Kop-ciuszek

Godzina 7:50. Czwartkowy poranek.

Stoimy z Najwspanialszą-Z-Żon w kolejce, czekając na otwarcie sklepu. Tak, dałem się namówić na poranne zakupy. Do tego przed pracą. Klękajcie narody.
Stoimy, czekamy. Ogonek wije się na dobre 20 metrów. Część osób grzecznie stoi w kolejce, ale kilku wywrotowców stara się jakby oskrzydlić kolejkę i zaatakować wejście od drugiej strony. Co jurniejsze babcie zaciskają dłonie na laskach i parasolkach jakby sygnalizując, że przed nie wpychać się nie warto. Bo w ryj.
Tak, stoimy w kolejce do lumpa. Dziś czwartek, a to oznacza, że wszystko za złotówkę!
Najwspanialsza-Z-Żon rozgląda się nerwowo po zebranych, jakby oceniając komu jest w stanie wypłacić z liścia w przypadku potencjalnego starcia, babcia obok świdruje mnie wzrokiem, z pogardą zerkając na kucyk, gdzieś dalej dwie niewiasty z wózkami wypełnionymi dziećmi starają się sprawiać wrażenie umęczonych i zapracowanych matek. Nie rusza to jednak pozostałych zebranych – nie z nimi te numery! Dobrze wiedzą, że wózek z dzieckiem jest tylko po to, żeby zapchać pojazd ciuchami – wszak ma większą ładowność niż koszyk! A że dziecko pod stertą oddychać nie może… cóż. Taka już cena bluzeczki za zecisze.

Czując się jakbym był z całkiem innego świata, nieśmiało zapytuję Najwspanialszą-Z-Żon:
– tu tak zawsze taki tłok w te czwartki? Taki bajzel i przepychanie?
– bajzel to będzie dopiero jak otworzą drzwi – uważaj, żeby cię nie stratowali!

E tam, zesrali a nie stratowali. 85% zebranych to niewiasty, o wiele bardziej wątłe niż ja,  w razie czego usiądę na którejś, albo docisnę dupskiem do ściany.
Wewnątrz sklepu dało się zauważyć ruch. Tłum momentalnie zamilknął, w powietrzu czuć takie napięcie, że gdyby ktoś teraz kichnął, to pozostałym puściłyby zwieracze. Jedna z posiadaczek wózka i dziecka, zmienia nieco ustawienie pojazdu, kierując go na wprost drzwi. Kruca bomba, że na to nie wpadłem – wózek ma trzy kółka, więc to trzecie – centralne przednie zadziała jak lemiesz odrzucając na boki pozostałych kupujących! Normalnie jestem pełen podziwy dla niewiasty! Do kompletu brakuje jej tylko ostrzy montowanych przy kołach i zaostrzonej, trójkątnej stalowej płyty z przodu wózka, by czynić nim większe spustoszenie pośród pozostałych kupujących.
Tymczasem atmosfera napięta jak żyły na kaczej gardzieli podczas rozmów o dupolewie i radzieckich brzozach. Najwspanialsza-Z-Żon przygarbiła się nieco, stabilniej stanęła na nogach niczym Usaj Bolt w stanowisku startowym, wbiła wzrok w drzwi i – mógłbym przysiąc – na Jej twarzy pojawiło się skupienie bez mała takie samo, jak podczas oglądania nowego, patologicznego kopytka z galaretowatą, gnijącą strzałką i zapchanymi jakimś badziewiem rowkami przystrza…

– Łotsuńta się pani bo łotwierrrrrajom!!! – wydarła się nagle jakaś starowinka i…
…się kutfa zaczęło:

