Miesiąc: Listopad 2016

Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Mała Jaskinia Szpatowców, Jaskinia Szpatowców (Kalcytowa) (CZ. 9)

Na tym etapie Maraton Jaskiniowy powoli zaczął się stawać czymś z pogranicza majaków zmęczonego gorączką umysłu, a uporem szkraba, który zamiast spać – chce się bawić, pomimo że co chwilę opada powieka. A za nią głowa.

Niezależnie od zmęczenia szliśmy do przodu…

*****

Wcześniej nie wiedziałem, że Jaskinia Szpatowców ma też mniejszą siostrę, którą jest Mała Jaskinia Szpatowców. W porównaniu do swojej większej siostry (zwanej także Jaskinia Kalcytowa), Mała Szpatowców nie wiązała się z żadnym większym wysiłkiem.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-2

Taka ot, dziura w ziemi, do której można zjechać, chociaż w sumie to nawet i dałoby się zejść bez zakładania większości sprzętu. Jednak mając na uwadze porę i nasz ogólny stan psychofizyczny, grzecznie ubieramy szpej i nurkujemy w dziurze, by po chwili ją opuścić.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-mala-szpatowcow-3

Mała Jaskinia Szpatowców zaliczona. Zostawiamy za sobą otwór i kierujemy się w stronę jej większej siostry – na naszym celowniku jest Jaskinia Kalcytowa (Szpatowców).

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-kalcytowa-szpatowcow-1

Tę dziurę pamiętałem doskonale, głównie dzięki opowieściom o śmiertelnych wypadkach, które miały miejsce w Kalcytowej. Pomimo, że byłem tu kilka ładnych lat temu, nawet udało mi się odtworzyć z pamięci gdzie i w jaki sposób wykonywane było poręczowanie, oraz jak całość wygląda na dole. Nie oszukujmy się, wiele do pamiętania nie było, w końcu Jaskinia Szpatowców to nie Wielka Śnieżna.maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-kalcytowa-szpatowcow-3

Kalcytowa nie zaskoczyła niczym niezwykłym. Szybki zjazd na dół, odczekanie na swoją kolej i wędrówka do góry.

*****

Zaczęło się robić kiepsko: raz, drugi i trzeci gdzieś przykucałem, przysiadałem, to na chwilę oko przymknąłem, to wtuliłem głowę w ramiona. Pomimo, że zmęczenie coraz wyraźniej dawało o sobie znać, maraton jaskiniowy trwał.  Po opuszczeniu szpatowych sióstr ruszyliśmy w stronę samochodów, by zostawić w nich już zbędny balast.

Część uczestników nie oparła się pokusie i wskoczyła do ciepłych śpiworów, co twardsi zdecydowali się na zaliczenie jeszcze kilku obiektów.

maraton-jaskiniowy-2016

Z wielkim bólem zostawiłem za sobą przytulny samochód z mięciutkimi siedzeniami.
Czekało na nas jeszcze kilka jaskiń…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Żabia, Jaskinia Sulmowa, Jaskinia Zawał (cz. 8)

Jeśli miałbym określić, w którym momencie po raz pierwszy miałem dosyć wszystkiego, kiedy naprawdę zacząłem przeklinać Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała, to bez wahania, z pełnym przekonaniem stwierdziłbym: pod Żabią.

Jaskinia Żabia była mi już wcześniej znana. To jedna z tych pierwszych, śmiercionośnych dziur pionowych, w których uczyłem się korzystania ze sprzętu to zejścia/wyjścia. Jak przez przez mgłę pamiętam moment, w którym drżącą rolką zdejmowałem hamulec z rolek i ruszałem w dół…

Tym razem Żabia dostarczyła emocji w nieco inny sposób: przywitała nas deszczem, który po chwili przeszedł w grad.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-1

To w tym momencie zacząłem się zastanawiać: po co mi to? Czy zejście do dziury w której już byłem, ma jakiś sens? Czy będę z tego zejścia czerpał jakąkolwiek radość?
Nie była to łatwa decyzja, tym bardziej, że ulewa nie słabła, a wnętrze kurtki z której musiałbym wyjść, wydawało się tak ciepłe…
Kilkanaście minut później byłem na dole.

