Kategoria: Maraton Jaskiniowy

Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała: Jaskinia Studnia Przekątna (cz. 4)

O istnieniu dziury Studnia Przekątna pierwszy raz w życiu usłyszałem podczas Maratonu. Jaskinia o nazwie rodem z Harrego Pottera, okazała się przyjemną szparą, na liście zlokalizowaną zaraz pod Gliwicką studnią, a dokładniej w głębokim lesie, u podnóża zarośniętej skały.

Z ciekawością poczłapałem w stronę otworu, nad którym rozpościera się drewniany podest. Stolarskie arcydzieło przypadło do gustu nie tylko mej skromnej osobie – sądząc po stanie desek, pomost był uwielbiany także przez korniki, pleśń, mech i inne drzewożerne ustrojstwa. Na dobrą sprawę podest stanowi bardziej ozdobę i zagrożenie niż ułatwienie – deski swoje najlepsze czasy mają już dawno za sobą.

Uzbrojony po zęby w szpej, wskoczyłem na jedną z dwóch lin rozwieszonych nad otworem i ruszyłem w dół, gdzie…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-przekatna-01-jpg

…dość szybko odnalazłem dno.

Jaskinia przekątna to prosta studnia z jedną półką leżącą gdzieś z boku w połowie drogi do dna, leżącego na głębokości około 20 metrów.
Całość akcji związanej z tym obiektem ograniczyła się do zjazdu, zrobienia pamiątkowego zdjęcia i wyjścia na górę.
Na powierzchni przywitał nas deszcz – nie pierwszy i nie ostatni…

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała – Jaskinia Studnia Gliwicka (cz. 3)

Jaskinia Gliwicka Studnia była mi już wcześniej znana z nazwy. Nie wynikało to z jakichś planów związanych z tym obiektem – bardziej prawdopodobne jest, że po prostu zwróciła na siebie moją uwagę, sugerując nazwą istnienie obiektu jaskiniowego w moim bezpośrednim sąsiedztwie. Pamiętałem także, że Gliwicka Studnia jest pionową rurą. I rzeczywiście taka była. Ni mniej, ni więcej, pionowa dziura w dół, bez żadnego poziomego rozwinięcia.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-01-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-03-jpg

Całość zejścia do Gliwickiej Studni ograniczała się do wpięcia karabinka w uprząż i pozwolenia na to, by pozostali uczestnicy Maratonu Jaskiniowego opuścili mnie w dół.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-04-jpg maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-studnia-gliwicka-053-jpg

Drogą w górę wyglądała bardzo podobnie. Różnica polegała na tym, że wcześniej maratończycy delikatnie popuszczali linę, a teraz ją z mozołem wyciągali, mając u jej końca uwieszone 100kg ubawionego informatyka.

Z perspektywy czasu patrząc na jaskinię Gliwicka Studnia i to, jak wyglądało jej zwiedzanie, dochodzę do wniosku, że już wiem jak czuje się herbata ekspresowa dyndająca na końcu sznurka 😉

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała – jaskinia Księdza Borka (cz. 2)

Jaskinia Księdza Borka była pierwszym obiektem, który odwiedziliśmy w ramach Maratonu Jaskiniowego. O jaskini wiedziałem już wcześniej, mignęła mi kilka razy na mapach, a nawet i miała swoje miejsce w planach dotyczących jurajskich jaskiń. Jakoś tak się złożyło, że wcześniej nie było okazji odwiedzić tego otworu i chyba całe szczęście. Bez GPS nie miałbym szans na odnalezienie borkowej dziury.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-ksiedza-borka-05

Obiekt ten na stałe zdobył miejsce w historii moich speleoprzygód, a to ze względu na zejście, które poprowadzone było kompletnie bez sprzętu. To właśnie tu miałem okazję pierwszy raz w terenie zjechać w kluczu. Wrażenia? O ile pierwsze chwile były bardziej, niż przerażające, tak w ciaśniejszych miejscach klucz okazał się naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Z całą pewnością muszę stwierdzić, że w przypadku Piętrowej Szczeliny (o której będzie później) użycie klucza było o wiele wygodniejsze, niż pchanie się do dziury w szpeju.

