• "date": "22 lutego, 2012"
  • "title": "Flustracyjnie"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2012/02/flustracyjnie.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/5954689858995213066"

Marzy mi się. Marzy mi się zielona łąka o poranku, gdy letnie słońce zaczyna ogrzewać zaspaną twarz, chłodna rosa na przesyconych zielenią źdźbłach chłodzi stopy, gdy już rozbudzone ćwierkacze gatunku wszelakiego zaczynają swoje codzienne pogadanki drąc ryje na czubkach strzelistych drzew.
Marzy mi się spokój i cisza i sielanka tak obrana z wszelkich stresów i nerwów, że nawet pozostałość psiego procesu trawienia ulokowana w trawie przywołuje uśmiech na twarzy gdy człowiek widzi, jak radosne muchy w podzięce za tak bogaty dar pobzykują w rytm “What A Wonderful World”.

Z całej tej sielanki jedyne na co można obecnie liczyć, to wspomniane gówno.

Kóń się pochorował wziął. Bezczelnie pół tony rudego ciula wzięło się i rozłożyło w przenośni i dosłownie. Ja rozumiem – jakiś katarek zimowy, kaszelek może, niech będzie nawet i Gorączka Krwotoczna Zachodniego Nilu, ale do Wuja Wacława – oba kopyta jednocześnie, a do tego wszystkiego każde boli z innego powodu? Idąc tym tropem należy przypuszczać, że gdybyśmy z Najwspanialszą-Z-Żon posiadali stonogę, to mielibyśmy 50 całkowicie odmiennych stanów chorobowych z założeniem, że leczenie każdego z nich wyklucza leczenie któregokolwiek z pozostałych. Gdyby dr House miał cycki i zobaczył to wszystko, to zdecydowanie by mu te cycki opadły.

Gdy w końcu doczekamy się potomka, nie będzie nam już straszny żaden ząbek, sraczka czy padaczka. Chyba cały zakres zaskakujących chorób przeszliśmy już z Rudym.

*****

Kobiety. Istoty, których procesów myślowych nie jest w stanie zrozumieć nikt. Istoty których gusta gastronomiczne są równie zmienne, co kierunek padania moczu gdy człowiek po siódmym piwie chce w romantycznym uniesieniu wysikać imię ukochanej na śniegu. Istoty, które potrafią wysłać mężczyznę do sklepu po dżem śliwkowy. BO TAK!!!

Idziesz więc chłopie pomiędzy tymi półkami obserwując z rozbawieniem, jak emerytki okładają się torebkami po głowach w morderczej walce o ostatni kawałek krakowskiej podsuszanej w promocji, suniesz pomiędzy stertami towaru ciesząc się, że tym razem nie musisz kupować tamponów, podpasek, czy innych akcesoriów kanalizacyjnych, przemykasz cicho przez dział drogeryjny nie zerkając nawet w kierunku regału , gdzie przez sześć metrów ciągną się pudełka z milionami odcieni, które nazwałbyś wszystkie tak samo BRĄZOWY. I docierasz w końcu tam, gdzie dotrzeć miałeś. Na PRZETWORY. Dżem. Dżem wiśniowy, dżem truskawkowy, dżem aroniowy, dżem malinowy, dżem pomarańczowy… POMARAŃCZOWY!?!? Niech będzie, że taki jest, trzeba szukać więc dalej…
…jagodowy, agrestowy, morelowy, nosz kurwa mać może jeszcze ŁONOWY!??!!?? A dżemu śliwkowego – ni chuja. Kwadrans później po trzecim Tour De Półka człek tocząc pianę z pyska bierze słoik POWIDEŁ śliwkowych i obiecuje sobie, że gdy mu kobieta zwróci mu uwagę na zakup powideł zamiast dżemu – wsadzi jej zawartość słoika w miejsce, gdzie będzie go mogła trawić z pominięciem gryzienia.
Oczywiście nie można do kasy podejść ot tak, zapłacić, wyjść, bo emerytki które wcześniej szturmem zdobyły mięsny, teraz okupują wszystkie kasy skrupulatnie zapisując w swoich maleńkich notesikach dokładną kwotę zakupu każdej paczuszki zawierającej dziesięć plastereczków szyneczki, których to paczuszek na każdą bereciarę przypada srylion i ciut. Trzeba więc odstać swoje w oparach naftaliny i jazgocie przekrzykujących się babć spierających się tym razem o to, który z księży ładniejsze kazanie ostatnio pierdolnął z ambony, albo który to członek żydomasonerii jest groźniejszy dla bezpieczeństwa finansowego naszego kraju – a co za tym idzie – którego z członków należy najbardziej potępiać. Pomińmy fakt, że wszystkie te rozmowy toczą się przy kasie sklepu na którym zarabia jakże polsko brzmiący twór rynkowy Schwarz Group.

Mija kolejnych kilkanaście minut. Wracasz człeku do samochodu gdzie czeka kobieta twoja. Najbardziej parlementarnie jak się da, informujesz ją o zakupie POWIDEŁ śliwkowych, bo DŻEMU nie było.

– Dżem? Powiedziałam dżem? To musiałam się pomylić, bo nie ma śliwkowego dżemu w ogóle, ze śliwek robi się tylko powidła.
– ….

Share

Boze.. widzisz i nie masz czym zabic.
Chociaz taka armia mocherow jako mieso armatnie moze by sie nadala (takie gobliny, duzo rycza, miotaja sie i walcza z byle powodu).

No ale jak można NIE WIEDZIEĆ, że ze śliwek są tylko powidła?
O_o
Od razu zastrzegam: płeć niczego tu nie tłumaczy!

Podpisano: Anonimowa

tak, w ilosci cukru na jednostke owocow, a ja widzialem dzem sliwkowy, plum jam, zagramanica i byl beznadziejny w porownaniu do powidel…. A w sprawie kolorow, to wszystkim juz chyba wiadomo, ze prawdziwy menczyzna rozroznia tylko trzy kolory: zajebiaszczy, pedalski i ch..jowy

Kurde, podziwiam Cię za ten polot w wymyślaniu tych wszystkich porównań, epitetów i w ogóle 😉 Czytam Twoje notki i świat od razu staje się ciekawszy ;D Pozdrawiam serdecznie!;D

Oj tam takie malutkie przejęzyczenie a Ty taką aferę robisz … przecież nie ma o co, a powszechnie wiadomo że nie ma dżemu śliwkowego 🙂 A tak swoją drogą to uśmiałam się czytając Twojego posta do łez. :))