Jaskinia Żabia nie odbiegała wiele od tego, co zostało mi w pamięci. Lekka jazda w dół, przyjemne wyjście w górę. Tylko krata na dole była… zaskakująca. Nie przypominam sobie, by podczas wcześniejszej wizyty którakolwiek część jaskini była niedostępna…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-2

Teoretycznie dziura płazowa wiązała się z jedną, szczególną atrakcją: okazją do użycia przy wyjściu drabinki. Tego wyzwania nie podjąłem. Chyba po prostu jestem już zbyt leniwy i wolę sobie w razie potrzeby wygodnie zawisnąć w uprzęży, która wtedy wydawała się zdecydowanie bardziej stabilna od majtających się w każdą stronę szczebli.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-zabia-4

Po wykumkaniu z Żabiej, ruszyliśmy w kierunku kolejnego otworu. Naszym celem była Jaskinia Sulmowa.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-1Ciasny otwór jaskini zlokalizowany w zapadlisku, nie sugerował konieczności używania sprzętu. W zasadzie faktycznie był zbędny: przy użyciu technik Praszczura Taternikusa udało się bezpiecznie zejść do dna jaskini, z którego po kilku minutach ruszyliśmy ku górze.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-2maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sulmowa-3

Jaskinia Sulmanowa niczym szczególnym nie zapisze się w mej pamięci. Ot, łatwo weszło, szybko wyszło, łatwo poszło.
Po powrocie na powierzchnię zaczęliśmy się kierować w stronę Jaskini Zawał, zerkając po drodze pomiędzy Babie Nogi.

Maszerując w kierunku Zawału, gdzieś głęboko, za opadającymi powiekami, za przyćmionymi gałkami ocznymi rodziła się myśl: coś o tym Zawale ostatnio słyszałem. A w zasadzie czytałem. To zdaje się była jakaś aktualnie odkopywana dziura, że niby jakieś nowe partie, czy coś… TAK! To jakaś świeżynka!

Fakt, Jaskinia Zawał jest świeżynką (w nowych partiach), fakt, prowadzone są tam prace, ale faktem jest również to, że jedyna rzecz większa od rozgłosu wokół wspomnianych prac, to rozmiar kraty, która blokuje wejście do środka obiektu.

jaskinia-zawal

Nie pozostało nam nic innego jak dojść do kraty, powąchać miejsce, gdzie mogłaby być klamka i ruszyć do góry. Niewielkim pocieszeniem może być fakt, że dotykaliśmy skał po których stąpał Rysiecki, dotykaliśmy kamieni o które się opierał, a może nawet ten sam bród trafił pod nasze paznokcie…

Idziemy dalej. Po drodze jeszcze jest Schronisko Południowe, a za nim czeka na nas…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: przemarsz (cz. 7)

Maraton pokazał swoje prawdziwe oblicze dopiero po odwiedzeniu Jaskini Suchej. Nagle okazało się, że nastąpił koniec szybkiego brykania pomiędzy jaskiniami / schroniskami położonymi niedaleko siebie. Nadeszła pora, gdy należało ruszyć na pd-wschód, brnąc w ciemnościach i deszczu .