Wracając do tematu: dzięki swoim (zazwyczaj przeszkadzającym) gabarytom pozwalającym elegancko klinować się po drodze w dół, dotarłem bezpiecznie do wnętrza jaskini, która…

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-ksiedza-borka-02 maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-jaskinia-ksiedza-borka-03

…jest przyjemna. Taka sympatyczna przylepa, maskotka, w której można zrobić kółeczko, rozprostować się, przeciągnąć i z której można wyjść. Wyjazd dedykowany tej jaskini zdecydowanie nie miałby sensu, to jednak za mała dziura.

_jaskinia_ksiedza_borka_plan _jaskinia_ksiedza_borka_przekroj-ab

Patrząc dziś na plan i przekroje widzę, że na dobrą sprawę udało nam się tego dnia zwiedzić praktycznie wszystkie korytarze. Jest maleńki niedosyt w związku z niedotarciem do końca zachodniego chodnika (teren nie dawał przy wspinaniu pewnego chwytu), ale to nie były czas i miejsce na próby poręczowania dla zdobycia 7 metrów końcowych korytarza.

(źródło planu i przekroju: jaskiniepolski.pgi.gov.pl)

Share



Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała (cz. 1)

Nie do końca wiem, jak do tego wydarzenia podejść, nie mam pomysłu, jak je opisać. Zazwyczaj każdą z jaskiń traktowałem jako temat na osobny wpis, a tym razem tak naprawdę stoję przed zadaniem opisania wydarzenia obejmującego ponad trzydzieści obiektów, w tym niejednej jaskini…

Najważniejsze, że udało się. Wziąłem udział i przetrwałem cały Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała!

Decydując się na udział w tej imprezie, nie od końca wiedziałem, czego się spodziewać. Wprawdzie Speleoklub Bielsko-Biała na swojej stronie publikuje informacje dotyczące Maraton Jaskiniowego, jednak nie dawały mi one pełnego obrazu wydarzenia. Chyba najbardziej odczuwałem brak konkretnej listy jaskiń, które mamy odwiedzić, ale… może na tym miała polegać zabawa?

Tak czy inaczej, w sobotni poranek stawiłem się w okolicach zamku w Mirowie, skąd ruszyliśmy na podbój jurajskich atrakcji.

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-zamek-mirow

Jakieś szczególne wrażenia, wnioski? Kilka się znajdzie.

  • Ciekawym doświadczeniem była praca z “obcymi” ludźmi, opierającymi swoje działania na zunifikowanych zasadach czy to poręczowania, czy poruszania się w obiektach jaskiniowych. Teoretycznie nie znałem towarzyszy i ich umiejętności, lecz bez oporów korzystałem ich lin (w tym momencie zorietowałem się, że Maraton Jaskiniowy to moja pierwsza impreza, w której nie nie brałem udziału w towarzystwie ludzi z Nocka).
  • Cała impreza trwała około 17 godzin. Odnoszę wrażenie, że nawet w Tatrach nie uczestniczyłem w tak długim wydarzeniu. Obawiałem się nieco jak zareagują kolana, plecy, czy organizm zrobi mi tę przyjemność i łaskawie nie rozpadnie się po drodze. Na szczęście wytrzymał. Poza ogólnym zmęczeniem, nic mi nie dolegało, można więc po raz kolejny wysnuć wniosek, że jest ze mnie zwierz bardziej jurajski, niż tatrzański. W sensie, że na Jurze jeszcze mogę przetrwać taką imprezę, a Tatry już w połowie wydarzenia zabiłyby mnie na śmierć.
  • Wracając do kwestii zmęczenia: wyjazdy tatrzańskie efektywniej dają w kość. Krótsza, lecz intensywniejsza akcja, o wiele wyraźniej wysysa  z człowieka siły. Jura robiła to bardzo powoli, trudniej było wyłapać moment, gdy już należało zwiększyć czujność, bardziej się pilnować w związku ze zmęczeniem. Czerwona lampka zapaliła mi się w momencie, gdy nie potrafiłem wywiązać skrajnego lewą, zamiast (jak zwykle to robiłem) prawą ręką.
  • Jednym z największych moich sukcesów, było odpowiednie dobranie ciuchów. Jako największy zmarzluch we wsi, metereologiczny malkontent (czego jestem świadom), na tyle dobrze przygotowałem się pod względem ubrania, że nie udało mi się przemarznąć, nie straszny był deszcz, a nawet grad. I nie usmażyłem się, gdy na moment słońce postanowiło nas łaskawie dogrzać swym blaskiem. Co prawda owe przygotowanie skutkowało najprawdopodobniej najcięższym plecakiem w całej ekipie, ale… dzięki temu udało mi się przetrwać do końca Maratonu.
  • Pierwszy raz w życiu miałem okazję obserwować w terenie techniki pradawne. Może i nie wykorzystałem okazji do zabawy drabinką, ale zjazd do Piętrowej i Borka zaliczyłem bez sprzętu. Chyba jestem zbyt wygodny, by narażać rączki i pachwinki na przetarcia.

