nie…
…co nie zmienia faktu, że miło będzie posłuchać starych kawałków.

*****

Około godziny 22:00 Tłum wyraźnie przesuwa się w stronę sceny – w końcu wszelkie oficjele skończyli swoją paplaninę, wręczono nagrody, garniturowcy ustępują miejsca muzykom…

…jest taki moment, gdy kapela jest już rozstawiona, lecz nie ma jeszcze wokalisty. Gdy z głośników zaczynają  dobywać się pierwsze akordy, gdy zaraz pojawi się wokal, gdy w końcu Tłum może oszaleć i zacząć pulsować, i to wszystko co ma być – właśnie się dzieje, bo Grabaż wpada na scenę w swoim nieśmiertelnym nakryciu głowy i chwyta za mikrofon i otwiera usta i….

– co to kurwa jest?!?!? – dobywa się z mej gardzieli.
Patrzymy na siebie z Ajaxem zszokowani. No bo niby kapela ok, Grabaż też jest, ale chyba coś nie pykło, bo dźwięki dobywające się z Grabażowej paszczy przypominają coś, co mogłoby być śpiewem istoty będącej efektem gwałtu Grabaża na kaczce.
Zaczyna się muzyczny horror: wokal swoje, kapela swoje, muzycy w swoim rytmie, Grabaż w swoim, powoli się zastanawiam, czy w uszach są jakieś tętnice, bo jeśli zacznę krwawić z uszu, to nie chciałbym od razu wybryzgać się na śmierć.

No dobra, może to pierwsza piosenka, coś z nagłośnieniem nie tak jak być powinno, pewnie zaraz poprawią.
Nie kurwa. Nie dało się poprawić.
Pierwszy raz modliłem się, żeby ktoś puścił ten wokal przez Auto-tune, albo najlepiej, żeby ktoś go puścił z playbacku, albo nie wiem, co to jest?!?! Nie może ktoś Grabażowi puścić taśmy z linią melodyczną jak w Szansie na Sukces?!

Kończy się kolejny kawałek. “Kotów kat ma oczy zielone”. Łza mi się w oku kręci. Nagrałem, bo nikt mi nie uwierzy w to, co się stało na scenie. Z przepięknej piosenki zostało coś, co potrafi przykleić się do asfaltu, gdy bydlę miałkate trafia pod koła samochodu. Trzy razy. I poleży tydzień na słońcu. I wydyma to chora na wściekliznę tchórzofretka. I jeszcze jelonek postawi na tym kreta.
Koszmar.

Ze sceny Grabaż pyta publiczności:
– ręce w górę! Gdzie są wasze ręce?!?!
– opadły mi, po prostu opadły – ciśnie się na usta.
– klaszczemy na trzy! – kontynuuje Grabaż
– dobry pomysł – rzuca po mej lewicy Ajax – może w końcu Grabaż złapie rytm.

Nie, nie złapał.
To, że Pidżama gra “Chłopcy idą na wojnę”, zorientowałem się w połowie piosenki.
Dramat. Jeden wielki dramat. Nie wyobrażam sobie min młodych panczurów zaciągniętych na Pidżamkę przez starszych gleborzutopijców:
– idziemy na koncert, gra legenda!
A tu jeb, takie coś. Wstyd przed młodym pokoleniem, wstyd!

Wychodzimy w połowie koncertu. Nie dało się tego słuchać. Pozostanie tam mogło zniszczyć resztki szacunku do kapeli, która naprawdę coś znaczyła w życiu każdego z nas. Z wielkiego, ważnego zespołu została wokalna karykatura.

Takie wokalne Centrum Chujozy.

Share


Pół żartem, pół serio: Mapy

Kurs. Kartografia.
Znaczy się, że siedzimy nad mapami i robiąc mądre miny, wyznaczamy kierunki, zwroty, azymuty i inne srutytuty.
Z wywalonym na wierzch jęzorem, pochylam się nad mapą. Kreska od krzyżyka do tej górki to nasza droga, idziemy stąd tam, tu robię kreseczkę, tam przekręcam dzyndzel na kompasie, dzielę to przez podziałkę, mnożę przez czas i wyciągam średnią uwzględniając prędkość ruchu obrotowego ziemi. Zerkam na wynik. No jak w ryj strzelił wychodzi mi, że z Kasprowego na Sarnią Skałę idzie się przez Nowy Bytom.

Najwyraźniej gdzieś wkradł się błąd.

No to jeszcze raz. Najpierw ustalę, gdzie z grubsza jestem. Wyznaczam azymut na trzy punkty charakterystyczne, wyznaczam je na mapie, biorę odwrotność azymutu jadę z kreskami, jest! Mam! Wyznaczył się ładny trójkącik w którym z najpewniej się znajduję. Do dupy, bo wyszło, że jestem na środku Morza Kaspijskiego.