Byłem ciekaw, jak poradzę sobie z takim spacerkiem: z jednej strony kolano jeszcze potrafiło boleśnie o sobie przypomnieć, a z drugiej strony nawet plecak zarzucony na grzbiet nie powinien stanowić problemu w chwili, gdy poruszaliśmy się praktycznie cały czas po równym terenie.
Krok za krokiem sunęliśmy przez ciemność, zaczepiając na chwilę o obiekty, które były równie małe, co i nieciekawe:

Brama Laseckich
Komin w Rzędkowicach
Schron podskalny w Lechworze **
Okiennik Rzędkowicki
Garaż w Rzędkowicach
Jaskinia Sopli Lody
schron przy Jaskini Sopli Lodu **
schron w Bibliotece **

maraton-jaskiniowy-901 maraton-jaskiniowy-902 maraton-jaskiniowy-903maraton-jaskiniowy-904

Tak naprawdę najważniejszą chwilą na tym etapie był moment, w którym pomimo deszczu i mokrego drewna udało nam się rozpalić maleńkie ognisko.
Nie da się ukryć: kiełbacha radośnie skwiercząca nad ogniem miała zbawienny wpływ na morale…

maraton-jaskiniowy-900

Tak, to co widać po prawej stronie ogniska, to minipizza. Pierwszy raz widziałem, by ktoś próbował podgrzać ten wynalazek za pomocą ogniska. O efektach gastrozabiegu może mówić nie będę – najważniejsze, że kuchmistrz był zadowolony ze swojego dzieła.

Po wchłonięciu świńskiego truchła, zaczęliśmy się powoli zbierać w dalszą drogę.
Akurat nie padało – szkoda było zmarnować takie warunki…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Stajnia, Schronisko pod Stajnią, Jaskinia Sucha (cz. 6)

Po Piętrowej Szczelnie wszystko zaczęło dziać się szybciej, przelatywaliśmy przez kolejne obiekty jak nietoperze przez Czarną. W momencie, gdy już nadchodził zmierzch, praktycznie w marszu zaliczyliśmy Stajnię…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-stajnia-00maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-stajnia-1

…i Schronisko pod Stajnią

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-schronisko-pod-stajnia-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-schronisko-pod-stajnia-2

Dopiero Jaskinia Sucha zatrzymała nas na dłuższą chwilę. W końcu była okazja, by ponownie założyć kombinezon.

Całość tej dziury wyglądała jak dziecko Piaskowego Korytarza Jaskini Twardowskiego i Partii Gąbczastych w Kasprowej Niżniej.

jaskinia-sucha

Bardzo przyjemna dziura sympatycznie wiła się w dół, dając możliwość swobodnego opadania w odrobinę meandrujących, wyślizganych korytarzach.
Czy Jaskinia Sucha jest naprawdę sucha? No nie do końca, drobiny wilgoci i kleistej mączki lepiły się do cielska. Na pewno Sucha jest ciasna. I to bardzo. Szczególnie, gdy na dnie mają wylądować wszyscy uczestnicy Maratonu Jaskiniowego.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-1 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-2 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-4 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-sucha-5

Po wyjściu z Jaskini Suchej przywitał nas zapadający mrok. Zanim zdążyliśmy się przebrać – było kompletnie ciemno.
Rozpoczęliśmy wieczorno-nocną część Maratonu, z którą nieubłagalnie wiązał się godzinny przemarsz w stronę kolejnych, ciekawszych lokalizacji.

Zaczęło lać…

 

 

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Piętrowa Szczelina (cz. 5)

Deklarując uczestnictwo w Maratonie Jaskiniowym, od początku miałem cichą nadzieję, że Piętrowa Szczelina będzie jednym z obiektów, które odwiedzimy.
Jaskinia ta należy do grupy pierwszych „wielkich” dziur, które odwiedziłem na początku swojej przygody z jaskiniami, więc liczyłem na nostalgiczną podróż do wnętrza ziemi…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-13-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-02-jpg

Z nostalgią nie miało to wiele wspólnego. Zamiast zachwytu, zadumy i retrospekcji, było jedno wielkie zdziwienie. O ile dobrze pamiętam, moja pierwsza wizyta w Piętrowej Szczelinie trwała kilka ładnych godzin, wiązała się z kilkoma solidnymi siniakami, oraz przerażeniem w chwili zjazdu w dół przez „śmiercionośne zaciski”.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-04-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-11-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-05-jpg

