• "date": "21 grudnia, 2011"
  • "title": "Kobiecie nie dogodzisz."
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2011/12/kobiecie-nie-dogodzisz.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/6573072302573675923"

Spożywam mięsiwo z mięsiwem w sosie mięsiwowym – źle. Od razu słyszę od Najspanialszej-Z-Żon, że dostanę szkorbutu, eboli, zatkają mi się żyły, uszy i będę miał osteoporozę wątroby. No to biorę się za owoce – i też źle. Moja wina, że lubię dziabnąć więcej niż jedną mandarynkę? No, a że przytargałem już do łóżka dwa kila to nie będę odnosić, co mam zbędne przebiegi po mieszkaniu robić… Oczywiście spożywanie mandarynek też grozi mi śmiercią, a do tego sprawia, że podobno brzydko zachowuję się w nocy. I znów moja wina, że jak mi się w brzuszku jakiś maleńki bączuś zaplącze, to przez sen uda mu się wymsknąć… Przecież nikt nie kontroluje takich rzeczy gdy śpi, prawda? A że bączuś zdmuchnął z nas kołdrę i rzucił nią o przeciwległą ścianę – zdarza się. Niestety, Najwspanialszej-Z-Żon tego nie wytłumaczysz.

Za oknem pierwszy śnieg. Sypie na potęgę, jakby pogoda chciała nadrobić stracony czas. Pod ZUSem emeryci i renciści niczym pijane pterodaktyle starające się kroczyć na ziemi, łapią równowagę na swoich szczudłach, laskach, kulach, czy kto na czym się porusza. Gdyby nagrać ich walkę na video i podłożyć pod to jakiś dubstepowy kawałek – byłby gotowy klip do MTV.

Chce mi się lepić bałwana. Teoretycznie mógłbym spróbować wyciągnąć wieczorem Najwspanialszą-Z-Żon przed blok i namówić Ją do ukulania jakiegoś monstrum, jednak jak znam życie – gdy wróci wymarznięta ze stajni, to na moją propozycję odpowie mi delikatną sugestią, gdzie mam sobie wsadzić bałwanka, choinkę i od razu bożonarodzeniowego króliczka.
Heh, pamiętam doskonale czasy, gdy jako dzieciaki czekaliśmy na pierwszy śnieg, by tarzać się w nim, robić bazy, bałwany, obrzucać śnieżkami, rzucać się w puch i robić orzełki. Gdy teraz pomyślę, ile psich kup znajduje się na trawnikach, które wtedy z takim zaangażowaniem polerowaliśmy własnymi organizmami – aż mam ciary na plecach. Nie wiem, jakim sposobem za młodu nie udało mi się ani razu wrócić do domu z jakąś rozmazaną brązową kredką na plecach. Chyba jakaś wróżka gówniuszka musiała czuwać nad naszą małoletnią bracią.

Święta idą – to fakt. Jakieś dwa albo trzy dni zostały. Dostaliśmy z tej okazji od znajomej podareczek: makaronowego aniołka. Ni mniej, ni więcej, tylko anioł z gitarą elektryczną zrobiony z suchych klusek. Wszystko to chlapnięte złotą farbą, prezentuje się nawet zacnie. Problem w tym, że jest to z makaronu, więc jak dla mnie – służy do zeżarcia. Niestety – gdy tylko zbliżam skrzydlatego kluskomościa do twarzy – Najwspanialsza-Z-Żon zaczyna na mnie dziwnie zerkać. No i co ja mam wtedy powiedzieć mając już aureolastego przy jamie gębowej? Jak spożyję – będzie znów, że jestem obżartek. Gdy odstawię od twarzy – moja 2ga Połowa pomyśli, że chciałem go całować czy coś, więc co ja mam kurwa zrobić, zaśpiewać mu “Jezus malusieńki”?

Święta idą, Drodzy Państwo.
Jeśli z kimś nie będę się już widzieć na 30latku – spokojnego odpoczynku życzę!

PS. Właśnie widzę, że jedna z moich współpracownic, która ma zwyczaj przynosić do pracy dziwne rzeczy spełniające u Niej rolę paszy – obrywa kwiatka. Sądząc po tym, co ostatnio jadła – nie wiem, czy nie ma w zamiarze zeżreć tego co oderwała. I niech mi ktoś powie, że to ja jestem jamochłon.

Share

Nie no, mnie sie zawsze humor poprawia jak Cie czytam, nawet kapusta wyłażąca z garnka mnie jakoś mniej deprymuje… i pies co próbuje znaleźć jakiś miły kąt w którym wreszcie spokojnie zamorduje bambosze ^^

"więc co ja mam kurwa zrobić, zaśpiewać mu "Jezus malusieńki"?"

hyhyhy….

Teraz powoli analizuję te twoje cudowne wpisy i dochodzę do wnioski, ze posiadasz wspaniałą żonę, która Cie tak na poważnie kocha!. – ja, jak połowa tutejszych kobiet czytająca twojego bloga, nigdy by nie wyraziła zgody na tego typu wpisy.

Kobiety mają wobec męskiej płci wiele wymagań… Twoja żona to Bogini martwi się o swojego księcia, zjadanie zbyt dużej ilości mięsa groźni nie tylko chorobami które wypisałeś jest ich po porostu mnóstwo, najwięcej chemii zagrażającej życie człowieka właśnie jest w MIĘSIE! A z drugiej strony, czy pomyślałeś o tych zwierzętach, w jaki sposób zakończyły swoje życie na ziemi? Nie, oczywiście że nie, ważne że dobre !? ;/
Owoce, zdrowa rzecz lecz też posiadająca wiele chemii, lecz mniej niż okropne mięso.
Ale aż 2 kilo, zabrać do łóżka i tak po prostu je zjeść. Czy ty zwariowałeś? Z łóżkiem powinny się kojarzyć najmilsze wydarzenia, a nie Książe obierający mandarynki i na dodatek mlaskający obrzydliwie nad uchem! A później w nocy, wyłaniające się spod kołdry obrzydliwe zapachy… BLE>!
Człowieku postaw się na jej miejscu i zmień te okropne nawyki !

Wiesz, psie kupy na trawnikach to tylko i wyłącznie wina naszego wspaniałego społeczeństwa, nie miejmy pretensji do biednych zwierzaków, gdyż gdzie one maja się wydalić jak nie na trawniku przed naszymi blokami? A obowiązek każdego właściciela jest być przygotowanym na każdą awaryjną sytuację, powinien trzymać w lewej dłoni tylko i wyłącznie małą reklamóweczkę przeznaczoną na psie odchody- delikatnie zebrać te śmierdzące czekoladki a następnie wrzucić je do pojemników wyznaczonych na tego typu "rzeczy", lecz gdy nie ma takich wyznaczników, należy wrzucać do koszów. To nie jest takie trudne, a dzięki temu nie będziemy musieli prać psich odchodów w naszych pralkach, które przynoszą nasze pociechy 🙂

Prezentów takiego typu się nie żre!

Pozdrawiam CIEBIE i TWOJĄ ŻONĘ ! 🙂