• "date": "9 grudnia, 2011"
  • "title": "Ginekologicznie"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2011/12/ginekologicznie.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/8003570108740648184"

Słowem wstępu do notki:

– Co ma wspólnego ginekolog-krótkowidz i miś koala?
– Wilgotny nosek.

Tak, będzie dziś ginekologicznie.
Jako, że staramy się powielić nasze geny z Najwspanialszą-Z-Żon, jesteśmy zmuszeni chodzić na Jej okresowe przeglądy podwozia. Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje za zamkniętymi drzwiami gabinetu lekarskiego, lecz NA PEWNO jest to niczym w porównaniu z tym, co przeżywa mężczyzna (znaczy się ja) w poczekalni otoczony przez patrzące nań z wyrzutem niewiasty, których wzrok mówi:

– “patrz, co narobiłeś zboczeńcu tym swoim fajfusem, siedzisz tu sobie neandertalczyku na krześle niczym na tronie, a ta biedna twoja kobieta, jedna z nas wielu – ofiar waszych męskich zboczonych zapędów cierpi na fotelu przechodząc wszelkie te okrutne zbrodnicze badania ktorych bolesność może być porównana jedynie z łamaniem na kole! Ty świnio, ty samcze, jesteś jak każdy facet źródłem wszystkich naszych cierpień i problemów z tym swoim”…

…itd itd, etc. Riposta? Prosta: popatrzeć na lico rzucającej wzrokiem oskarżenia, następnie na jej brzuszek i pokiwać głową mówiąc samczymi ślepiami: “wiem, co robiłaś, świnko!”. Działa w 100%

Nigdy nie rozumiem, dlaczego mężczyzna w poczekalni gabinetu ginekologicznego jest takim nietypowym zjawiskiem. Ile razy tam byłem, tak widziałem może z 3 facetów. Nie wiem… Może bijące z każdej ściany schematy wagin są dla niektórych przytłaczające? Na pewno jesteśmy – my, mężczyźni – osaczeni. Osaczeni przez oczekujące na badanie niewiasty, osaczeni przez walające się wszędzie w poczekalni BABSKIE pisemka, osaczeni przez pielęgniarki w rejestracji, które najchętniej by nas rozerwały na strzępy za samo wchodzenie do tej Świątyni Niewieściego Kapcia.
I tak jak już kiedyś pisałem (może nawet i na tym blogu) spróbuj samcze jeden oddać w ręce pielęgniarki kubeczek z próbką nasienia! O bogowie na Olimpie! Lepiej od razu rzucić się z okna, niż zaburzać swą nędzną osobą spokój i ciszę panującą w rejestracji gabinetu! A jeśli spróbujesz samcze oddać kubeczek – wtedy dopiero rozpęta się piekło! Obrażona na cały świat pielęgniarka z wyrazem obrzydzenia na twarzy popatrzy na Ciebie, na pojemnik w ręku trzymany, rękawiczkę ostentacyjnie założy by podkreślić swoje obrzydzenie próbką trzymaną przez Ciebie w dłoni, a następnie wzrokiem mówiącym “wiem co robileś z tym biednym pojemniczkiem ty zboczony kubkojebco” łaskaaaaaaaawie przejmnie od Ciebie efekt samczych robótek ręcznych.
Ożesz Ty pielęgniaro jedna, a żebyś się potknęła podczas badania i żeby Ci sie to wszystko wylało i chlapnęło na twarz!

I powiedzcie mi, że to Kobieta ma na sobie głowny ciężar noszenia i rodzenia dziecka. A guzik prawda! O nas – mężczyznach nikt nie pamięta! To odpowiednią paszę dostarczyć, to do apteki skoczyć, to znów w gabinecie swoje odcierpieć… Wszyscy dookoła tylko czekają, dopytując się, kiedy będzie berbeć. Tia, robić nie ma komu, a bawić dzidzię to chcą kurna wszyscy! I nikt na końcu o nas – wołach robczych – nie pamięta!

