• "date": "10 kwietnia, 2021"
  • "title": "Z obrazami mam łatwiej"

Na tapecie Hania Rani. Pierwsze słyszę, ale dajmy jej szansę.

I cóż mogę powiedzieć? Na dzisiejszy poranek „nada się”, nie przeszkadza, muzyczka przyjemna, dobry materiał, by kopnąć to w dupę i przepchnąć przez maszynkę w stylu Herbst Electronica. „Może być”.

Chwila googlania kim jest Hania Rani. No i proszę, jakiś sławny ktoś, doceniana przez branżę, doceniana przez znawców, prestiżowe wydawnictwo, dostrzegana w Europie i na świcie, no i nie wiem. Co jest w niej takiego wyjątkowego? Jakieś łączenie technik, o których nie mam pojęcia? Coś z instrumentami, o których wiem tak mało, że pewnie nawet bym nie wiedział, czy w to dmuchać czy to naciskać? Taka ot, muzyczka. Dobra, tak samo dobra jak wiele innych.

Z obrazami jest łatwiej. Tzn. ja mam z nimi łatwiej. Staję przed obrazem i wiem, czy sypie mi z niego w oczy piachem, bucha w twarz ciepłym, letnim popołudniem, czy wieje morską bryzą. Staję przed obrazem i wiem, czy czuję w nozdrzach zapach kawy dobywający się z knajpek zlokalizowanych w pobliżu Placu z Kolumną. Lub staję i jedynie widzę jakiś… widoczek. Albo o zgrozo, martwą naturę.

Z obrazami mam łatwiej, bo widok letniej łąki zamkniętej w drewniany ramy, potrafi rozbudzić w uszach wrzeszczące ptaki, jazgot świerszczy, przyschnięty kłos wbijający się w dupsko i zapach nadchodzącej burzy. I nie muszę wtedy zastanawiać się, czy to olej, akwarela, czy to malowane lewą ręką, prawą, czy to impresjonizm, ekspresjonizm, czy dadaizm, mam na to totalnie wywalone, bo istotne jest jedynie to, że ja otworzyłem się na obraz na płótnie, który otworzył się na mnie.

Łatwiej mi odbierać obrazy niż muzykę. Obrazy przeżywam, muzykę (niestety) dekomponuję, szukając w niej elementów genialnych, poruszających. I pewnie w ten sposób odbieram jej szansę na zaprezentowanie się jako twór kompletny, skończony, którego forma odbioru nie powinna być rozbierana na czynniki pierwsze.

J. nie żyje.
Dziwnie było siedzieć na kanapie obok człowieka, który w świecie był postrzegany jako postać wybitna. Dziwnie było szukać woni trawy w obrazach, które były genialne ze względu na światło i kolor, nie zapach. A jeszcze dziwniejsze było cieszenie się nimi na swój własny sposób. Nie zawsze zgodny z ogólnie przyjętą linią zachwytu.
Dużo dziwności w tym wszystkim. Dziwnie być człowiekiem, który ukradł oczami trochę czyichś miejsc i miał czelność spoglądać na nie inaczej, niż autor. Niż krytycy.

“…jacy ci wszyscy ludzie są głupi, oni na to patrzą i kompletnie nie czują chropowatości kolumn przy tej bramie!”

J. nie żyje.
Milczący, dzielnie znoszący kolejne wystawy, kolejne fale przelewających się dłoni i twarzy, chcących się ogrzać w blasku mistrza. Taki ot, dziadek, który klapnął sobie w kącie, w ciszy, pozwalający, bym mógł na moment wskoczyć myślą w strupy zeschniętej farby i przeżyć jeszcze raz rozpaloną od słońca polną drogę.

Dziękuję.

***** ***

Właśnie wyczytałem, że nasuwające się skojarzenie z Herbst Electronica nie było przypadkowe.
Hania Rani współpracowała z Löfflerem.

 

Share