No coś mi nie gra w tych mapach, chyba są jakieś nie do końca dokładne.

No to inaczej: wezmę sobie najpierw ogarnę jakiś punkt charakterystyczny na tym terenie, wyznaczę jego dokładne położenie, użyję GPSa i sprawdzę, na ile pomyliłem się w poprzednich obliczeniach. Ha! To musi się udać!

Przykładam przymiar do mapy, szukam kropeczki, kropeczka do dziureczki siateczka do kreseczki, czerwone do czerwonego, tu dodać, tam odjąć, jest! Mam magiczne 7 cyferek! Wklepuję to do Google Maps, włączam widok satelitarny.
Tak. Tym razem wg wyliczeń i tego co pokazuje smartfon, jestem gdzieś w Teksasie na parkingu przed marketem. Momentalnie wyświetla mi się reklama środka na hemoroidy dostępnego w pobliskim sklepie.

Ja pierdolę…
Teraz już wiem, czemu rodziłem się przez cesarkę. Z moją orientacją w terenie, sam nie byłem w stanie odnaleźć drogi na zewnątrz.

Share


ROZWIĄZANIE: mp4 file repair, czyli jak naprawić uszkodzony plik mp4 cz. 1

Wyjątkowo coś z innej beczki…

Siedząc w Czarnodziurzu po powrocie z weekendowego, kursowego wypadu, z zapałem zabrałem się do przeglądania zarejestrowanych w jaskiniach materiałów. Poza zdjęciami robionymi tradycyjnie starą, niezawodną nokią N8 (której nie szkoda jakby co), było też sporo fot z Sony Action Cam. Całość dopełniał materiał video nagrany wspomnianą kamerką.

Ściągnąłem sobie filmy na dysk, klikam radośnie ciekaw co też zarejestrowało się pod ziemią i… w przypadku 6 klipów zamiast materiału video, otrzymuję komunikat:

Program Windows Media Player napotkał problem podczas odtwarzania pliku.

jak-naprawic-mp4-plik

Nie jest to kwestia kodeków – w końcu pozostałe filmy odtwarzają się bez problemów. Zacząłem więc analizować, czym te pliki różnią się od pozostałych. Dużo czasu nie potrzebowałem by skojarzyć, że kręciłem wtedy materiał w okrutnej ciasnocie i kilkukrotnie uderzyłem kaskiem z kamerą w przeszkodę. No tak. Ewidentnie kamera przestała pracować – może krótka utrata zasilania spowodowała przerwanie procesu nagrywania… To nie ma już znaczenia. Faktem jest, że zamiast pamiątkowych filmów, mam uszkodzony plik mp4 który nie chce się odtwarzać. A nawet sześć takich perełek.

Zaczęło się poszukiwanie rozwiązania “jak naprawić plik mp4 (mp4 file repair)“.




Na forach można znaleźć kilka rozwiązań, m.in. ktoś zasugerował, że naprawa pliku mp4 może się udać przy pomocy odtwarzacza “VLC Media Player”. Niestety – w moim przypadku VLC nie pomógł. Zaczęło się poszukiwanie oprogramowania (oczywiście najlepiej darmowego) do naprawy mp4.

Pośród poszukiwań natrafiłem na kilka rozwiązań, jednak omówię dwa najważniejsze (i najlepsze wg mnie).

Remo Repair MOV

Jest to niestety rozwiązanie płatne. Wersja demo pozwala na podgląd odbudowanego pliku, jednak nie daje możliwości zapisania go na dysku. Pomimo, że wykorzystanie Remo Repair MOV wydaje się najłatwiejsze, nie należy niestety ono do najtańszych. Licencja do wykorzystania niekomercyjnego to koszt prawie 70$ + podatek. Nie jest to mała kwota, tym bardziej, że rzadko kiedy będziemy korzystać z Remo.

Szukając innych rozwiązań, natrafiłem na forum, gdzie poruszany był temat uszkodzonych plików mp4. Ktoś w wątku poświęconym uszkodzonym plikom mp4 z GoPro, zasugerował, by zainteresować się niepozornym programem…

Grau GbR

Program także jest płatny, lecz wersja demo pozwala już na przywrócenie i zapisanie części materiału zawartego w uszkodzonym mp4. Dokładniej: w wersji testowej możemy odzyskać maksymalnie 50% materiału. Oznacza to, że z filmu trwającego 4 minuty, Grau GbR odzyska nam jedynie 2 minuty.