Tym razem Piętrowa nie wydawała się zbyt mordercza, czasochłonna, czy przerażająca. Zjazd w kluczu nie wymagał użycia sprzętu (tak tak, kolejna okazja do zabawy technikami prastarymi), Bajkowy Korytarz osiągnęliśmy już po kilkunastu minutach, a całość wizyty w jaskini trwała tak krótko, że odczuwałem autentyczny smutek widząc, że jesteśmy już pod Piekiełkiem i za chwilę znajdziemy się na powierzchni.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-03-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-09-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-07-jpg

Dziś odnoszę wrażenie, że powinienem jeszcze raz wrócić do tej jaskini. Tym razem po to, by spokojnie obejść jej wszystkie korytarze, przekonać się, na ile jest ona przyjazna, a na ile przerażająca. Zdecydowanie, odczuwam jakiś szczególny rodzaj sympatii względem Piętrowej Szczeliny.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-pietrowa-szczelina-12-jpg

Z chęcią jeszcze raz zawitam w jej zionącej ciemnością paszczy.

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Studnia Przekątna (cz. 4)

O istnieniu dziury Studnia Przekątna pierwszy raz w życiu usłyszałem podczas Maratonu. Jaskinia o nazwie rodem z Harrego Pottera, okazała się przyjemną szparą, na liście zlokalizowaną zaraz pod Gliwicką studnią, a dokładniej w głębokim lesie, u podnóża zarośniętej skały.

Z ciekawością poczłapałem w stronę otworu, nad którym rozpościera się drewniany podest. Stolarskie arcydzieło przypadło do gustu nie tylko mej skromnej osobie – sądząc po stanie desek, pomost był uwielbiany także przez korniki, pleśń, mech i inne drzewożerne ustrojstwa. Na dobrą sprawę podest stanowi bardziej ozdobę i zagrożenie niż ułatwienie – deski swoje najlepsze czasy mają już dawno za sobą.

Uzbrojony po zęby w szpej, wskoczyłem na jedną z dwóch lin rozwieszonych nad otworem i ruszyłem w dół, gdzie…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-przekatna-01-jpg

…dość szybko odnalazłem dno.

Jaskinia przekątna to prosta studnia z jedną półką leżącą gdzieś z boku w połowie drogi do dna, leżącego na głębokości około 20 metrów.
Całość akcji związanej z tym obiektem ograniczyła się do zjazdu, zrobienia pamiątkowego zdjęcia i wyjścia na górę.
Na powierzchni przywitał nas deszcz – nie pierwszy i nie ostatni…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała – Jaskinia Studnia Gliwicka (cz. 3)

Jaskinia Gliwicka Studnia była mi już wcześniej znana z nazwy. Nie wynikało to z jakichś planów związanych z tym obiektem – bardziej prawdopodobne jest, że po prostu zwróciła na siebie moją uwagę, sugerując nazwą istnienie obiektu jaskiniowego w moim bezpośrednim sąsiedztwie. Pamiętałem także, że Gliwicka Studnia jest pionową rurą. I rzeczywiście taka była. Ni mniej, ni więcej, pionowa dziura w dół, bez żadnego poziomego rozwinięcia.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-01-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-03-jpg

Całość zejścia do Gliwickiej Studni ograniczała się do wpięcia karabinka w uprząż i pozwolenia na to, by pozostali uczestnicy Maratonu Jaskiniowego opuścili mnie w dół.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-04-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-053-jpg

Drogą w górę wyglądała bardzo podobnie. Różnica polegała na tym, że wcześniej maratończycy delikatnie popuszczali linę, a teraz ją z mozołem wyciągali, mając u jej końca uwieszone 100kg ubawionego informatyka.

Z perspektywy czasu patrząc na jaskinię Gliwicka Studnia i to, jak wyglądało jej zwiedzanie, dochodzę do wniosku, że już wiem jak czuje się herbata ekspresowa dyndająca na końcu sznurka 😉

Share