Główny klin uderzenia poszedł wprost na drzwi zakręcając o 90 stopni do wejścia – część ludzi nieprzygotowana na nagły skręt zaczęła odpadać z kolejki odrzucana przez siłę odśrodkową. Nie wiadomo skąd, nagle pojawiło się kilkunastoosobowe oskrzydlenie, które wbiło się w główną kolejkę rwąc ją na dwie części. Nagle powstaje zadyma jak w młynie pod sceną w drugi dzień woodostoku – łokieć jakiś, kolano, tu ktoś górą leci, tam ktoś leży, tłum faluje i pulsuje, błyskają laski ortopedyczne, balkoniki i protezy, ktoś się drze gryziony w łydkę przez przydepniętą babulinkę, jakaś niewiasta obok wbija pazury we framugę drzwi wejściowych, nieświadomie z wysiłku nadmuchując smarkowego bąbla pod nosem, oskrzydlenie zostaje wypchnięte spod drzwi i kolejka ma już wejść do środka… I wydawać by się mogło, że losy bitwy o wejście zostały już rozstrzygnięte, gdy do akcji włączyła się posiadaczka wózka trójkołowego, który napędzony siłą rządnej ciuszka matki wbił się w pulsującą kolejkę jak samczy kieł w plaster prawie surowej, podwędzanej polędwicy i bez mała identycznie krew lać się zaczyna i jeno jęki rannych i dociśniętych do ścian i rozjeżdżanych kołami wózka słychać było…

– Dżona, gdzie jesteś?!!?!
…w przerażeniu krzyknąć chcę niesiony wbrew swej woli ludzką masą w stronę koszy z berecikami… Najwspanialsza-Z-Żon już w tym czasie jakimś magicznym sposobem na przedzie pochodu się znalazła by wyrywać, wyszarpywać wydzierać z wieszaków rzeczy, których nawet nie ogląda, a każdy jeno zagarnia, zagrabia i przed każdym innym człekiem chowa i nie jest ważne, że dziadek zgarnął babskie getry w panterkę, a kobietka dwa wieszaki dalej stara upchać w koszyku coś, co przez pomyłkę wzięła za palto, a co najprawdopodobniej jest pokrowcem na cinquecento…

8:03.
Główny szał mija, przekleństwa wydają się pojawiać jakby rzadziej, zasadnicza bójka dobiegła końca, jedynie jeszcze gdzieś przy wieszakach występują pojedyncze ogniska zapalne. Sinozielone dziecko w wózku stara się oddychać uchem – jedynym organem wystającym spod sterty przywalających je ciuchów, jedna z babć stara się wytłumaczyć innej wieszakiem, że ta druga sama jest zakłamaną kurwą babilońską co to najpierw po złotówce kupuje żeby później na targu sprzedawać, ogólnie atmosferę przepełnia miłość, wzajemny szacunek i gryzący zapach środków do dezynfekcji ciuchów.
Nagle podchodzi do mnie sterta bluzeczek i staje przede mną. Sterta posiada jedno oko i dziurkę do oddychania. Zerkam na obuwie sterty – albo to Najwspanialsza-Z-Żon, albo ktoś podpierdzielił jej buty. Zerkam jeszcze raz – na stertę – tym razem od tyłu. Zadek wydaje się znajomy, chyba jednak to jest moja Niewiasta moja.
Sterta przemówiła:
– i co, znalazłeś coś sobie?

Pffffffffffff!!!! Czy znalazłem coś dla siebie? No ja bardzo przepraszam. Ja jestem ustatkowany, szanujący się Prawdziwy Samiec! Obce mi są prymitywne przepychanki w walce o jakieś ciuchy, brzydzę się deptaniem słabszych w celu uzyskania szmatek za bezcen, jestem ponad to całe zezwierzęcenie, którego świadkiem tu byłem!
…no i mam przerzucone przez ramię cztery pary spodni, sześć koszulek, trzy bluzy, marynarkę, dwa swetry i polarową bluzę. Ale jej chyba nie weźmiemy, bo ma jakąś dziwną plamę. Coś jakby krew. No bo dziadek jej puścić nie chciał…

8:24
Wychodzimy ze sklepu. Połowa rzeczy które upolowałem dla siebie, okazała się babskimi ciuchami.
W dupie mam takie polowanie.

A następnym razem założę jaskiniowe ochraniacze na kolana, będzie można bezboleśnie taranować tych najniższych. O!

Share