Lepszy rydz, niż nic…

Pierwsza naprawa pliku mp4 za pomocą GbR`a nie powaliła na kolana. Pomijając kwestią utraty połowy materiału – film ciął się niesamowicie. Momentami obraz stawał, rozjeżdżał się z dźwiękiem, w zasadzie odzyskany plik mp4 nie nadawał się do oglądania. Miałem już poddać się i olać sprawę, gdy natrafiłem na ciekawy wątek gdzieś na forum fpvlab. Jeden z użytkowników podpowiedział w jaki sposób przygotować plik, by Grau finalnie odzyskał nam z mp4 cały materiał filmowy. Jak zwykle najprostsze rozwiązanie okazało się najlepsze, ale o tym za chwilę. Informację tę zawrę w pełnej procedurze “jak naprawić uszkodzony plik mp4“.

Mając kompletny materiał filmowy, poczułem jakiś dziwny zapał do rozwiązania problemu ze “skaczącym” obrazem. Oczywiście, że ostatnim miejscem, w którym szukałem pomocy było FAQ producenta GbR`…

Kilkanaście minut później byłem już po pierwszych testach opisywanego niżej rozwiązania. Wszystko zadziałało jak powinno, mogę cieszyć się odzyskanym materiałem VIDEO 🙂

No to bierzemy się do roboty!

Jak naprawić uszkodzony plik mp4 z kamery lub telefonu (rozwiązanie: mp4 file repair).

Do szczęścia potrzebne nam będą:

  • uszkodzony plik mp4
  • program Grau GbR
  • poprawny plik mp4 z tej samej kamery/telefonu, z której pochodzi uszkodzony plik mp4

Krok pierwszy – przygotowanie pliku mp4 do naprawy

  1. Do folderu (najlepiej leżącego bezpośredni na dysku C) kopiujemy uszkodzony plik mp4, oraz poprawny plik mp4 (nazwijmy go np dobry.mp4) – przyda się na późńiej.
  2. Zmieniamy nazwę uszkodzonego pliku na np. abc1.mp4 (będzie nam wygodniej w przyszłości dzięki krótkiej nazwie)
  3. Kopiujemy jeszcze raz do tego samego katalogu uszkodzony plik, nadając mu nazwę np. abc2.mp4
  4. W tym momencie w naszym katalogu mamy trzy pliki: abc1.mp4, abc2.mp4, dobry.mp4
  5. Opcja 1: Uruchamiamy wiersz poleceń przez klawisz win+R i wpisanie CMD [enter] jak-naprawic-mp4-plik-2
  6. Opcja 2: Klikamy Start -> Programy -> Akcesoria -> Wiersz Poleceń (polecenia).jak-naprawic-mp4-plik-3
  7. Finalnie powinniśmy otrzymać to okno: jak-naprawic-mp4-plik-4
  8. Musimy przemieścić się do lokalizacji, gdzie leżą nasze pliki. Wyjście poziom wyżej (katalog wyżej) uzyskujemy wpisując cd.. Wejście do katalogu wykonuje się przez komendę cd nazwakatalogu
    W moim przypadku, musiałem się przedostać do katalogu _zsyp leżacego na c: co udało się wykonać za pomocą komend:

    1. cd.. [enter] (trafiam do c:\users)
    2. cd.. [enter] (trafiam do c:\)
    3. cd _zsyp [enter] (trafiam do c:\_zsyp)
  9. Teraz zaczynamy czary 🙂 Jako, że Grau przywraca nam 50% pliku, najprościej będzie zwiększyć nasz uszkodzony plik dwukrotnie, by po uzyskaniu 50% z podwojonego pliku, mieć 100% pliku początkowego. Geniusz tkwi w prostocie! Realizujemy to zadanie następującą komendą: copy/b abc1.mp4+abc2.mp4 W praktyce, w oknie wiersza poleceń wygląda to następująco: jak-naprawic-mp4-plik-5Co się stało? Do uszkodzonego pliku został dołączony identyczny uszkodzony plik. Zerkając we właściowości plików abc1.mp4 i abc2.mp4 da się zuważyć, że plik abc1.mp4 jest dwa razy większy. To właśnie on jest materiałym, na którym będziemy pracować w kolejnym kroku.

