Jeden dzień z 30latkiem

05:10 Dzwoni budzik w telefonie. Otwieram jedno oko, uruchamiam dwa palce, przestawiam bydlaka na 6:10. Nie będzie mi elektroniczny pomiot mówić, do kiedy mogę spać.

06:10 Budzik znów dzwoni. No uparło się bydle czy jak? A kij mu w oko. Jebut – przestawiony na 6:25 Przyklejam się do ciepłego organizmu Najwspanialszej-Z-Żon i zasypiam.

06:25 Czy ten wyrób imperialistycznego, zakłamanego, zapasionego fastfoodami kolosa nie może się odwalić? Znów drze ryja, że trzeba wstać. Wstaję. Ruszam w stronę łazienki. Pies śpi w pozycji “nie wiem jakim sposobem nie ma złamanego kręgosłupa”. Kot szydzi spod sterty czapraków. A mysz mu w oko, napierdzę mu za to obok głowy gdy będzie wieczorem jadł.

06:30 Wtaczam się pod prycznic. Gdybym miał mniejszy organizm, to poranne szorowanie fizjonomii zajmowałoby mi mniej czasu.

06:35 Wyszorowany, wysuszony, pachnący szukam ciuchów. Jest koszulka. Albo wykrochmalona, albo już się nie nadaje do noszenia. Wybieram inną

06:37 Kompletnie ubrany idę cmoknąć Najwspanialszą-Z-Żon w zaspane lico. Zbliżam się do Niej, cmokam w policzek – nic. Cmokam mocniej – nic. Odchrząkuję – nadal nic. Zastanawiam się, czy nie lutnąć Jej poduszką. Gryzę w szyję – pomogło. Otwiera lewe oko, uruchamia procesy myślowe. Dowidzeniuję się i wychodzę z domu.

06:39 Zastanawiam się, czy iść od razu do pracy, czy może podskoczyć najpierw do bankomatu. Bez bankomatu szybciej, ale z nim będzie możliwość kupienia gazetek w drodze powrotne. Liczę drobne w kieszeni – bankomat wydaje się nieunikniony. Ruszam w jego stronę.

06.40 Jest bankomat. Przed bankomatem zaspana niewiasta. Klepie w tę klawiaturę, klepie, klepie, klepie… Co ona do cholery, gra na nim w tetrisa? Rzucam okiem na centrum miasta. Sprzątaczki zaganiają pawie chodnikowe do śmietnika, okoliczni żule zaczynają rachować drobne. Zapewne będzie im trzeba dorzucić na gleborzuta gdy mnie wypatrzą.
Kobieta od tetrisa na bankomacie chyba skończyła wszystkie plansze, oddala się. Wypłacam pieniądze i ruszam w stronę pracy.

06:49 Warzywniak. Trzeba kupić śniadanie. Pomyślmy – ziemniaków gotować nie będę, buraka chrupać w trakcie pracy też nie za bardzo pasuje… Dobra, i tak wezmę banany i jabłko.

06:54 wchodzę do firmy. Ochrona przewieszona przez okoliczne meble stara się nie spać.

06:57 Włączam czajnik, siadam przed komputerem, moszczę dupsko by przyjąć najoptymalniejszą pozycję do wielogodzinnego posiedzenia w służbie ludzkości. Loguję się do systemu. Nie zdążyłem zobaczyć ekranu powitalnego, gdy czajnik radośnie oznajmia, że woda na kawę gotowa. Cholera, po kiego kija się mościłem, teraz trzeba będzie od nowa wpasować dupsko w siedzisko.

06:59 Kawa zrobiona. Siadam przed komputerem moszcząc po raz 2gi dupsko tak, by przyjąć najoptymalniejszą pozycję do wielogodzinnego posiedzenia w służbie… A srał to pies. Włączam pocztę…

[Aktualizacja]

07:10 Poczta sprawdzona. Do wgrania poprawka do poprawki do poprawki do poprawki ostatniej poprawki, oraz do przeanalizowania mail z którego można wywnioskować, że jego autor ma albo poważne problemy z precyzowaniem myśli, albo jego kot chodził po klawiaturze i wysłał do mnie na skrzynkę to, co wytuptał. A właśnie, zamiast karnego pierdnięcia na kota – położę sobie na kolanach i będę mu czytać radosną twórczość użytkowników.

07.20 Jakas persona mi marudzi na komunikatorze. Jak mam się tu skupić na pracy, jeśli ktoś mi barwnie opisuje dwie niewiasty skąpane w oparach końskiego nawozu? Aż pojawiają się w głowie wspomnienia, gdy Najwspanialsza-Z-Żon przerzucała kiedyś siano w zasranym boksie mając na stopach jedynie japonki.

07:40 Pani nie widzi końcówki i jest smutna. Chciała mi podać nr komputera, ale tej cholernej końcówki nie ma. Widocznie albo ma słaby wzrok, albo skromnie obdarzonego maila.

