• "date": "4 marca, 2012"
  • "title": "Jak tam Pański kabel?"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2012/03/jak-tam-panski-kabel.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/2788982760524049226"

Za oknem kapie woda. Ciurkiem z rynny leci. Kurwa jej mać, jakby nie mogło być trzy stopnie zimniej, wszystko by pozamarzało. Siedzę w przychodni na krzesełku tak wygodnym, że nawet reżyserzy najbardziej wyuzdanych japońskich pornosów nie wpadną na pomysł by użyć takiego narzędzia tortur w swych ambitnych porno-scenariuszach. Krzesło gniecie w tyłek, jest twarde, zimne, stoi pod oknem od którego ziąb wali po plecach i za którym kapie ta pieprzona woda. A ja wlałem w siebie już ponad litr mineralnej i nie sikałem od ponad 2 godzin.
O ja pierdolę.

Kolejny etap strugania potomka znów skierował uwagę lekarzy na mnie. Tym razem mamy nową misję: będziem skanować jajca! USG znaczy się. Tylko po kiego kija kazali mi nie lać przez pół dnia? Nie jestem lekarzem ale z tego co patrzyłem w lustrze, to jaja są trochę poniżej pęcherza moczowego i nie mają z nim wiele wspólnego. A srał to pies. Póki co nie sikam, wlewając w siebie kolejne łyki wody.

W poczekalni atmosfera przepełniona cierpieniem, zadumą nad sensem życia, co rusz słychać postękiwanie umęczonych samców, którym przyszło testować jak bardzo wytrzymałą mają końcówkę. Co chwila ktoś wstaje, starając się nie robić zbyt gwałtownych ruchów, spaceruje kilka kroków, po czym z wyrazem cierpienia na twarzy – siada. Umęczeni mężczyźni zerkają po sobie wzrokiem pełnym zrozumienia i ogólnego współczucia, starając się jednocześnie ocenić, komu pierwszemu puści cewa i kto walnie sikiem w pory.

Ból rozdziera podbrzusze, pęcherz pełen do granic możliwości rwie i szarpie, nie pozwala się ruszyć i głębiej odetchnąć. Strach kaszlnąć i kichnąć, mogłoby się to zakończyć wielką plamą – w przenośni i dosłownie.
Pot leje mi się po plecach, staram się rozchodzić przepełniony pęcherz, zerkając co chwila na zegarek. Jeden z współuczestników niedoli nie wytrzymał, chwycił klucz w rejestracji i poleciał do WC. Jeden mniej w kolejce – każdy myśli. Lecz jednocześnie wszyscy mu zazdroszczą. Wszak siknął.
Moja tortura trwa nadal, oceniam ból na gorszy, niż sraczka po ostrym kebabie z kawałkami tłuczonego szkła i gwoździami.
…a może bym tak pierdnął? Zawsze trochę więcej miejsca w brzuchu, może pęcherz by się lepiej ułożył?

USG… ulotka pokazuje uśmiechnięta pielęgniarkę z dziwnym czymś zakończonym półokrągłym cosiem trzymanym w jednej ręce. W 2giej spoczywa tubka czegoś zapewne śliskiego. Ej zaraz, ale oni chyba nie wsadzą mi tego w dupę?!?!?!
Piętnaście sekund później przestaje mieć to znaczenie: do gabinetu wchodzi lekarz i wywołuje pierwsze nazwisko. Zebrani patrzą na drzwi jak pies obserwujący swego pana pożerającego ostatni kawałek salcesonu. Kolejny pacjent przegrywa walkę z organizmem i wybiega z przychodni ze łzami w oczach. Ja się wycwaniłem – przed chwilą poszedł cichutki bączuś. Uradowany pęcherz moczowy najwyraźniej zagospodarował się w wolnej przestrzeni – nawet odrobinę mniej boli. Dziadek obok krzywi się bardziej niż przed momentem – chyba sykacz poleciał w jego stronę.

Mija dziesięć minut. Znam już na pamięć układ kafelek na podłodze w przychodni, wiem który kwiatek ile ma listków i jestem pewien, że gdy lekarz jeszcze raz zasugeruje mi takie badanie, to wezmę mu tą sugestię i wsadzę….
…nie wytrzymuję i ja. Niecałe dziesięć sekund później stoję już nad wc obiecując sobie: nie wysikam wszystkiego, tylko trochę upuszczę żeby ciśnienie zmalało. Puszczam – strumień przy którym Niagara może się schować rusza w kanalizację, po doliczeniu do trzech – przestaję sikać. Matko jedyna, to były najwspanialsze trzy sekundy mojego życia. Pęcherz zwija się z rozkoszy odciążony nieco, całość sielskiego obrazka dopełnia moje odbicie w lustrze prezentujące łzę wzruszenia toczącą się po policzku.
Świat nabrał barw. Wracam do poczekalni z piersią wypiętą niczym kogut po wygranej walce, śledzą mnie  zebrani swymi żółtymi oczami. Widocznie poziom moczu dotarł u nich już do wysokości gałek ocznych. Za kilka minut i oni wylądują w WC.

Odciążony organizm pozwala znów obserwować otoczenie. Od momentu mojego przyjścia wystąpił znaczny regres stosunków interpersonalnych pomiędzy pacjentami. Wcześniej zagadujący do siebie na tematy błahe i nieważne, teraz powarkują jedynie, przypominając istoty z czasów, gdy pokarm zdobywało się nie w  sklepie, lecz przez jebnięcie pawiana w łeb maczugą. Ktoś zauważył, że w sklepie obok jajka są po 70 groszy. Prawie wybuchają zamieszki.

Nagle pada moje nazwisko – to moja kolej. Zebrani szydzą wzrokiem, widzieli, że byłem w WC, więc lekarz wyrzuci mnie za pusty pęcherz. A tu taki error – cwaniak jestem, upuściłem tylko trochę.
Doktorek przerzuca papiery, zaprasza na kozetkę, bierze w rękę dziwną końcówkę. Nieeeeee, no, w dupsko mi tego nie zapakuje, to jest zdecydowanie za duże. Albo zdecydowanie będzie boleć.

– proszę się rozebrać, zsunąć slipy, rozłożyć bardziej nogi, a teraz proszę wziąć małego do ręki i przytrzymać w tę stronę…

…MAŁEGO?!!?!?? Ożesz Ty kutafonie z Andromedy!!! A żebyś usiadł gołym dupskiem na zapchlonym jeżu!!! M A Ł E G O ?!?! Ty wiesz co to narzędzie zbrodni potrafi zrobić i gdzie było!???!?
Nie mówię jednak nic, cierpliwie poddaję się badaniu starając się przekonać, że to wszystko dla potencjalnego potomka. Ale niech tylko mi szczyl kiedyś mojej torby z aparatami dotknie bez pozwolenia, albo jedynkę ze szkoły przyniesie – od razu mu wygarnę, ze ma zasady w dupie, a ojciec tak się dla niego poświęcał dając się obmacywać starym dziadom o zimnych palcach!
…tylko dlaczego ten lekarz tak dziwnie się patrzy i oblizuje? CZY ON USZCZYPNĄŁ SIE W SUTEK?!?!?

Koniec badania, wychodzę z gabinetu. Za drzwiami poczekalnia wygląda jak spotkanie amatorskiego fanklubu stepowania. Biegnę do WC, będę SIKAĆ! Do ostatniej kropli!

O ja pierdolę, nigdy więcej.

Share