• "date": "14 czerwca, 2015"
  • "title": "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2015/06/trzeba-wiedziec-kiedy-ze-sceny-zejsc.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/1513660279111063403"

Sobotni wieczór.
Siedzimy w trawie gdzieś za budą nagłośnieniowców. Wokół nawalona Przyszłość Narodu stara się nie odpaść przed jednym z najważniejszych koncertów tego dnia: Pidżama Porno!

Piwo wokół leje się strumieniami, sympatyczny młodzieniec po prawej stara się nie puścić pawia, pomimo że torsje, które nim targają, sprawiają, że wygląda jak wielka wędrująca gąsienica. Po lewej wsparcie medyczne zeskrobuje z ziemi kolejnego imprezowicza, który postanowił odpaść na zimno. Wszystko rozumiem, tylko nie mogę wpaść na to, po co pacjent ma zsunięte do połowy gacie. Chciał przed epickim przyziemieniem postawić kloca, czy jak?

Ogólnie wesoło. Młode buntowniczki dziarate i dredziate snują się pomiędzy ludźmi, dając nam okazję do ciekawych obserwacji i wymiany opinii. Ajax z zazdrością zerka na festiwal dreadów, ja wypatruję przeterminowanych punków w moim wieku, obserwując ich komiczne, przerośnięte brzuchy, podwójne podbródki i całą resztę dowodów na to, że z ich “fuck the system” coś poszło nie tak.

Ogólnie zapowiada się ciekawie, pomimo, że nie byłem nigdy jakoś wybitnie zakochany w Pidżamie. Fakt, było kilka lat szlajania się stopem po kraju, gnania na 2gi koniec Polski z namiotem, bo ktoś gdzieś coś grał, ale żeby jakoś specjalnie za tą kapelą jeździć? Nie…
…co nie zmienia faktu, że miło będzie posłuchać starych kawałków.

*****

Około godziny 22:00 Tłum wyraźnie przesuwa się w stronę sceny – w końcu wszelkie oficjele skończyli swoją paplaninę, wręczono nagrody, garniturowcy ustępują miejsca muzykom…

…jest taki moment, gdy kapela jest już rozstawiona, lecz nie ma jeszcze wokalisty. Gdy z głośników zaczynają  dobywać się pierwsze akordy, gdy zaraz pojawi się wokal, gdy w końcu Tłum może oszaleć i zacząć pulsować, i to wszystko co ma być – właśnie się dzieje, bo Grabaż wpada na scenę w swoim nieśmiertelnym nakryciu głowy i chwyta za mikrofon i otwiera usta i….

– co to kurwa jest?!?!? – dobywa się z mej gardzieli.
Patrzymy na siebie z Ajaxem zszokowani. No bo niby kapela ok, Grabaż też jest, ale chyba coś nie pykło, bo dźwięki dobywające się z Grabażowej paszczy przypominają coś, co mogłoby być śpiewem istoty będącej efektem gwałtu Grabaża na kaczce.
Zaczyna się muzyczny horror: wokal swoje, kapela swoje, muzycy w swoim rytmie, Grabaż w swoim, powoli się zastanawiam, czy w uszach są jakieś tętnice, bo jeśli zacznę krwawić z uszu, to nie chciałbym od razu wybryzgać się na śmierć.

No dobra, może to pierwsza piosenka, coś z nagłośnieniem nie tak jak być powinno, pewnie zaraz poprawią.
Nie kurwa. Nie dało się poprawić.
Pierwszy raz modliłem się, żeby ktoś puścił ten wokal przez Auto-tune, albo najlepiej, żeby ktoś go puścił z playbacku, albo nie wiem, co to jest?!?! Nie może ktoś Grabażowi puścić taśmy z linią melodyczną jak w Szansie na Sukces?!

Kończy się kolejny kawałek. “Kotów kat ma oczy zielone”. Łza mi się w oku kręci. Nagrałem, bo nikt mi nie uwierzy w to, co się stało na scenie. Z przepięknej piosenki zostało coś, co potrafi przykleić się do asfaltu, gdy bydlę miałkate trafia pod koła samochodu. Trzy razy. I poleży tydzień na słońcu. I wydyma to chora na wściekliznę tchórzofretka. I jeszcze jelonek postawi na tym kreta.
Koszmar.

Ze sceny Grabaż pyta publiczności:
– ręce w górę! Gdzie są wasze ręce?!?!
– opadły mi, po prostu opadły – ciśnie się na usta.
– klaszczemy na trzy! – kontynuuje Grabaż
– dobry pomysł – rzuca po mej lewicy Ajax – może w końcu Grabaż złapie rytm.

Nie, nie złapał.
To, że Pidżama gra “Chłopcy idą na wojnę”, zorientowałem się w połowie piosenki.
Dramat. Jeden wielki dramat. Nie wyobrażam sobie min młodych panczurów zaciągniętych na Pidżamkę przez starszych gleborzutopijców:
– idziemy na koncert, gra legenda!
A tu jeb, takie coś. Wstyd przed młodym pokoleniem, wstyd!

Wychodzimy w połowie koncertu. Nie dało się tego słuchać. Pozostanie tam mogło zniszczyć resztki szacunku do kapeli, która naprawdę coś znaczyła w życiu każdego z nas. Z wielkiego, ważnego zespołu została wokalna karykatura.

Takie wokalne Centrum Chujozy.

Share

TheMonique – daj znać proszę jak wyglądał koncert. A w zasadzie jak brzmiał. Jeszcze mam nadzieję, że to czego byłem uczestnikiem, to tylko jednorazowy wypadek..