Krok drugi: naprawa uszkodzonego pliku mp4 (mp4 file repair):

  1. Uruchamiamy program Grau GbR jak-naprawic-mp4-plik-6
  2. Interesują nas teraz trzy przyciski
    1. “Choose movie” (1) – klikając go, wybieramy nasz uszkodzony film abc1.mp4, który w pierwszym kroku został przez nas “podwojony”.
    2. “Choose reference movie…”  (2) – tym przyciskiem wybieramy poprawny film, w naszym przypadku dobry.mp4
    3. OPCJA: w przypadku, gdy odzyskany przez GbR materiał będzie przeskakiwał, wchodzimy jeszcze w “Options” (3) i w pozycji “Custom repair parameteres” wpisujemy -noctts a następnie wracamy do pierwszego ekranu klikając przycisk “Repair” (4). jak-naprawic-mp4-plik-7
  3. Finalnie powinniśmy otrzymać taki widok: naprawa-pliku-mp4-1
  4. Klikamy “Scan” (5) i niech dzieje się magia….
  5. Po zakończeniu pracy, program pokaże komunikat:naprawa-pliku-mp4-2
  6. Co jest dla nas najważniejsze: w pozycji “Output folder” mamy podane miejsce, gdzie znajdziemy naprawiony plik mp4 o nazwie abc1.mp4
  7. Nie pozostaje nic innego jak otworzyć plik, cieszyć oczy i ociekać zadowoleniem z faktu, że już wiadomo jak naprawić uszkodzony film z kamery!
  8. Ostatnia uwaga: jeśli obraz na filmie tnie się, przeskakuje, należy pamiętać o wykonaniu w kroku 2 punktu 2.3, czyli ustawieniu odpowiedniego parametru w opcjach.

Jeśli wszystko przebiegło poprawnie mamy pewności, że Grau GbR działa tak, jak powinien, możemy więc udać się na stronę producenta, gdzie kupujemy licencję!

Skąd pobrać Grau GbR 1.8.00

Opisany sposób działa na wersji 1.8.00. Bardzo często zgłaszacie problem z odzyskaniem filmu na wyższych wersjach Grau`a. Nie pozostaje nic innego, jak cierpliwie googlować za starszymi wersjami tego programu.

Przydatne linki




Grau GbR 1.8.00 sam się aktualizuje – co zrobić?

Program sam stara się sprawdzać, czy jest dostępna jego nowsza wersja. Jeśli tak jest – automatycznie wyłącza się sugerując pobranie najnowszej wersji.

Jeśli ktoś nie lubi sytuacji, w której program bez pytania gdzieś się łączy i sam podejmuje decyzje, może temu zaradzić w prosty sposób: wyłączyć Internet na czas korzystania z programu. Osoby, które nie przepadają za częstym wyciąganiem wtyczki sieciowej, czy rozłączaniem się z WiFi, mogą ułatwić sobie życie odpowiednio modyfikując w swoim systemie Windows plik hosts.

 

[aktualizacja: 2016.09.11]

Pod adresem https://www.leniwyemil.pl/2016/09/11/rozwiazanie-mp4-file-repair-czyli-jak-naprawic-uszkodzony-plik-mp4-cz-2/ znajdziecie instrukcję, jak poradzić sobie z edycją pliku hosts. Pozwoli to Wam na pozbycie się problemu autoaktualizacji oprogramowania.

 

Pozostałe informacje

Wg strony producenta, naprawa uszkodzonego pliku mp4 może się udać, gdy uszkodzony film był rejestrowany za pomocą:

– Canon 60D, 5D, 7D, T1i, EOS 550D, Powershot SX20, S95
– Panasonic HVX200, HXDC1
– Nikon Coolpix P300
– Kodak ZX1, ZX3, ZI8, Z7590
– Oregon ATC9K
– Sony XDCAM, EX1, F900,
– JVC HM100,
– Matrox MX02,
– Contour HD Helmet
– GoPro, POV.HD, Contour+2
– iPhone, Nokia N82, Nexus One, all Android phones
– Samsung HMX200, HMXS10, MX20, SMX-F400BP/EDC i inne
– Liquid Image HD320, Toshiba Camileo S30, B10, P100,
– AR Drone Quadcopter
– SIV M7
– Canon 574HD
– Zoom Q3HD
– HTC EVO 4G
– Flip Ultra HD
– Drift HD720
– XSplit Broadcaster
– Olympus Tough TG-810
– DJI Drohne Vision Plus 2
– Sony DSC-HX1

Szczegółowe ustawienia programu dla poszczególnych kamer, znajdziecie na stronie:

Video Repair Tool

Z tego co czytałem, da się w ten sposób naprawić uszkodzony film z GoPro, oraz uszkodzony plik mp4 z Sony Action Cam. Co do telefonów – nie zagłębiałem się w te informacje – są mi one zbędne.

[aktualizacja 2016.09.06]

Jak donosi Frozzi, sposób ten działa także dla plików mp4 rejestrowanych za pomocą  Lumia 640XL (W10M).

Share