• "date": "21 października, 2020"
  • "title": "Mój pies jest lepszy niż twój!"

Trwa niemy wyścig zbrojeń. Nie pada żadne słowo na temat wydarzeń mających miejsce na osiedlu, ale wszyscy wiemy, że trwa zimna wojna. Wojna o dominację, wojna o bycie lepszym, wojna, której celem jest zdobycie podziwu ostatecznego, niepodważalnego i całkowitego.

Bo mój pies jest lepszy niż twój!

Czy to chłodne poranki, czy deszczowe wieczory, nieważne. Nie liczy się, czy to pora po obiedzie czy akurat półgodzinna przerwa na reklamę w Polsacie: właściciele psów wylegają na dwór, by pokazać, że mój pies jest lepszy niż twój!

Sympatyczne uśmiechy mijających się właścicieli merdających ogonów niby są przyjacielskie, niby wyrażają sympatię i radość ze spotkania, ale… na końcu smyczy trwa wieczna wojna!

<Ha! Ależ ten jork Kowalskiej szarpie się na smyczy, a mój Pimpuś tak spokojnie chodzi!>
<Nie wiem z czego cieszy się to babsko od zapasionego Pimpusia, przecież ten pies Nowakowej ledwie chodzi.>
<A ta czego się gapi na mojego Pimpusia, przecież to jej Jork zaraz rzuci się na mojego serdelka!>
<Jak dobrze, że mój Puciuś Muciuś jest takim słodki pieskiem a nie jak ten klocek jamnikobodobny co to nawet łapy do sikania nie podniesie, bo ma za krótkie i za grub…>

N: Oooooooo… dzień dobry Pani Kowalska, jak tam nasza osiedlowa perełka? O jaka ładna kokardka, bardzo mu pasuje, gdzieś czytałam, że jorki lubią nosić kokardki większe niż ich główka!
K: A wie Pani, tak jakoś lubimy z Puciusiem Muciusiem ładnie wyglądać.
N: <a nie wygląda na to, byście starały się wyglądać JAKKOLWIEK, co to za torba, do tych butów?!>
N: No bardzo, BARDZO elegancka kokarda, a jak ładnie dzisiaj na smyczy chodzi!
Zazwyczaj właśnie w tym miejscu aktywuje się jork, który, mimo że jest przeważany na boki przez tandetną kokardę, rzuca się do przodu na Pimpusia. Pimpuś w zasadzie ma to w dupie, bo raz: jorka i tak odciągną, a dwa: i tak jest za gruby by uciekać.
K: Ależ Puciuś, nie skacz na Pimpusia, zobacz, jak się boi!

Pimpuś łypie na toczącego z pyska pianę Puciusia wzrokiem wyrażającym totalne wyjebanie na wszystko. Ostatecznie, w razie czego może usiąść na tego zaślinionego, jazgotliwego szczura i go udusić dupskiem.

K: Przepraszam, jakiś dzisiaj taki żywotny Puciuś. Ale za to pani Pimpuś spokojny, nic go nie rusza!
N: A wie pani, odkryliśmy, że jest taki spokojny w domu, gdy nie jest głodny, więc troszkę go dokarmiamy. No i chyba umie otworzyć sobie lodówkę, bo z dołu znika wędlina a mąż się nie przyznaje, no i chyba ciasteczka ze stołu podjada, bo też znikają a mąż się nie przyznaje.

Realnie patrząc na gabaryt Nowakowej, to człowiek nie jest pewny kto po nocach podżera ciastka i wędlinę. Zarówno Pimpuś jak i Nowakowa zdecydowanie nie cierpią z powodu głodu.

N: …ale za to Pimpuś nauczył się takiej sztuczki i to kompletnie sam! Takiej sztuczki, że jak jest na kanapie i chce zejść, to nie zeskakuje, tylko jak taka hihi, mała foczka, hihi, ześlizguje się na podłogę.

W mojej ocenie to nie tyle sztuczka, co grawitacja, ale co ja tam wiem… Tak czy inaczej to pora, bym w historii pojawił się z Orionem i ja.

K: O jak słodko! A wie Pani, że Puciuś też zna nową sztuczkę, że jak mówię mu by budził męża, to wskakuje na łózko i tak słodko mu usta liże!

Słodkie spojrzenia Nowakowej i Kowalskiej spływają na Puciusia, który w tym momencie z pełnym zaangażowaniem wylizuje sobie dupę, jednocześnie powarkując na Pimpusia.
I wtedy pojawiamy się my.

E: Dzień dobry!
N: Orionek, dzień dobry! Ale on ładnie dzisiaj wygląda, a jak mądrze patrzy na Puciusia! I nie skacze na niego!

W mojej ocenie nie tyle mądrze patrzy, co stara się zrozumieć, dlaczego ktoś znów wyprowadza szczura na smyczy. I dlaczego ten szczur jest taki skręcony i warczy z nosem we własnej dupie. Udaje puzon, czy jak?
Na wszelki wypadek Orion odsuwa się od dziwnego tworu i potyka o kłodę, która okazuje się Pimpusiem. Wybudzony z wiecznego procesu powolnego trawienia Pimpuś trzykrotnie merda do Oriona, na co ten od razu przyjmuje pozycję bawmy-się gońmy-się. Wzrok Pimpusia mówi jednoznacznie: stary, jedynie co mnie goni, to jak salceson maślanką popijam, daj sobie spokój.

E: No dzień dobry, ależ mamy ładną pogodę! Wszyscy z psami na spacerze!
K: No tak! I właśnie rozmawiamy o nowych umiejętnościach naszych psów! Puciuś umie budzić męża lizaniem, a Pimpuś sam opracował nowy sposób schodzenia z kanapy!

I to jest ten moment, gdy zarówno Kowalska jak i Nowakowa zaczynają strzelać wzrokiem to w Oriona, to we mnie, czekając czy się okaże, że Orioniasty nauczył się czegoś lepszego niż ich psy.

E: To super, że takie eeeeeeee… inteligentne <rzucam widząc, jak Puciuś nadal boruje językiem w swojej pierdziawie>, no a Orion to też ostatnio pokazał coś nowego, eeee… no jak się źle czuł i zesrał się w domu, to trafił w jedyny dywanik jaki mamy!

***

Tak, trwa wieczna zimna wojna, licytacje słowne, licytacje gestami, postawami, sztuczkami, grzecznymi psami i szybkimi reakcjami na komendę. Tamtego dnia… nie wiem, czy wygrałem licytację na nowe sztuczki, ale na pewno nikt nie podejmował próby przebicia Orionowego dokonania.
Więc chodzimy w stanie zimnej wojny wymieniając się grzecznościami nasączonymi jadem, udowadniając, że mój pies ładniej chodzi na smyczy niż Twój i siada na komendę i jak zjada w trawie coś zdechłego, to nawet czasami to wypluje jak go ładnie poproszę.

Tak… Mamy psa. Jakoś od miesiąca.

Szczęśliwym trafem jeszcze się nie pozabijaliśmy ani my, ani zwierzęta, chociaż czasami może się wydawać, że koty przychodzą z jakimś jakby wyrzutem i starają się wyjaśnić to nieporozumienie w postać Oriona chodzącego po domu. Ale finalnie to chyba nawet zaczynają się lubić, bo wiedzą, że jak pies wychodzi, to jest karmienie, a jak wraca i je, to często mu coś bokiem z paszczy poleci i można to później dojeść. No i ma kong, z którego niekiedy wypada coś smacznego. No i jak śpi to można mu obwąchiwać łapy, bo pies to zawsze wdepnie w coś ciekawego.

***

Prawie północ. Wchodzę do sypialni. Na jednej stronie łóżka Ajax jeszcze coś czyta, a na mojej połowie w ramach “nie wpuszczamy psa do sypialni” leży rozwalony pies z poduszką pod łbem. Moją poduszką, w którą zaspany psiur słodko wpuszcza ślinę. Rozglądam się po tym pobojowisku: obok poduszki zaśliniony szarpak, przy ładowarce wylizany kong, a tam, gdzie zwykle kładę kapcie – stara psia smycz.
Jutro rano poszukam ofert sprzedaży jeża.
Wtedy będzie komplet.

Share