Maślanka z brakiem smaku w koronie

Kiedyś maślanka to była maślanka: człowiek bał się po niej kaszlnąć, a co dopiero pierdnąć. A dziś?
Ledwie czuć grudki na języku.

*****

Praca. Sięgam po kubek z herbatą. Oczywiście zimną, bo podczas spotkania nie było chwili, by umoczyć dziób.
Pierwszy łyk. Jałowa jakaś taka. Odstawiam kubek, zdejmuję okulary. Przecieram zmęczone oczy. Suche od monitora ślepia domagają się chwili spokoju piekąc na potęgę. Ale to jeszcze nie pora na odpoczynek. Zakładam okulary, chwytam kubek i wracam do maili.
Kolejny łyk herbaty. No totalnie bez smaku. Czy na pewno zrobiłem tę miętową?
Pociągam nosem nad kubkiem herbaty, zazwyczaj aromatycznej i smacznej. Nie czuję nic. Nie czuję jej zapachu, nie czuję jej smaku, lekki posmak mięty nie odświeża mi ust, zapach nie pobudza. Nie ma ich.

Zaczynam panikować. Szybko przerzucam w pamięci ostatnie dni, tygodnie, staram się przypomnieć sobie, gdzie byliśmy, co robiliśmy, czy któreś z nas ostatnio gorzej się poczuło. No oczywiście, że oboje ostatnio mieliśmy słabsze fizycznie dni. Odchrząkuję z przerażeniem, zastanawiając się, czy najpierw spisywać testament, czy dzwonić do ubezpieczyciela w celu zwiększenia polisy na życie. No i kto zajmie się darmozjadami, gdy pójdziemy z Ajaxem do piachu.
Koniec świata, koniec wszystkiego, teraz tylko drewniane wdzianko, ciemność i robaki.

Patrzę na kubek, na znajdujący się w nim płyn.
Jakiś taki bezbarwny.

No tak, w całej tej gonitwie wlałem do kubka wrzątek, ale o wrzuceniu tytki z herbatą to już nie pamiętałem.

Tak, byle do urlopu.

Share