Stan przejściowy

No i rozkład dnia, fundament stabilizacji, podstawa działania, to co najważniejsze, spruł się jak stare gacie przy juwenaliach. Planowany, więc przewidywany i pozwalający się odpowiednio przygotować zabieg, okazał się niszczycielem bezpiecznego schematu w tak dużej, destrukcyjnej skali, że nawet moje zaskoczenie było zaskoczone.

W zasadzie wiem, że nie mam na co narzekać, bo przecież wszystko idzie zgodnie z przewidywanym planem, no i pies bardzo dobrze zniósł zabieg i naprawę nieźle odnajduje się w nowej, niewygodnej dla siebie sytuacji. Więc dlaczego chce mi się narzekać? Bo nie przespałem kilku nocy (aż trzech!)? Bo do tej pory mamy planowane nocne wyjścia na siku napędzane tabletkami? Bo psa trzeba wnosić i znosić?
Przecież to wszystko bzdury. Nieistotne rzeczy w skali tego, jak ważna to była operacja, jak dalece idące konsekwencje może mieć zarówno dla wygody psa, jak i naszej świadomości, że zrobiliśmy wszystko co się dało.
Przecież wszystko jest ok.

…a jednocześnie mały, naburmuszony Emilek tupie nogą, bo świat nagle stał się w każdym aspekcie zależny od psiego planu na poranek, popołudnie, wieczór i noc i wszystkie pomiędzy nimi. Bo jaskiń dawno nie było, bo manewry w kopalni polizałem tylko przez szybę, bo bez Oriona to i limit kroków ciężko zrobić, bo milion dupsli, ale dupsli, które zaraz przeminą i znów będzie normalnie i z psem przy nodze i będziemy wszyscy mogli pojechać na Skałkę i zjeść chemiczne lody i wpaść do wody i powąchać dziesiątki psich tyłków. I świat wróci do normalności.

Jest niewygodnie i ciężko, gdy pies po raz kolejny ze smutkiem w oczach wydaje się pytać, „ale dlaczego teraz tak to wygląda?”.
A przecież to gwarant zdrowia w dłuższej perspektywie.

Przecież to tylko stan przejściowy.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *