• "date": "4 lutego, 2021"
  • "title": "Home Office"

Przez ekran monitora przelewają się kolejne fale kodu i danych. Przecieram zmęczone ślepia, zerkam na zegarek: prawie jedenasta. Chyba zasłużyłem na drugą kawę.
Rozglądam się: w domu cisza i spokój: pies rozwalony w legowisku cicho pochrapuje, koty pewnie rozlokowały się odpowiednio na szafce w łazience i gdzieś w zakamarkach kanapy.
Cisza, spokój, tak da się pracować.

Zadowolony z życia, przeciągam się rozkosznie, strzelając stawami. Z mojej paszczy dobywa się ciche zieeeeeeeeeeeeeeew, zakończone soczystym mlaśnięciem.

I właśnie to mlaśnięcie usłyszał pies.

Psisko momentalnie zrywa się z legowiska, waląc ogonem na lewo i prawo. Trafia organem merdającym w komodę, która wydaje dźwięk identyczny, jak ta druga komoda, w której są SMACZKI. Momentalnie pojawia się pierwszy kot zgrzytający z radości, bo wie, że będzie karmione, co jednocześnie nakręca psa: jak przyleciał kot, to NA PEWNO będzie karmione! Kolejny kot zwala się z kanapy i leci przez pół mieszkania, bo przecież Święta Komoda Smaczków Wszelakich grzmotnęła i pies wali pazurami po panelach i drugi kot zgrzyta więc jest karmione!!!

Pies szaleje tańcząc mi u nóg, pomiędzy psimi łapami wiją się koty, smyrając medratego ogonami po pędzlu, a to jeszcze bardziej nakręca psa, więc bardziej bryka, więc coraz bardziej podekscytowane brykaniem koty jeszcze głośniej drą mordy, bo tak bardzo umieranie z głodu i halucynacje z niedożywienia, ale kurde, przecież ja tylko mlasnąłem po ziewnięciu!

Wstaję, rozganiam na boki dwunastołapne stado i niczym Mojżesz przez rozstąpione Morze Czerwone idę, dzierżąc w dłoni Święty Kubek Na Kawę.

Cztery minuty później emocje są już prawe całkowicie wyciszone: pies z wyrzutem zerka z legowiska, koty jeszcze z nadzieją kręcą się w drzwiach, a ja staram się odciąć od wszystkich i skupić na robocie, wciągając nosem boski zapach kawy.

Zakładam słuchawki, przymykam na chwilę oczy, otwieram je i zerkam na monitor. Ok, tutaj skończyłem, teraz trzeba zabrać się za sprawdzenie czy numer podany przez użytkowni…

Moje rozważania przerywa wstrząsająco zimne dotkniecie czegoś wilgotnego w lewy łokieć. Zerkam w tym kierunku – spod oparcia fotela zerka na mnie uśmiechnięta psia morda.

– No i czego chcesz, co? – zapytuję wiedząc, że i tak mi nie odpowie. Przecież psy nie mówią ryjem. Niestety ten pies bardzo wyraźnie jest w stanie komunikować spojrzeniem, które mówi:

– Dzień dobry, ja w sprawie kupy, co albo zaraz na dworze, albo zaraz na panelach.

Kolejny piękny dzień spod znaku Home Office.

Share