Dekanyldj… Denkaldyj… Denkundlyzjan!

Apteka.

Stoję w kolejce, na celowniku mam jakieś multiwitaminomikroelementotabletki do wody. Jestem drugi w kolejce, przede mną stoi UberMatrona. Albo urodziła siedemnastkę dzieci, albo jest w stanie zjeść siedemnaście Big Macków. Stoi i sapie, dyszy i dmucha. Szybki rzut oka i nosa – nawet przez maseczkę jednoznacznie czuć, że ze spraw aptecznych to powinna inwestować głównie w mydło.
No ale bywa, może chora, nie wnikam. Choroba może nie pachnieć łaskawie.
Z drugiej strony stan koszulki UberMatrony wskazuje na… nie, inaczej. Pokazuje co jadła na obiad. I śniadanie. I dzisiejsze i wczorajsze i… nie, boję się dalej patrzeć.
Chyba zobaczyłem cebulkę. Kiełkującą

UberMatrona dyszy w stronę Farmaceutki zgrzytając zębami:
– no pfffffffffffszczeż mówię, pffffffffffff, że ma mi pani pfffffffffff, dać dekundlyzjanu paczkę.
– proszę panią… – tłumaczy cierpliwie Farmaceutka – nie znajduję w systemie dekundlyzjanym…
– nie dekundlyzjanum, pffffffff, tylko pffffffffffff dekanyldj… denkaldyj… pffffffff… teraz mnie pani zdenerwowała i nie pamiętam…

Tu ważny element historii: UberMatrona zerka na karteczkę trzymaną w ręku. Najpewniej receptę.
– a, to się nazywa denkundlyzjan! Dekundlyzjan!

Farmaceutka cierpliwie wklepuje do systemu kolejne opcje zapisu wszystkiego co ma w nazwie de-, kundel- i -zjan. Nic nie znajduje. Może to przez żyłę, która ze wściekłości już jej wyszła na czole i najpewniej zasłania pół ekranu.
Po raz kolejny Farmaceutka zwraca się do Uberki:
– proszę panią, naprawdę nie widzę takiego leku w systemie.
– to albo pani nie umie pisać, pfffffffffff, albo ma się douczyć! Pfffffffffff, mówię jasno, dnenkuldynzjan! Pffffffffff…

Za mną w tym czasie staje kolejna niewiasta. Sokoli wzrok, niecierpliwe spojrzenie, tupta z nogi na nogę, widać, że chyba się spieszy. W tym czasie wściekła farmaceutka obcina UberMatronę wzrokiem, jakby szukała miejsca, gdzie wbić w nią jakiś ostry przedmiot. Dostrzega karteczkę.

– a to co ma pani w ręku to recepta?
– tak, pfffffffffffff, ale co pani do tego, nie mam pffffffffffffffffff obowiązku pokazywać!
– to ja może zerknę – pyta z nadzieją Farmaceutka – będzie nam łatwiej?
– pani zamiast zerkać w nieswoje sprawy pffffffffffff, niech się słuchać nauczy, DEKNURDYNZJAN!!!

Za sobą słyszę niecierpliwe tuptanie tej od sokolego wzroku. W zasadzie to teraz widzę, że to nie sokoli wzrok, tylko solidny wnerw. Wyczuwam nadchodzącą awanturę, szkoda, że nie mam przy sobie popcornu.

– DENKNURDY…DEKUNDRYNZJAN proszę mi dać i nie interesować się moimi receptami albo nauczyć się nazw leków, pfffffffffff!!! – jedzie po Farmaceutce UberMatrona – zatrudniają nieuków w tych aptekach i pfffffffff, człowiek się denerwuje później, do szkoły może wrócić trzeba, hęęęęęęęęęęę?

Do kolejki dołącza jakiś jegomość a aparycji Kena. Model, no jak z obrazka, mokre robią się nawet niewiasty na zdjęciach z reklam środka na śmierdzące stopy. Zasapana też go dostrzega, obcina wzrokiem, poprawia zalotnie cyc i znów startuje z ryjem do Farmaceutki:

– jak pani nie jest douczona, żeby obsłużyć klienta, to ja poproszę kierowniczkę!
Tu zaczyna się wesoło. Farmaceutka rzuca zmęczonym głosem:
– proszę panią, to ja jestem kierownikiem zmiany, widzę dwa wyjścia: albo da mi pani receptę i z chęcią pomogę, albo niestety nie jestem w stanie pani pomóc i nic pani nie sprzedam.

UberMatrona niechętnie podaje wymemłaną receptę, sącząc pod nosem coś o głupich cipach i nieukach w taki sposób, by cała apteka to słyszała. Łącznie z Kenowatym, przecież trzeba się pokazać przed nim, że z nią to nie w kij dmuchał i jest całkiem niezłym kąskiem. Nieco dużym i lepkim, ale jednak kąskiem.

Głośne chrząknięcie i głos tej od sokolego czy tam wściekłego spojrzenia zwraca uwagę całej apteki:
– ja bardzo, ale to BARDZO przepraszam, ale czy moglibyśmy nieco przyspieszyć?

Nie doczekuje niczyjej odpowiedzi, ale za to nagle oślepia mnie blask uśmiechu na twarzy Farmaceutki. Ta zmrużywszy oczy, najwyraźniej odczytała poprawną nazwę specyfiku dla UberMatrony:
– aaaaaaaaa… DEKANDYDOZJAN!
I podnosząc głos tak, by wszyscy DOKŁADNIE słyszeli, rzuca słodkim głosikiem w stronę UberMatrony:
– trzeba było od razu powiedzieć, że to jest coś na GRZYBICĘ POCHWY!

UberMatronę szlag trafia, tę za mną szlag trafia, Ken starając się nie wybuchnąć śmiechem gryzie kartonowego Bibisza reklamującego jakiś dełysieniohemoroidian, UberMatrona wyrywa dekndydozjan, wypada jej karta, dokumenty, wszystko toczy się po ziemi, Sokolo/Niecierpliwooka za mną już gwiżdże ze zniecierpliwienia, Ken chrząka ze śmiechu zalewając się łzami.

UberMatrona pozbierawszy swe rzeczy, stara się zabić wszystkich wzrokiem, więc podchodzę do kasy nie chcąc stać pomiędzy Uber a Niecierpliwą która już zdążyła posinieć. Szybko kupuję swoje graty słysząc za sobą tuptanie z nogi na nogę Niecierpliwej (tym razem jest zielona na twarzy, ma czerwone oczy i bucha jej para z nozdrzy). UberMatrona powoooooooooooooli kieruje się w stronę wyjścia, odprowadzana przez miotające błyskawice spojrzenie Niecierpliwej. Gdyby gdzieś obok stał DeLorean, od razu by go przeniosło jednocześnie w przeszłość i przyszłość.
Wzrok Uber i Niecierpliwej krzyżują się, do tego dołącza spojrzenie Farmaceutki. Odsuwam się i niby szukam czegoś w kieszeni, to będzie zadyma roku, muszę, MUSZĘ to zobaczyć!

Niecierpliwa jako pierwsza spuszcza wzrok, prawie podbiega do okienka i piskliwym głosem szepce:
– Stoperan Forte bardzo proszę…

Share