Nikt mnie nie rozumie.

No bo to jest tak: w poniedziałki – jak sama nazwa dnia tygodnia wskazuje – w knajpie odbywają się filmowe poniedziałki. Imprezy takowe polegają na tym, że z projektora leci jakiś film.
Była więc seria filmów o downhillu, było sporo tytułów o wspinaczce, ale jakoś się urwało. Bo prawie urwała się ręka prowadzącego. Znaczy się persony, która wygrzebywała ciekawe filmidła i organizowała całą (jakże huczną) oprawę wydarzenia. Czyli dawała posta, że w poniedziałek leci film.

No i poniedziałki filmowe jakoś tak na moment zamarły.
Poruszony poczuciem obywatelskiego obowiązku, jednocześnie natchniony jednym z artów na Joe, zagadałem do barmanki:
– Te, Śnieżka, a może by tak jebnąć wieczorek ze starymi horrorami? Takie wiesz, gumowe kotlety z lat 60ych, potwory, zombie czy inne pacynki pożerające miasto.
Mówiąc to, miałem dopiero ogólny zarys w głowie, ledwie szkic, jakiś jeden tytuł, może dwa plątały mi się pod potylicą, tymczasem Mroźna Pani jednoznacznie rzuca mi prosto w twarz:
– Ok, dawaj opis i wrzucamy na fejsa!

*****

No i nastał poniedziałek. Moja bez mała reżyserska premiera. Dumny jak roczne dziecko bo zrobieniu klocka do nocnika, wkraczam do knajpy, dzierżąc w dłoni pendrive! Ach, jakież tłumy przybyły tego wieczora! Rozglądamy się z Ajaxem, liczymy, liczymy, liczymy… No wychodzi na to, że z nami dwojgiem i barmanką, to są trzy osoby! Nie, cztery! Właśnie się ktoś pojawił! A, nie, tylko szedł do kibla.
Krótko przed 21 wpada jeszcze jeden kumpel. Robi się ciasno.

*****

Gasną światła. Cichnie muzyka… Projektor rzuca na tło obraz, pojawiają się pierwsze sceny filmu. Siedzę jak na szpilkach czekając na tę kinematograficzną orgię, chłonę obraz jak pies kocią kupę, scena po scenie zatapiam się w historii mutacyjnego praptaka wielkości lotniskowca, istoty, która przybyła z innego wymiaru i jest niezniszczalna i zjada samoloty i lotników i jest zbudowana z nieznanych ludzkości pierwiastków i poza samolotami i lotnikami zjada też pociągi i…

…od strony baru dolatuje do nas rozpaczliwe:
– kurwa mać co to jest?!!??!
Ha! Wiedziałem, że uda mi się wszystkich zaskoczyć tym filmem! Ajax jednostajnie wali potylicą w ścianę, Królowa Śniegu próbuje sobie podciąć żyły podkładką pod piwo, a kumpel po lewej nie mając co z sobą zrobić, od 30 minut szuka czegoś w telefonie. Normalnie… Pogrom! Wiedziałem, że znalazłem wybitne dzieło, ale żeby aż tak wyniszczyło oglądających? No cóż…
Wracam do oglądania, bo właśnie mutacyjny praptak z innego wymiaru zaczyna zjadać budynek.

*****

Godzina prawie 23.
Film się skończył. Stoimy w knajpianym ogródku, czekam na słowa uznania, uwielbienia, jakieś komplementy na temat wyboru, który dokonałem…

– nigdy więcej!!! Słyszysz?! Nigdy więcej!!! Masz BANA na przynoszenie filmów!!!
– ale, ale… – próbuję oponować – ale już na kolejny poniedziałek mam wybrany taki fajny film o gąbkopotworze-mordercy z morskich głębin, no i ten potwór ma takie oczka i…
– NIE NIE NIE NIE!!!! – nie jest dane mi dokończyć – żadnych filmów, które Ci się podobają!!!

Zerkam na Ajaxa błagalnie, prosząc o wsparcie. Przecież podobał Jej się film o morderczej oponie posiadającej zdolności parapsychiczne, no i to o bobrach zombie też dobrze przyjęła.
Jest! Ajax otwiera usta! Teraz przemówi, stanie w mojej obronie, wesprze mnie, powie, jak bardzo Jej się podobało i jak mocno zależy Jej na tym, żeby w poniedziałek poleciał kolejny film wybrany przeze mnie!
– Tia, to wy róbcie co chcecie, a ja pójdę do baru po herbatę.

Jeb. Jak strzał w twarz. Strzał zdechłą, oślizgłą, zimną rybą.
Zero wsparcia, zero.

Nikt mnie nie rozumie.

Share