Sexistowska notka o dyndających kalafiorach.

Szósta -pindziesiont-czi.
Droga do pracy. Niekończące się schody w górę, które należy pokonać jedynie po to, by po 2giej stronie wiaduktu identycznymi zejść na dół.
Lewa noga, prawa noga, lewa noga, prawa noga. Nieprzytomnym wzrokiem gapię się przed siebie. Dwa metry przed mym licem wspina się w górę posiadaczka gigantycznej dup… Nie, dupa to za mało powiedziane. Gigantycznej NADDUPY, odzianej jeno w obleśnie, przylegające, sprane, zmechacone getry. Leginsy. A kij z tym jak to się zwie.

KURWA MAĆ!

Niewiasty drogie! Milion pińcet sto dziewincet razy można Wam powtarzać – leginsy to nie spodnie, zakryjcie dupę! Ale nie, nie dociera…
Dlaczego tak ciężko pojąć Wam, że obcisłe, przylegające do tyłka, cienkie leginsy czy jak to się zwie, nie są przeznaczone dla wszystkich? Skąd to się bierze, że uparty jak osioł Babski Ród wbija się ślepo we wspomniane wdzianko z przekonaniem: “jeśli modelka ze zdjęcia dobrze wygląda, to ja też będę dobrze wyglądać”. A taki chuj!
Modelka ze zdjęcia spędza na siłowni 3 godziny dziennie tylko po to, by jej tyłek był godzien leginsowego okrycia!

…i lezie później leginsozilla schodami bujając tymi kalafiorami na lewo i prawo, obtłuszczone poślady ścierają się ze sobą niczym dwa pijane nosorożce… Odznaczająca się pod materiałem linia majtek odziedziczonych chyba po Babci Aldonie podkreśla dramatyzm sytuacji, do kompletu brakuje jeszcze, żeby przez dziurę w leginsowym kroku wystawał zaplamiony sznureczek z tamponu.

Fuj!

Jeśli w poniedziałek przed godziną siódmą w drodze do pracy chciałbym coś zobaczyć, to pogodne niebo. Ćwierkającego ptaszka na drzewie. Uśmiechniętych ludzi. Rzeczy, które dają radość i zapał przy początku tygodnia. Gdybym chciał oglądać sceny z galaretowatym potworem w roli głównej, to bym sobie pożyczył Bloba Zabójcę z kosmosu!

Koszmar, powiadam, koszmar… Schodzę z wiaduktu. Wiem, że to nie koniec mdłych niespodzianek – życie nie powzoli mi przeżywać tylko raz cierpień leginsowych. Człapiąc w stronę pracy czekam na 2gie uderzenie złośliwego losu.

A oto i jest. Klasyczny syndrom Licealno-Muzealny (z tyłu liceum z przodu muzeum) wbity w panterkowe getry. Lezie toto kołysząc półwiecznymi biodrami, sunie po tej samej stronie chodnika co ja, trzeszcząc implantami stawu biodrowego.
Najchętniej człowiek by podbiegł, strzelił w ten natapirowany łeb aż by pół kilo podkładu z twarzy odpadło i wykrzyczał w pomarszczony pysk:

– Jesteś stara, wyglądasz źle, masz sflaczały tyłek i nic ci już nie pomoże!!! I umrzesz!!!

*****

Nie róbcie nam tego, błagam. Zasłaniajcie tyłek. W przeciwnym razie kiedyś chmara wkurwionych facetów wyjdzie na ulice w samych obwisłych kalesonach po dziadku Albercie i w ramach zemsty będziemy gmerać w obwisłych kroczach wmawiając Wam, że jesteśmy sexi…

Share