• "date": "18 listopada, 2022"
  • "title": "Pstryk."

Odgłosy uruchamianego świata nadal budzą we mnie poczucie bezpieczeństwa, jakiegoś naiwnego spokoju. Dźwięki świata, który właśnie zaczyna startować, lub kładzie się spać. A przynajmniej tak się może wydawać.

W tle zawsze coś gdzieś się dzieje, ktoś się krząta, ktoś robi najpierwszą kawę, nastawia garnek z wodą na zupę albo przelatuje szmatą przez korytarz, nim ordynator czy kierownik zorganizuje pierwszy opierdziel.

Dźwięki budzącego się świata dochodzą zawsze z dołu i nie są nigdy zjawiskiem osamotnionym: towarzyszy im zapach kawy, świeżo dostarczonego pieczywa, lizolu, albo dopalanej na szybko fajki.
Taki zestaw poranny.

Uruchamiany świat musi pozostać niezrozumiały, tajemniczy, skąpany w jakieś mgle, sekretach, dziwnych zapachach lub głosach równie niepokojących, co dających poczucie stabilizacji. Bo głosy z dołu zawsze były i przecież oczywiste, że będą, bo ktoś musi przygotować to śniadanie, mleko, ktoś musi ogarnąć podłogę, byśmy nie zginęli w głodzie i brudzie.

Dorosłość zaczyna się chyba wtedy, gdy człowiek sam staje się współwykonawcą uruchomienia. Gdy działa w tle, w mroku, po cichu na ile się da, z resztą piachu pod powiekami, z jeszcze opuchniętą od snu twarzą, ale już z konkretnymi działaniami, krokami i planami. Bo kawa sama nie zacznie pachnieć, fajka się nie wypali, a garnek sam nie wskoczy na kuchenkę.

Wszystko to wydaje się fundamentem czyjegoś całego świata, który w szerszej perspektywie jest nieznaczącym, statystycznie pomijalnym. A jednak dla kogoś ma znaczenie, być może najważniejsze.
Pytanie brzmi: czy ktokolwiek ma prawo makroskalę stawić nad mikroskalą istotności?

Przecież te panie w kuchni na poziomie -1 zawsze były i zawsze się uśmiechały i zawsze wiedziałem, że tam są i będą i będzie mleko i obiad i ich kłótliwe głosy niosące się echem po korytarzach też nigdy nie przestaną wybrzmiewać.

Pstryk! – nastawiłem wodę na kawę.

Share