Miesiąc: Grudzień 2015

Jaskinia Rysia

Niby się doczekałem. Niby została załatwiona jedna z zaległych spraw. Niby powinienem być zadowolony, ale tak naprawdę nic nie jest dobrze i w porządku. Wszystko jest do bani, a zamiast radości z wyjścia, mam poważny problem leżący na wątrobie.

Jaskinia Rysia. W końcu udało się do niej dotrzeć, zejść, wyjść. Z tym ostatnim może nie tak do końca…

jaskinia-rysia-3

Tęskniłem za Jurą. Jak diabli, tęskniłem za mytymi korytarzami, za bogatą szatą naciekową, za jurajską gładkością i przytulnością. Więc wpakowałem się w jaskinię suchą i spękaną jak skóra pięt starej feministki. Idiotyzm, no idiotyzm. Niestety człowiek nie poradzi nic na to, że jest głupi i gdy go przyciśnie z tęsknoty za dziurą – zlezie gdziekolwiek. Choćby do gulika w piwnicy.

Jaskinia Rysia pojawiała się już wcześniej w planach. Niestety jakoś tak się działo, że zawsze było nie po drodze, coś się musiało wydarzyć. Przed niedzielnym zejściem wiedziałem tyle, że od strony sprzętowej na pewno wszystko jest ok, ekipa da sobie radę, mamy na tyle czasu by spokojnie pobawić się w jaskini. Skoro tak – można pakować się do legendarnej Rysiej, gdzie podobno podczas wychodzenia trzeba rozbierać się do naga.

jaskinia-rysia-4

Wyjście. No właśnie. 40 minut zajęło mi wyrwanie dupska z zaklinowania. Rozwaliłem się na tej jaskini doszczętnie, do samego końca. Jaskinia Rysia zniszczyła mnie fizycznie, psychicznie, sprawiła, że wyłem ze złości próbując wyszarpać zaklinowane dupsko z kamiennej paszczy. Nigdy wcześniej, ani w Dującej, ani nad Studnią Kandydata nie miałem takich problemów.
Skończyło się na pomocy instruktora, który podsunął pomysł jak pokonać problematyczne wyjście. Który nieco skorygował ułożenie sprzętu, ułożenie w dziurze, który pozwolił, bym po korekcie jeszcze raz spróbował wydostać się ze szczeliny. I jeszcze raz. I kolejny. Do skutku.

Znienawidziłem Rysią. Odbija mi się po niej do dzisiejszego dnia. Powykręcane ręce i nogi kontynuują swe bolesne wyrzuty, urażona duma chce wracać by jeszcze raz spróbować zmierzyć się z wyjściem Rysiej, a zdrowy rozsądek ze stoickim spokojem powtarza: daj sobie spokój, za dużo centymetrów, za długie kości udowe, za długie kości przedramion, fizyki nie oszukasz.

jaskinia-rysia-6jaskinia-rysia-7

Wiele przekleństw padło z moich ust pod adresem jaskiń, kursu, pomysłu złażenia gdziekolwiek głębiej, niż piwnica, ale nigdy wcześniej nie rozpatrywałem tak rzeczowo kwestii odpuszczenia zabawy w podziemia.
Czy to strach? Nie wiem… Chyba bardziej zdrowy rozsądek. Czy to kwestia wieku? A może.
Zrozumiałem podczas ostatniego zejścia, że stanowię problem dla zespołu. Kolejny raz zacisnąłem się w szczelinie blokując przejście reszcie ludzi. A ja bardzo nie lubię być ciężarem.

*****

Jaskinia Rysia. Od A do Z wypad do bani. Ze średnim nastawieniem, ze zbyt dużym worem dręczących spraw, bez chwili na to, by siąść, zerknąć w plan. Jaskinia przez którą ‘przebiegliśmy’ tak daleko jak się dało. ZALICZONA. I nic więcej. Żadnej  radości, przyjemności – nic. Czerń i pustka.

jaskinia-rysia-5

Jedyne co – udało mi się zrozumieć, czego mi brakuje w kursowych wyprawach: ludzi ze starej, Extremowej ekipy. Całej oprawy która była nierozerwalną częścią wyjazdów choćby do najbanalniejszych otworów. Cała magia zejść była ściśle związana z czasem spędzanym z tymi ludźmi. Zejście do jaskini stanowiło ledwie 60% wartości całego wydarzenia. Reszta to byli ludzie.