07:50 Nadal wisimy na telefonie i szukamy końcówki. Nikt nie wie po co ona jej potrzebna, ale jest na 100% niezbędna.

07:52 Mam awanturę na telefonie, że biedna kobita musi na moje życzenie nurkować pod biurkiem. No ale gdzie do cholery chodzi występują końcówki kabli jak nie na ziemi?

07.53 Chodziło o końcówkę adresu IP, użytkownik obsłużony.

08:12 Brnę przez papiery. System, który z pięciu papierów miał zrobić dwa, wymaga wypełnienia sześciu dokumentów. Ku chwale ojczyzny!

08:18 Poprawiam bałagan po użytkownikach. Ich kreatywność jest nieograniczona. Tłumacząc na przykład z życia wzięty: człowiek chciał zamówić w systemie informacje o Kliencie A, ale zamiast tego zamówił kontener majtek które teraz próbuje wepchnąć do katalizatora w swoim samochodzie.

08:29 Wypita kawa chce wrócić na powierzchnię. Pora iśc siku. Po zakończeniu czynności których opisywać nie będę, zerkam w lustro. Cholera, zapomniałem się rano ogolić. Moje oblicze przypomina wyleniałe łono 80letniej rumuńskiej kurtyzany. Tzn nie to, że miałem okazję korzystać z usług takowej, czy coś…

[Aktualizacja]

08:39 Ciąg dalszy walki z błędami użytkowników. Przypomniał mi się tekst usłyszany od klienta, gdy pracowałem w Media: “chciałem kupić telewizor, ale zaszła pomyłka i kupiłem monitor”.

08:50 Pod naszymi oknami po 2giej stronie uliczki robotnicy ustawili rusztowanie by doprowadzić ścianę do stanu, który nie powoduje odruchu wymiotnego u przechodzących ulicą przechodniów. Mistrzostwo świata – rusztowanie wygląda jak DNA, do tego stoi na rozsypujących się deskach. Stoimi w oknie czekając, aż to wszystko pierdachnie na dół grzebiąc pod sobą robotników i zaparkowane obok samochody.

08:53 Sącząc herbatkę zerkam na blok po 2giej stronie. Robotnicy zbijają cegły, w okne naprzeciwko pojawia się powabna niewiasta i zaczyna się ubierać, co oznacza, że jest… Prawie wypadam z okna.

08:53 WIDZIAŁEM CYCKI!!!

08:54 Nadal mam ślinotok, to z pewnością po herbacie.

08:58 Obce cycki to dobry omen. Dziś z całą pewnością zdarzy się coś dobrego. Ze zdwojoną energią zabieram się do pracy.

09:23 Chyba przejadł mi się smak bananów. Jestem gotów polać je keczupem. Praca wre.

09:31 Robotnicy na rusztowaniu śmierci dzielnie walczą z cegłami. Miło posłuchać ludzi czynu, nauczyłem się trzech nowych przekleństw.

09:48 Przychodzi jeden z ważniejszych użyszkodników. Upiera się, że program stworzony do szkolenia ludzi, powinien także obsługiwać zdalne sterowanie lodówką, pralką i golarką do włosów w nozdrzach.

09:55 Nie ma nic gorszego, jak użyszkodnik, który “się zna” bo on kiedys “pracował na komputrze” i wie lepiej. Człowieku! Pracowałeś przy komputerze w czasach, gdy po ulicach jeździły Wołgi, a wspomnianymi “komputrami” była radziecka myśl technologiczna zaklęta w maszyny liczące! A w dupie to wszystko mam, idę coś zjeść!

10:12 Powrót ze śniadania. Agresja minus 10. Nic tak nie poprawia humoru, jak spożycie kilku martwych zwierzątek. Wracamy do pracy…

[Aktualizacja]

10:34 Budowlańcy bawią się w stado dzięciołów. Walą młodkami w ścianę, nie da się pracować. Zaraz tam zejdę i wsadzę jednemu z 2gim ten młotek w mroczną stronę organizmu…

10:41 Będąc ekstremalnie zamyślonym, zacząłem grzebać palcem w uchu. Wyciągnąłem coś ciekawego – przypomina nieco ektoplazmę z Pogromców Duchów. Szkoda, że nie ma tu kota, mógłbym mu to dać do powąchania – ciekawe co by zrobił.

10:43 Próbowałem ulepić ektoplazmy ludzika. Nie udało się. Rzucenie etkoplazmą w robotników też odpada – za daleko…

11:14 Chwila przerwy, szybki rzut okiem na wp.pl: Karambol na drodze, kaczka, pis, czyli same dramaty, nie ma co czytać.

11:29 Praca wre, informatyczny amok. Paski postępu są już tak długie, że plączą się pomiędzy okienkami na ekranie, pobór prądu wzrósł o 30%, jak włączę jeszcze jeden program w tle, to pogasną światła w kiblach.