W trakcie Maratonu odwiedziliśmy w sumie 32 obiekty. Nie można powiedzieć, że były to same jaskinie, miejscami ciężko też stwierdzić, czy to było zaliczone jako punkt maratonu powinno być brane pod uwagę, ale przecież chodziło o zabawę. Oficjalnie “zaliczyliśmy” kolejno:

  1. Jaskinia Księdza Borka
  2. Studnia Gliwicka
  3. Jaskinia /Studnia/ Przekątna
  4. Jaskinia Piętrowa Szczelina
  5. Stajnia ** rejon Mirowa
  6. Schronisko nad Stajnią **
  7. Jaskinia Sucha
  8. Brama Laseckich
  9. Komin w Rzędkowicach
  10. Schron podskalny w Lechworze **
  11. Okiennik Rzędkowicki
  12. Garaż w Rzędkowicach
  13. Jaskinia Sopli Lody
  14. schron przy Jaskini Sopli Lodu **
  15. schron w Bibliotece **
  16. Jaskinia Żabia
  17. Jaskinia Sulmowa
  18. Babie Nogi
  19. Jaskinia Zawał do klapy
  20. Schronisko Południowe
  21. Mała Jaskinia Szpatowców
  22. Jaskinia Szpatowców /Kalcytowa/
  23. okap skalny niższy poniżej drogo Trzech Andrzejów w Podlesicach **
  24. okap skalny wyższy poniżej drogo Trzech Andrzejów w Podlesicach **
  25. jaskinia z dwoma otworami **
  26. Wilczy Aven
  27. Jaskinia Berkowa /Kalesonowa/
  28. schron “lewy” pod różą **
  29. schron prawy pod różą **
  30. okno w Ptaku
  31. Garaż w Podlesicach
  32. Sadek

(obiekty o nieudokumentowanej nazwie są oznaczone gwiazdkami **)

maraton-jaskiniowy-speleoklubu-bielsko-biala-zamek-okolice-huciska

Czy udział w tej imprezie mogę traktować jako udany? Z pewnością. Teoretycznie mógłbym mieć pretensje, że w Piętrowej spędziliśmy za mało czasu, że w Borku nie zajrzeliśmy w jeszcze jeden korytarz, pewnie kilka spraw na siłę mógłbym potraktować jako odbębnione z nienależytą starannością, ale… takiej a nie innej realizacji planów wymagał Maraton Jaskiniowy.

message_1477780066367

Wydaje mi się, że plan został zrealizowany najlepiej, jak to było możliwe.
Czy powtórzyłbym ten wyczyn? Niech pomyślę: mokro, zimno, deszcz, grad, ciemno, kilkanaście godzin z plecakiem w tych warunkach? O nie…
No dobra, wszyscy wiemy, że tak.

*****

30 Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała – statystyki:

  • data: 29-30.10.2016,
  • 26,58 km długości,
  • 32 obiekty, w tym 12 obiektów teoretycznie (lub praktycznie) wpisujących się w definicję słowa “jaskinia”,
  • czas trwania – około 17 godzin ,
  • pierwsze zastosowanie w terenie technik “prastarych”.

aa_maraton-jaskiniowy_speleoklub_bielsko_m

 

Share