• "date": "30 maja, 2013"
  • "title": "Obozowo"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/05/obozowo.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/6812791311414951054"

Wieczór. Obóz pod skałami w miejscu, gdzie zasięg GMS jest równie deficytowy co woda. I wychodek. I knajpa z żarciem. Za to są komary. I kleszcze też są.

Rozwaleni przy ognisku kontemplujemy nicnierobienie. Płonące drewno trzaska rozkosznie, ptaki drą ryje, w namiotach chłodzi się piwo na które nie mogę patrzeć po wczorajszym wygranym starciu z sześciopakiem. I wódką jakąś. I winem. Chyba, bo nie do końca pamiętam.

Kiełbaski pieką się pachnąc rozkosznie. Wpieprzam kanapkę z mielonką turystyczną przyglądając się badawczo kromce z padliną: ciekaw jestem, czy jak znajdę trzy paznokcie w jednej puszce, to wygram jakąś nagrodę. Byle nie był nią roczny zapas mielonki.
Na lewo od puszki stoi słoik ogórków: z założenia kiszone, wg nazwy kwaszone, w rzeczywistości chujowe. Przeżuwam leniwie ogóra wspominając z łezką w oku smak maminych kiszeniaków – po tamtych to aż ryj wykręcało, takie były zacne! Zatopiony w zadumie dostrzegam nagle, że przygląda mi się pies. Siedzi na wprost mnie, a w zasadzie na wprost mojej kanapki i mnie, śliniąc się obficie. Biała suczka labradora stara się mnie zahipnotyzować maślanym wzrokiem. Domyślam się, że nie chodzi jej o moje wnętrze, charakter, czy inteligencję. Pewnie chce czegoś bardziej przyziemnego: przeczochrania dupska albo nakarmienia. Jak każda Kobieta. Bezczelnie wpycham sobie w twarz ostatni kawałek kanapki z intensywnie śmierdolącą mielonką. Pies niewzruszenie nadal gapi się na mnie. Widać ogór też jest w kręgu zainteresowań psa. Pytam więc właściciela:
– mogę dać jej kawałek ogórka?
– możesz, ale pewnie jedynie weźmie do ust i nie połknie tylko wypluje, jak każda suka.

Głębia ciszy która zapanowała wśród Obozowych Niewiast mogła się równać jedynie z tajemniczością uśmiechów, które momentalnie pojawiły się na samczych gębach…

Share

Dzięki Tobie prawie się popłakałem ze śmiechu. Tak trzymaj.

PS. Najbardziej syfne żarcie z podobnego obozowiska to zupka chińska z paprykarzem szczecińskim, nie polecam.