Śmiertelnie poważnie

Napisane ponad 7 lat temu:

Leże przed tv i słyszę pukanie do drzwi. Otwieram. Przed drzwiami stoi jakiś gość w czarnych ciuchach. Ogólnie to wygląda trochę jak ksiądz, tylko kosa mi jakoś do księdza nie pasuje. Myślę sobie – pewnie trawnik kosi przed blokiem i przyszedł o coś zapytać. Rozpoczynam więc rozmowę:
– Eeeeeeeee w czym mogę pomóc?
– Dzieńdobry, jestem śmierć.
No faktycznie, zbyt zdrowo gość nie wygląda, właściwie to mógłbym pozować do ulotek poświęconych anoreksji i bulimii.
– Śmierć? Bardzo mi miło, ale w czym mogę pomóc?
– No bo ja właśnie przyszedłem po pana.
– Mam teraz gdzieś iść?
Jakoś specjalnie mi się ten pomysł nie uśmiechał. Zaraz miał być film… Poza tym łażenie wieczorem po mieście w towarzystwie kolesia z dwumetrową kosą mogło się zakończyć co najmniej spisaniem przez pały.
Informuję więc Pana Śmierć kulturalnie:
– No ale ja się nigdzie nie wybieram.
– Niestety, musi pan, mam tutaj nakaz zabrania podpisany przez boga.
– Którego?
Tu śmierć można powiedzieć przybladł nieco, szczęka mu opadła. Chyba trochę mocniej zacisnął dłoń na kosie, bo cholernie pobielały mu knykcie.
– Co to znaczy którego???
– No normalnie, którego boga? Katolickiego? Protestanckiego? Boga Krisznowco? Kociej wiary? Buddy? Czy może jakiegoś plemiennego bożka?
Śmierć stał chwile bez ruchu, po czym podrapał sie w glowe i stwierdzil:
– To ja się proszę pana jeszcze dopytam i wrócę gdy dokładnie będę wiedział.
– Ok, to do widzenia.
Wróciłem do oglądania TV. Dwa tygodnie później znalazłem w gazecie ogłoszenie: “Dr Śmierć pozbędzie się każdego chwasta w Twoim ogrodzie! Profesjonalne koszenie, strzyżenie trawników oraz żywopłotów.”
No to przynajmniej jeden poradził sobie z kwestią wiary – pomyślalem.

*****

Czarny zdzir wraca co jakiś czas i kręci się człowiekowi koło dupy. Kręci się i czeka, aż człek nieświadomie naszcza na skrzynkę z bezpiecznikami, skoczy na główkę do pustego basenu, lub puści siarczystego bąka odpalając papierosa.
Bum – i po życiu.

*****

Od 2ch, może trzech dni natrafiam ciągle na na zdjęcia The Kelly Family. Łeb automatycznie wraca do wspomnień początków szkoły średniej, ludzi, przyjaźni, naszych losów i do myśli: czy samochód który załatwił Małą uczynił to błyskawicznie, czy też powoli wyciskał z niej życie opatulone we wrzask umierającej dziewczyny. Zastanawiam się wtedy, czy Mała przechodząc do stanu którego nie pojmujemy przez nasze ludzkie ograniczenie, była świadoma tego, że staje się nieśmiertelna. Niezniszczalna. Trwalsza niż spiż i odporniejsza niż pojeby spod krzyża przy Pałacu Prezydenckim. Za każdym razem, gdy na moment wracam wnętrzem łba, do wydarzeń, scen z przeszłości, to nie tylko odgrywają się pod moją czaszką zapamiętane sceny, lecz przenosimy się wszyscy na moment do chwil, gdy rzucanie karpiem po klasie było lepszym pomysłem, niż wsadzanie sobie rodzynków do ucha, lecz gorszym od zrobienia ogniska w misce z ziemniakami. Rzeczywistość przenosi się tam, gdzie skupia się świadomość. A wtedy wszyscy w komplecie. I wszyscy żywi.

Stojąc czasami pod siatką, lądując na tartanie, czy dostając piłką w ryj zastanawiam się, jak bardzo szczęśliwy był w momencie śmierci Marek. Pomimo zaleceń lekarza – grał przez całe życie, kochał to co robił – i  w trakcie gry umarł. Padł. Nie wstał. Wiecznie biegnący – nawet umierając potrzebował kilku dni, by powoli wyhamować i ostatecznie zostawić piłkę i cały świat za sobą.
Kolejny nieśmiertelny.

Obserwuję ludzi. Staram się ich analizować. Odnoszę wrażenie, że im bliżej człowiek śmierci, tym bardziej ma ochotę żyć.

*****

Następne zdanie dotyczy każdej z religii: wyobraźcie sobie co by było, gdyby bóg miał ogon.

Share