11:51 Zgubił mi się prawie-ludzik z ektoplazmy. Szukałem pod biurkiem, na biurku, w papierach, nigdzie go nie znalazłem. Może to była jakaś obca forma życia która chciała sprawdzić nasz rozwój technologiczny?

12:04 Zapomniałem się siedząc w słuchawkach i klepiąc w klawisze, zacząłem podśpiewywać sobie “miałem ochotę by wyrazić swój protest, ściągnąwszy gacie pokazałem dupę…” dalsze śpiewanie zostało przerwane morderczymi spojrzeniami rzucanymi w moją stronę przez współpracownice. Zdecydowanie nie są fankami Rogudzkiego.

12:34 Jeszcze 2,5 godzinki i do domu. Robotnicy na rusztowaniu śmierci zmagają się nie tylko z grawitacją, ale też z przełożoną, która udziela mi fachowych porad. Obawiam sie, że blok zamiast być – jak do tej pory – szary, teraz stanie się pistacjowo-turkusowy z amarantowymi motywami.

[Aktualizacja]

12:56 Przejechałem krzesełkiem po zaginionej ektoplaźmie. Nawet jeśli to była obca cywilizacja, to już nie żyje.

13:16 Na trzy komputery wyświetlające zawartość jednego wspólnego katalogu, mamy cztery wersje jego zawartości.

13:59 Zdecydowanie nie powinienem jeść tyle owoców. Mam taki kocioł w brzuchu, że aż strach kaszlnąć.

14:40 Nadchodzi koniec dniówki. Mózg wykończony, procesy myślowe przebiegają nie do końca poprawnie. Przed chwilą próbowałem przesłać zdjęcie do komputera za pomocą sznurówki.

15:04 Przeszedłem 37 plansz Vector Tower Defence 2. Znaczy się, że jest rekord i można iść do domu!

[Aktualizacja]

15:22 Powrót do domu. Pies z kotem robią konkurs, kto zrobi głupszą minę na powitanie Pana (znaczy się mnie).

15:30 Nic nie może równać się z rozkoszą żeglowania po własnym mieszkaniu w samych gaciach. Intonując jakąś szantę biorę się za obiad. Pies z kotem słysząc mój śpiew myślą, że na nie krzyczę, chowają się więc pod meblami.

15:50 Najedzony samiec to szczęśliwy samiec. Krótki przelot przez pocztę… Żadnej reklamy viagry? Chyba spamerzy doszli do wniosku, że nawet viagra mi nie pomoże.

16:10 Pora wyprowadzić psa, kupić coś do picia, zebrać się na trening. Pies zachwycony, kot obrażony – nie dostał na obiad łososia, kawioru na lodzie, wędzonej makreli i pasztecików z nogi węża.

16:30 Ruszam na trening. Chyba pora umyć samochód, szukając go na parkingu pomyliłem go ze stertą gnijących liści

17:00 Zaczyna się trening. O Wielki Latający Potworze Spaghetti, miej mnie w swojej opiece!

18:45 Koniec treningu. Okazało się, że nie mogę wykonywać jednego z ćwiczeń, bo nie posiadam mięśni odpowiedzialnych za odpowiednie uniesienie jednej z kończyn. Niedługo się okaże, że powinienem jeszcze mieć mięśnie na uszach.

19:15 Wielki powrót do domu. Pies się cieszy, kot też jakby optymistyczniej do mnie podchodzi. W połowie drogi z legowiska w moją stronę, przypomniał sobie akcję z łososiem, kawiorem itd. Obrócił się sfoszony na wszystkich czterech piętach i poszedł lizać sobie jaja. Zdziwił się gdy przypomniał sobie, że ich nie ma. Dobrze mu tak.

19:30 Najwspanialsza-Z-Żon rusza ze stajni do domu wioząc dwa wygłodniałe żołądki. Uwalę pizzę, niech ma! W końcu umiem!

20:10 Wjechały mi do domu dwa Wielkie-Głody czyniąc spustoszenie w pizzy. Dam obciąć sobie pół lewej ręki, że Najwspanialsza-Z-Żon tyle nie jadła przed ślubem!

20:45 Siadamy do obrabiania zdjęć…

23:30 Koniec obrabiania zdjęć. Widziałem więcej zdjęć konia i wyginającej się niewiasty, niż jest w stanie unieść ludzki mózg. Konie tutaj, tam, tak srak, owak, i ani jednego gołego cycka!

23:40 Radość z gościa gdy przychodzi do domu, może równać się jedynie z radością, gdy już sobie idzie w pizdu? Chyba jednak nie w tym przypadku. Ostatnie dwa słowa zamieniają się w długą dysputę, tematy której mogłyby zawstydzić nawet markiza de Sade.

23:50 Łóżko!

Share