Niepoprawny politycznie.

Od czasu, gdy odkryłem, że kot panicznie się boi odkurzacza – lubię odkurzać ;>
***
Piątek. Wracam z pracy. Jem obiad, kładę się na chwilę rozprostować kości. 15 minut później budzę się pół metra nad łóżkiem brutalnie wybudzony waleniem do drzwi. Półnagi i półprzytomny wstaję, idę do przedpokoju, otwieram. Dwie niewiasty wpychają mi ulotkę. Ciśnie mi się na usta gdzie mogą ją sobie wepchnąć. Jednak jako osoba cywilizowana – dziękuję grzecznie i wracam do łóżka. Sam.
Kładę się, ale tylko na chwilę. Piętnaście minut później budzi mnie ryk ‘I’m A Vampire, I’m A Vampire, I’m A Vampire…’ otrząsam się ze snu, chwytam telefon, mama dzwoni. Noszzzzz… Najgrzeczniej jak tylko mogę informuję Ją, że właśnie uciąłem sobie popołudniową drzemkę i nie za bardzo mnie w tym momencie obchodzi, że dziś na plaży nad morzem był trochę cieplejszy piasek. Kończę rozmowę, odkładam telefon (jeb!), układam się… coś zaczyna mnie ugniatać. Otwieram oko – kot zrobił sobie ze mnie kocyk. I ma mokry nos. Nos, zimny mokry nos którym już widzę, że ma zamiar dotknąć mojego CIAŁA! KSZZZZZZZ!!!! Nie poszedł. Informuję go, że chcę być sam wypłacając mu z liścia w twarz. Ucieszył się, że się z nim bawię i ruszył z pazurami na moją stopę.
3 minuty później kot ma areszt domowy w łazience. Wracam do łóżka. Zamykam okna by było ciszej. Zamykam drzwi z przedpokoju by nie słyszeć pukania. Kota przez łazienkowe drzwi informuję, co mu zrobię maszynką do wyciskania czosnku jeśli będzie się tłuc w łazience. Wracam do łóżka. Układam się. Zasypiam.
Mija 10 minut, dzwoni Najwspanialsza-Z-Żon. W słuchawce słyszę: ‘co robisz? tęsknisz? jak minął dzień?’.
Nie wiem, z jakiego powodu w tym momencie stanęła mi przed oczami kompilacja składająca się z nadzianego Azji Tuchajbeja, komina na wsi i tyłka Najwspanialszej-Z-Żon.
***
Zazdroszę ludziom, którzy mierzą czas dniami. Nie godzinami, minutami, lecz dniami. Podstawową jednostką ich czasu jest dzień. Zróbmy coś, co zajmie nam dwa dni, zrobimy to za trzy dni. Niesamowite jest, w jakim żyją spokoju nie zerkając co chwilę na zegarek. Chyba im zazdroszczę życia wg naturalnego podziału czasu pt. dzień-noc.
***
Dane mi jest ostatnio być często obserwatorem imprez pt. Ślub. Dane mi jest odrobinę wspierać otoczkę wszelakich wydarzeń związanych z obrączkowaniem się ludzi brnących do ołtarza niczym lemingi w stronę skarpy. I bawi mnie to. Cholernie bawi mnie obserwacja zdenerwowanych Młodożeńców, ich rodziców, świadków, każdego człowieka, dla którego dzień Ślubu jest dniem końca świata, w którym to dniu należy 3 razy zemdleć z nerwów, dwa razy dostać ataku paniki, przynajmniej raz wypada cierpieć z powodu nerwosraczki, a już przynajmniej 7 razy wypada się rozpłakać. Do tego wszystkiego powinna dojść panika z powodu przejazdu bryczką (konie na pewno poniosą i zabiją Młodych), dodatkowo mała obawa, że pod kościołem konie przejadą po gościach składających życzenia, a na 100%, ale to na pewno, na 100% przy wsiadaniu bryczka nagle ruszy wywracając Panią Młodą podwoziem do góry. I wszyscy zobaczą, że z takim prześwitem to ona na pewno już nie dziewica.
Tak tak, jestem złośliwy. Ale mnie to bawi no…
***
Niepoprawny politycznie dowcip na dziś:
– dlaczego lew po posiłku liże sobie tyłek?
– żeby zabić w ustach smak murzyna.
Share