Miesiąc: Sierpień 2016

Chyba czegoś nie zrozumiałem.

Zdecydowanie musiałem czegoś nie zrozumieć. Coś ważnego musiało mi umknąć.

…bo poszedłem, bo przeszedłem, bo wróciłem i… minęło 6 czy tam 8 godzin. Nawet nie pamiętam ile – jest to równie nieistotne, jak cała wyprawa.

Pierwszy raz całość trasy opierała się na innym punkcie wyjścia, niż Kościelisko. Ruszyliśmy Chochołowską. Po godzinie brnięcia przez znudzone powietrze, pomiędzy znudzonymi ludźmi, krok za krokiem po nudnym asfalcie stającym się po jakimś czasie nie mniej nudnymi kamieniami – zacząłem się nudzić. Dolina nie dostarczała żadnych atrakcji. Idąc Kościeliskiem, cały czas mam wokół siebie coś na czym mogę zawiesić wzrok, myśl, co rodzi skojarzenia i wspomnienia. Co cieszy. A Chochołowska po prostu starała się zabić. Nudą.

DSCN2473 DSCN2476

No dobrze, być może ten kawałek po prostu taki ma być. Nie ma co starać się o tytuł Malkontenta Roku. Tym bardziej, że oto dochodzimy do Polany Chochołowskiej, powalającej swoim pięknem, zachwalanej, będącej celem wypraw rowerowych dziesiątek weekendowych kolarzy, kolarek i kolarzątek.

DSCN2478

I jest. Jest trawa, trochę dalej jakieś kamienie wystają, po trawie biegają owce, wilcy, czy inne barany próbujące odbeknięciami po piwie zwrócić na siebie owczą uwagę.
Mój kraj, taki piękny.

Ruszamy dalej. Za Chochołowską, w planie są Grześ, Rakoń, być może podejście pod Wołowiec i powrót zielonym na Chochołowską. Z tego ostatniego najbardziej się cieszę – będę mógł znów iść 1.5h asfaltem.

Wczłapaliśmy na Grzesia. Wczłapaliśmy na Rakoń. Uczciwie szukałem, rozglądałem się, wypatrywałem tego piękna Tatr, które miało mnie porwać, które miało mnie zachwycić. Szukałem w sobie tej jakże potrzebnej chwili odetchnięcia emocjonalnego, wyciszenia. No nie, nie ma. Nie znalazłem. Trasa którą zrobiliśmy, była nijaka jak niedogotowany makaron z suchym twarogiem. Bez soli. Na papierowej tacce.

DSCN2481 DSCN2485

Pewnie moja w tym wina. Nie znalazłem ani zachwytu, ani wyciszenia. Jedyną odczuwalną rzeczą mającą tam wpływ na moje samopoczucie, były grupki drących mordy ludzi. Rodzicie stulecia wmawiający swoim kilkuletnim dzieciom, że krwawienie uszami ze zmęczenia jest ok, że boląca nóżka jest ok (nawet, jeśli kolanka zgina się do przodu), że jeszcze tylko siedem godzinek i w nagrodę dzieciak dostanie batonika. O ile nie wyleci to z głowy, bo troskliwy tatuś zdążył już ze szwagrem wyjebać w trakcie podejścia po czteropaczku na łeb i możliwe, że o batonie po prostu zdarzy się zapomnieć.

DSCN2494

Staram się nie słuchać ludzi, staram się ignorować rozwrzeszczaną nastolatkę, która na widok żółtej tabliczki wydaje z siebie dźwięk dymanej lamy, zamykam się w sobie i cały czas szukam.
No nie znajduję, no nie, naprawdę, Kasprowicz musiał cały czas łazić napruty, albo tworzył swe dzieła fapiąc do zdjęć innych gór.

Zbieramy się, wchodzimy na zielony szlak i ruszamy w dół.

DSCN2504

Jeśli cokolwiek może walczyć z Chochołowską o tytuł najnudniejszej trasy, będzie to żółta w dół spod Wołowca.

Niedzielne popołudnie. Powoli dochodzimy do Chochołowskiej. Zaczyna padać.

DSCN2509

Zakładam kurtkę, poprawiam plecak, ruszam tą asfaltową nieskończonością. W końcu jeszcze trochę ponad godzina i będziemy przy samochodzie.
Przynajmniej jedno dziś się udało, przynajmniej jedno mnie zaskoczyło: nie zostawałem w tyle. Organizm jakimś dziwnym sposobem przyjął przechadzkę na klatę, nie zajechałem się, nie czuję jakiegoś powalającego zmęczenia, wg zapewnień Towarzyszy mieliśmy naprawdę dobre tempo. Przynajmniej tyle.

..czyli jednak znalazło się coś, co cieszy.

*****

Po dziesięciu minutach marszu Chochołowską, strzelił mi kręgosłup w odcinku piersiowym.
I znów trzeba odpuścić na kilka chwil…

Share


Go!

Chciałem zagrać w Pokemon Go, by sprawdzić, co to jest i czym to się je. Ściągnąłem toto, zainstalowałem i mając chwilę wolnego czasu, wziąłem do ręki telefon.

