Jaskinia Sulmowa

Jaskinia Sulmowa ma w sobie wszystko, czego nie lubię na Jurze, a jednocześnie to co mnie kręciło w dziurach piętnaście lat temu. Niby jest jaskinia, trzeba się czołgać, jest rozlewisko sięgające po horyzont (czyli kałuża długa na 30 cm), jest jakaś studzienka ze śliskimi ścianami, a później dwa korytarzyki na krzyż i w zasadzie jest po jaskini.

Na początku mojej przygody z jaskiniami, byłaby naprawdę idealna. Byłem wtedy ciut mniejszy, więc miałem większe możliwości i zapał do pchania się w ciasnoty dla samej idei pchania się w ciasnoty. Dzisiaj przeczołganie się korytarzem długim na kilka metrów, do tego „zalanym” obleśną kałużą, nie nastawiało zbyt pozytywnie do omawianej jaskini. No bo po co, a na co to komu, bo niewygodnie, bo mokro, bo tam dalej za dużo nie ma, w sumie nie wiem po co tu wchodziłem i ja chcę jaskinie w Tatrach, bo tam jest więcej miejsca.

Chyba właśnie w ten sposób wygląda proces parcenia jaskiniowca.

Czy Jaskinia Sulmowa jest godna polecenia? Na pewno warto o niej pomyśleć będąc przy okazji w okolicy. Można się w niej ciut ubrudzić, wyprostować, rozciągnąć, jest jakaś studzienka trochę jakby śliska, można zaczepić linę, ale w zasadzie nie trzeba, można też na dnie sprawdzić, gdzie idą wszystkie dwa korytarzyki, ale… Komu by się chciało?

Jaskinia Sulmowa to taka nawet przyjemna dla oka jednorazówka. Zaliczyć, zostawić i już nie zadzwonić i nie napisać.

No to ten tego. Zaliczona.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *