Jaskinia Piętrowa Szczelina

Trochę mam moralniacza, bo nie przywitałem się z jaskinią wchodząc do niej. Dopiero na dole, gdy już przetarłem dupskiem trochę skał, przypomniałem sobie o tradycyjnym “dzień dobry, Pani Jaskinio”.

No właśnie, “dzień dobry”. Ale czy to był dobry dzień? Teoretycznie nie: było zimno jak diabli, wiało, padał śnieg z deszczem, nie było gdzie wygodnie stanąć przy przebieraniu się w jaskiniowe ciuchy, a do tego jakoś nieszczególnie ktokolwiek miał ochotę poręczować dziurę. Tego popołudnia knajpa z czymś ciepłym wydawała się o wiele lepszym pomysłem, niż pakowanie dupska pod ziemię.

…no ale skoro już przyjechaliśmy, zejdźmy.

Jaskinia Piętrowa Szczelina, ma dla mnie szczególne znaczenie. Była pierwszym miejscem, w którym solidnie straciłem orientację (oj Minos Minos…), była także jedną z moich pierwszych linówek. Patrząc na folder ze zdjęciami wychodzi też na to, że to jedna z ostatnich dziur robiona przed wielką rewolucją życiową, której pośrednim efektem było zrobienie KTJ. Taka trochę jaskinia przełomu, ale nie do końca.

Niesamowite, jak z perspektywy czasu człowiek potrafi wiele wyczytać ze zdjęć. Jak dużo informacji może być zaszytych w obrazie będącym zlepkiem pikseli. Jak bardzo kiedyś nie dostrzegał rzeczy podanych na tacy pod sam nos.

No i trochę się zawiesiłem przy tworzeniu tego wpisu. Nie do końca potrafię powiązać obiekt jaskiniowy odwiedzonego 9 lat temu z tym, co zastałem pod ziemią wczoraj. Nie do końca chodzi o to, że coś się na dole zmieniło, ani o to, że byłem dwa razy szerszy niż prawie dekadę temu. Nie chodzi też o to, że poleciałem na trawersie, bo wielkie dupsko trzeba było puścić maksymalnie dołem, by przeszło w bok. Ani o tych kilka śpiących nietoperzy, na które szczególnie uważaliśmy, ani o zabójcze tempo “młodego dynamicznego zespołu”, który poleciał przodem. Nie chodziło o błoto na wejściu i brak wizyty w Minosie. Piętrowa Szczelina była wczoraj czymś całkowicie innym niż wcześniej. Nawet nie nadawała się do porównania z dziurą z 2013, ani do tego obiektu, który odwiedziłem przy okazji Maratonu Jaskiniowego z Bielskiem. Plan jej zwiedzenia kompletnie nie pokrywał się z tym, co miała do zaoferowania, została jednocześnie zignorowana i doceniona od zupełnie innej strony, niż zazwyczaj doceniam jurajskie jaskinie.

A to wszystko ch*j, bo…

Jaskinia Piętrowa Szczelina była wczoraj Jaskinią wyj3bania na wszystko. Dała niewyobrażalnie wartościową okazję do przemyślenia ułożenia gratów wokół pasa, zasugerowała zmianę kilku elementów, pozwoliła sprawdzić nowe ułożenie cielska, dała szansę pobawić się światłem inaczej, niż wcześniej, w zasadzie Piętrowa Szczelina mogłaby być traktorem Ursus 4514 i nie zauważyłbym różnicy. Dziura uczestniczyła w jakimś wydarzeniu i nie do końca istotne było to, że znajduję się pod ziemią. Jakby była jednym z elementów wydarzenia, a nie celem samym w sobie.

Zupełnie, jakbym zamienił uczestnictwo w wydarzeniu wewnątrz jaskini, na przeżywanie wydarzenia w towarzystwie obiektu jaskiniowego.

Tak, wygląda na to, że dostałem wczoraj o wiele więcej, niż oczekiwałem, niż się spodziewałem. A może i nawet więcej niż to, na co zasłużyłem.

Jedno jest pewne: przygoda z Piętrową Szczeliną nie zakończyła się. Zdecydowanie chcę się jeszcze raz spotkać z tym dziurskiem, bo… bo to fajna jaskinia jest.

I nie, nie chodzi o coś w stylu odklepania kamienia Pod Sokolą.

***** ***

Dowcip mi się wczoraj wymyślił:

– Co to jest: jak idzie to stęka, jak stoi to śmierdzi?
– Emil po wizycie w jaskini.

Badum-tsssss.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *