• "date": "21 lutego, 2021"
  • "title": "Piach-pył-kurz."

Przemęczenie ma smak zakurzonego, zapylonego pasa transmisyjnego. Takiego kopalnianego. Grubego, skrzeczącego rolkami i wznoszącego tumany kurzu. Piachu. Pyłu, który trafi pod powieki i uniemożliwi normalne widzenie. Bo oczy suche, bo oczy zmęczone, bo oczy zamykają się od nagromadzonego pod powiekami nadmiaru spraw.

Przemęczenie jest wstęgą mobiusa. Jakkolwiek by nie podróżować po powierzchni, zawsze po zmęczonym dniu będzie niedospana noc, po której nastąpi dzień identyczny jak poprzednie, dzień świstaka.

Jedyne wyjście spod ciężaru przemęczenia, to ciachnięcie lub trachnięcie. Można wyciąć sobie drogę ku normalności, można także zawalić się pod naporem spraw. Implodować, stając się przemęczeniem-instant, które niczym czarna dziura, zagnie i pochłonie czas i światło.

Dziś lecę na ryj, jutro wstanę niewyspany, ale wcześniejsze położenie się spać i tak nie ma sensu, bo w obecnym stanie sen nie da wypoczynku. Pozwoli jedynie przełączyć się na tryb stand-by, pozwoli przetrwać noc, w oczekiwaniu na kolejne starcie z problemem, który sam sobie nieświadomie spuściłem na łeb. Bo nadal nie jestem dupkiem w stopniu pozwalającym na unikanie zbędnych przemęczeń.

Źle rozegrałem swoją partię szachów.

***** ***

Jeszcze jest czwartek. Jutro piątek.
Trzeba będzie podładować akumulatorki, wydrukować kilka planów, uruchomić termosy.
I ruszyć w sobotę. Może tym razem natrafię na zaginione kominy.

Ostatni test nogi. Jeśli będzie wszystko ok – wracam do pionowych dziur.

Share