Apteka.
Stoję z receptą chcąc wykupić Najwspanialszej-Z-Żon magiczne coś, co się wkłada tam, gdzie słonce nie trafia. Sympatyczna pani magister przyjmuje z moich rąk receptę, zezuje to na zapiski lekarza, to na mnie, w końcu zapytuje nieśmiało:
– przepraszam, to dla pana?
– obawiam się, że nie posiadam odpowiedniego osprzętu, żeby zaaplikowac sobie to lekarstwo, a do mojego wylotu to chyba nie do końca pasuje. To dla żony.
– ufffffffff, taką też miałam nadzieję, bo niewyraźnie trochę tu było napisane…
Nie wiem co takiego powiedziałem, ale stojąca obok starowinka omal nie dostała zawału, wylewu i chyba od razu wniebowstąpienia. Aż jej się berecik z antenką przekrzywił.
Po wyjściu z apteki dzielę się wrażeniami z Najwspanialszą-Z-Żon. Zaciekawiona zerka na pudełko, później na receptę i zdziwiona zapytuje:
– to kosztowało tylko 1,80zł????
– dokładnie, chyba jakiś refundowany lek to musi być…
– ale tylko 1,8 zł???? lekarz mnie chyba nie szanuje!!!
– może stwierdził, że masz już za duży przebieg i nie warto inwestować…

Tia.. zdecydowanie nie załapała tego żartu.

Share

nie wiem jak u Was, ale u mojego oglądacza podwozia są pisemka dla mężczyzn i widok mężczyzny w tym gabinecie nie jest mi obcy 😉 a i lekarz wpuszcza faceta do gabinetu razem z żoną/kochanką/partnerką i pozwala zostać przy badaniu 😉 chyba mało który lekarz na to pozwala 😀

O kurde, to by było fajne – być obecnym podczas badania… Już widzę te merytorycznie uzasadnione pytania zadawane lekarzowi:
– panie doktorze, a czy jak poświecimy Najwspanialszej-Z-Żon latarką w usta, to czy na dole będzie widać światełko?
– ale fajne narzędzie – czy mogę ja spróbować je zainputować?
– panie doktorze, zechce pan zrobić nam pamiątkowe zdjęcie?

😉

Prokreacja jest przereklamowana… ale czynić ją trzeba 😛

P.S. Jako ciut starszy Twój rówieśnik 😉 dam Ci rade.

Nie pozwól by o Twoim potomku mówiono "wykapany tatuś" – od razu prostuj że on jest z pełnego, za przeproszeniem, wytrysku 😀

ja miałem dwa dość różne doświadczenia z serii ginekologicznej.
1) NFZ! Od razu wiedzieliśmy, że będzie dramat. Gdy po wstępnych pertraktacjach doszło do etapu "na stół!" zapytałem czy mam opuścić salę tortur, Pani doktor powiedziała, żebym sobie posiedział przy jej biureczku. Nim się spostrzegłem moja kobieta piorunowała mnie wzrokiem, bo miałem pełne spektrum jej intymnych miejsc przed mymi oczyma – odwróciłem wzrok. Jakkolwiek to zabrzmi – lubię to miejsce u niej, ale nie w takich okolicznościach. A! Potwierdzam – na korytarzu kobieca masakra wzrokiem a'la "Co Ty tu k**** robisz!?".
2) Prywaciarz. Nasz ukochany ginekolog. Wyczerpujące odpowiedzi, zawsze pyta czy mamy jeszcze jakieś pytania lub wątpliwości. Zawsze jestem przy badaniu, ale stół jest ustawiony w taki sposób aby zapewnić pełny komfort pacjentce (w oddaleniu i tyłem w stosunku do biurka lekarza). Po prostu bajeczka. Na korytarzu zazwyczaj Panie i Panowie, pełna kultura, bardzo miła obsługa w recepcji. Za ten komfort jestem gotów płacić półtorej bańki za wizytę.
BTW – doświadczenia me są świeże jak dzisiejszy śnieg – jestem il Padrinho od 3 miesięcy. 😀 P.S. Powodzenia!