Sraczka-wers. [nie polecam osobom o słabych nerwach!]

“Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości”

śpiewała niegdyś Pidżama, lecz u mnie to mdłości
powodują okrutne w głębi serca bojanie,
albowiem oznaczają, że sraczka nastanie!
Gdy siedząc w mrocznej norze, skupiam się na kodzie
i czuję, że drgawka jakowaś przeszła mi po brodzie,
gdy czuję, że ślinianka orgiastyczne tańce
prowadzi – czas się pochylić choćby nad różańcem,
posążkiem, księgą, krzyżem, papirusu zwitkiem
i dzierżąc cień nadziei, że od modłów z kwitkiem
odejdzie hen szaleńcza sraczki galopada
nadzieję mieć trzeba, że ominie człeka śmierdząca zagłada!
Lecz nie było tak dzisiaj, brakło dziś świętości
którym pokłon bić miałem, więc przez me wnętrzności
ruszyła niszcząc, paląc, piekąc torsji fala
w efekcie początki sraczki już ustanawiała,
już prawie chlustało ze mnie niczym z beczkowozu,
już miałem zalać firmę oceanem nawozu,
lecz mimo, że bez bez wiary w walce jako miecza,
bez farmaceutycznego, pokaźnego zaplecza,
spiąłem ja poślady, zwieracza zacisłem
i przed jej atakiem do dom szybko prysłem…
Biegnąc truchtem przez miasto niemal drogę całą
stawiałem subtelnie kroki by się nie ulało
by zbyt mocne stopy na ziemi tąpnięcie
nie spowodowało brązu wypłynięcie.
I dotarłem tak do domu niczym nimfa, mgiełka,
udałem się szybko prosto do kibelka
i zacisnąwszy dłonie w pięści jak Andrzej Gołota,
wygoniłem jeszcze z ubikacji kota
by nic nie przeszkadzało tej chwili skupienia
przepełnionej dźwiękiem chlustu, stęku i pierdzenia.
Powiadam – o Bogowie na Olimpie, w Niebie,
opuściliście mnie teraz w tak wielkiej potrzebie
i karzecie me ciało choć jestem bez skazy
zrzucacie na mój organizm torsji liczne razy
i gdy siedzę na klopie z zamkniętymi oczyma
myśląc, czy ma pierdziawka kolejny chlust wytrzyma
Wy się śmiejecie ze mnie, patrząc z nieba, z góry,
jak brąz niczym z dna piekła, chlusta z mojej dziury!
I walczę stabilizując pierdnięć turbulencje
trzymając rant od klopa w każdej swojej ręce,
zaciskam oczy, wychodzą mi na szyi żyły,
słysząc jeszcze echo jak jelita wyły
przed chwilą podczas zrzutu kolejnego bagna
wiem, że już nadzieja mnie nie tyczy żadna.
Schodzę mając przerwę w owym posiedzeniu,
dźwiga mi się na myśl każdą o piciu lub jedzenia,
i czując jak gorączka łamie moją wolę
stwierdzam, że idę do łóżka i wszystko pierd…
Chcesz dalszych losów starcia – ja vs Himera
brązowa co uśmierdzić chciała zacnego bohatera?
Zostaw w komentarzu taką informację,
a ja gdy tylko zakończę ofensywną akcję
która sraczce na pewno, w stu procentach sprosta,
walnę odpowiedniego z opowieścią posta 😉
Share