*****

Nie wiem co robić.
Boję się zimy w Tatrach. Boję się, że idąc z kursem na kolejne wyprawy jedynie obrzydzę sobie kwestię jaskiń. A z drugiej strony nie chcę się poddawać, chcę coś osiągnąć, wbrew przeciwnościom zdobyć kartę. Nawet, jeśli kolana i uda lśnią sinymi barwami, jeśli rwące łapska nie nadają się nawet do podrapania po dupsku.
Nie wiem. Ciężko. Coraz więcej dziwnego ciężaru odkłada się w temacie dziur. Sam staję się jednym z nich.

jaskinia-rysia-2

…a ja bardzo nie lubię być ciężarem. Ale jeszcze bardziej nie lubię mieć niezałatwione rachunki. Z takim wyjściem z Rysiej na przykład.
I tu mamy spory wewnętrzny konflikt…


Pliki:

2015-12-23 07_53_45-Jamnik - j-rysia-v2 rysiaprzek2 rysplan rysprzek1

Share



Z pamiętnika informatyka.

Zostałem wpakowany w kolejny projekt. Taki jak to projekty zwykle bywają: opóźniony na starcie, z rozwiązanym pierwszym zespołem projektowym, bo ten nie dał sobie rady. Nic to.
Wyszarpuję skądś strzępy dokumentów dotyczących wdrożenia, staram się zorientować, jakiego to programu jestem administratorem i co za ustrojstwo dane mi będzie konfigurować. Dokumentacja tradycyjnie – nie istnieje, pojęcie o sofcie ma jedna osoba która jest na L4 do końca świata, a w zasadzie to nie za bardzo wiadomo co ma to całe ustrojstwo robić. Tym bardziej, że wydaje się ono sprzeczne z wszelkimi zapisami w firmowych regulaminach.

19 godzin po tym, jak się dowiaduję o swym uczestnictwie w projekcie, siedzę na spotkaniu. Oczywiście jako jedyny (i na pewno wszechwiedzący) reprezentant IT, trafię pod grad pytań. Chcąc się z tego wymigać, na wstępie zaznaczam:

– Drodzy Państwo. O swoim udziale w projekcie dowiedziałem się chwilę temu. Nie miałem okazji ani czasu zaznajomić się z zagadnieniem, przy dobrym wietrze za 2-3 dni będę w stanie wiedzieć coś więcej o naszym wdrożeniu. Zajmijmy się więc identyfikacją procesów, które mają być przez nasz program obsługiwane, natomiast ja później sprawdzę, w jaki sposób modelować je w naszym wdrażanym rozwiązaniu.

W tym momencie płynie od zebranych w moją stronę fala zrozumienia, współczucia i całkowitej zgody na zaproponowany przeze mnie przebieg spotkania.
Dwie minuty później pada pierwsze pytanie kierowane do mnie:

– A czy w programie da się tak, zrobić, że jak zarejestruję wniosek, to będę mogła go wysłać do więcej niż jednej komórki organizacyjnej?
Z kamienną twarzą odpowiadam:
– Jak wspominałem na początku, nie mam pojęcia na temat możliwości programu, proszę zanotować sobie pytanie, wrócimy do niego gdy z mojej strony pojawi się jakaś wiedza.
– No dobrze – słyszę w odpowiedzi – bo jeśli tak by nie można było, to program musi dać możliwość ustalenia ścieżki przebiegu wniosku pomiędzy komórkami, czy program na to pozwala?
Uśmiechając się jak świeży tatuś na widok osranej pieluchy, cedzę przez zęby:
– Nie odpowiem dziś Pani na pytanie dotyczące funkcjonalności, skupmy się na tematach które mamy dziś w planie i które wspólnie zaakceptowaliśmy.
– No dobrze. A dałoby się zrobić tak, że komórka rejestrująca widzi wszystkie procesy, nawet te, które już przekazała?

W tym momencie dochodzę do jednego wniosku: część użytkowników posiada tylko cztery szare komórki. Są one odpowiedzialne za:
– gadanie,
– oddychanie,
– pożeranie,
– kontrolę zwieraczy.

Użytkownicy ci, chcąc włączyć do swoich czynności dodatkowy proces – myślenie, mogliby na wskutek przeładowania mózgu np zesrać się albo udusić. Stąd właśnie ich rozpaczliwe wypieranie się jakichkolwiek prób myślenia.

Share