Pierwsze co pojawiło mi się na ekranie, to przerażający Pokemon o gębie parszywej i szpetnej jak noc na Pradze. Po chwili zrozumiałem, że zamiast Pokemon Go, włączyłem przednią kamerę.

Już mi się odechciało pokemonów.

Share


Jaskinia Czarna 2. Bo mogę, bo chcę.

Dobrze było wrócić. Tak na lekko, bez balastu, bez lin, bez stresu. Dobrze było przejść się Kościeliskiem. Bo miałem na to ochotę. Nie, że grafik, nie, że kolejny punkt na liście, nic z tych rzeczy. Lewa, prawa, lewa, prawa, do jaskini tak ot, tup tup.

jaskinia-czarna-4 jaskinia-czarna-6

Rok temu (z lekkim hakiem) byłem w Czarnej jako pierwszej kursowej, tatrzańskiej jaskini. Niewiele pamiętałem z tamtego zejścia. Na pewno poręczowałem pierwszy odcinek, później był jakiś chodnik idący ostro w dół, no i był też taki szeroki do góry. Tyle zapamiętałem z kursowych odwiedzin Partii Tehuby.

Tym razem było inaczej. To Kursanci byli od tego, by realizować plan, by pilnować liny. Mogłem odsapnąć, pobawić się aparatem, rozejrzeć po jaskini. Niesamowita lekkość wynikająca z braku kursowego balastu na karku, pozwoliła naprawdę cieszyć się tym miejscem.

jaskinia-czarna-19 jaskinia-czarna-16

Jednocześnie w jakiś sposób cieszyłem się z możliwości zerknięcia na ręce “młodszych”. I radość mi sprawiło, gdy mogłem coś podpowiedzieć, skorygować, zasugerować inny sposób rozwiązania problemu. To chyba trochę jak z młodszym bratem, z którego czasami można się pośmiać, ale któremu mimo wszystko się pomaga, bo niedługo on też będzie dużym chłopcem i można będzie się wzajemnie wspierać. Tzn tak mi się wydaje, nie jestem pewien. W końcu jestem jedynakiem.

jaskinia-czarna-27 jaskinia-czarna-28

Tego dnia trochę jakby stałem z boku. Jakbym był poza tym wszystkim. A jednocześnie do tego wszystkiego było mi bliżej. Bo nagle zrobiło się tak, że był czas na rozmowy, na żarty, docinki. I wygodniej się na kamieniach leżało i kabanosy smakowały jakoś lepiej.

jaskinia-czarna-37

Być może wszystko to wynikało z faktu, że wiedziałem, czego spodziewać się po tej części obiektu. Być może, gdy będę w nowym dla siebie obiekcie, znów zepnie mi się dupka i będę rozpaczliwie starał się przeżyć, zamiast przestać pierdzieć żarem i po prostu odpowiedzialnie czerpać radość z wyprawy?

jaskinia-czarna-40 jaskinia-czarna-42 jaskinia-czarna-43

…a może po tym, co działo się podczas przejść zimowych, potrzeba czegoś więcej by zmęczyć mnie psychicznie?

jaskinia-czarna-46 jaskinia-czarna-47 jaskinia-czarna-48

Wychodziłem jako jeden z pierwszych. Bo tak jakoś tak się poukładało, że gdy Kursanci zwiedzali Salę Francuską, posprzątaliśmy Salę Ewy i już nie było co robić. Więc spacerowałem. Spacerowałem w górę – w pochyle, w pionie, w zwisie. Tuptałem sobie ku górze, przystając, by zrobić zdjęcie, czy dwa.

Wyciszony, szczęśliwy, uśmiechnięty.

*****

Ludzie mawiają, że ponowne narażanie się na popełnienie błędu, jest bezsensowne. Po co w takim razie człek pcha się w dziwne miejsca? Czy to wynika z jakiejś wewnętrznej potrzeby zaistnienia w konkretnym środowisku? Warunkach? Może to potrzeba tworzenia warunków i budowania środowiska wokół siebie? Czy to jakaś ślepa wiara we własne możliwości? A może wiedzę opartą na praktyce?

DSCN5076m

Być może jakiś czas temu uznałem, że dojrzałem do do powrotu. Nie, nie zdobyłem na tyle praktyki, by wracać nie popełniając błędów, nie zdobyłem na tyle wiedzy, by jeszcze raz pokonywać wszystkie, przeżyte już wcześniej trudności. Dojrzałem do tego, by znów być. Bez zbędnego budowania ideologii.

*****

Ps.

Chciałem zagrać w Pokemon Go, by sprawdzić, co to jest i czym to się je. Ściągnąłem toto, zainstalowałem i mając chwilę wolnego czasu, wziąłem do ręki telefon.

Pierwsze co pojawiło mi się na ekranie, to przerażający Pokemon o gębie parszywej i szpetnej jak noc na Pradze. Po chwili zrozumiałem, że zamiast Pokemon Go, włączyłem przednią kamerę.

Już mi się odechciało pokemonów.

Share