• "date": "26 marca, 2013"
  • "title": "Deser"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2013/03/deser.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/2137377702444844919"

Wieczorowa pora. Zalegamy z Najwspanialszą-Z-Żon w łożu małżeńskim leniwie trawiąc resztki kolacji. 
W tv leci kolejny program kulinarny (MC-GR), Najwspanialsza-Z-Żon z wypiekami na twarzy śledzi poczynania uczestników, ja staram się niezauważenie zdjąć okulary by przyciąć komara.
Merdaty w połowie wczołgał się do sypialni udając, że wcale nie ma zamiaru załadować nam się do wyrka.
Sielanka.

Zapadam w błogą nieświadomość. Morfeusz bierze mnie w swe ramiona, gdzieś pod powiekami rozpoczyna się sen o wielkiej krówce-mordkoklejce błagającej mnie bym wziął ją do ust i przeżuwał, przeżuwał…

Nagłe “EJ” wykrzyknięte przez Najwspanialszą-Z-Żon wyrywa mnie ze snu. Obraz megakrówki pryska, jedynie w ustach zostają ostatki do przeżucia. Cholerny katar…
Starając się nie spopielić wzrokiem mej 2giej połowy, zapytuję kulturalnie:
– no?
– nie śpij!
– nie śpię. Zamyśliłem się.
– zjadłabym coś słodkiego.
– ja jestem słodki.
– chyba byłeś jak spałeś.
– nie spałem, zamyśliłem się.

Tak czy inaczej wygląda na to, że dziś moja kolej zrobić jakąś deserową paszę. Zwlekam się z łoża. Merdaty myśląc, że jego plan wczołgania się do sypialni został wykryty, ewakuuje się szybko do pokoju obok. Ja wkraczam do kuchni.
Szybki rzut okiem na posiadane dobra, jak nie patrzeć – wychodzi głównie jajecznica studencka. Sięgam do najodleglejszych zakamarków, znajduję puszki z owocami. Ok, będzie na słodko.
W niezwykle wykwintny sposób przerzucam podziabane widelcem kawałki ananasa i brzoskwini do kufla z piwa. Z kufla wygodnie będzie wciągać frukty nawet będąc w pozycji leżącej. Miącham zawartość. Przydałby się jakiś element dekoracyjny. W lodówce znajduję odrobinę bitej śmietany w sprayu. Dwa smarknięcia – no deser prawie idealny. Szczerze powiedziawszy wszystko wygląda jak mielone ośmiornice ozdobione pianką izolacyjną, ale w sypialni i tak jest półmrok to nie będzie nic widać.
W akcie uniesienia posypuję jeszcze całość odrobiną Puchatka – no ja pierdzielę, toż to deser na widok którego nawet Gesslerowa by oniemiała.
Tak, oniemiałaby zdecydowanie.

Dumny z siebie jak bereciara z wykrycia żydokomunistycznego spisku, wkraczam do sypialni. Brzuch wciągnięty, pierś wypięta, dwa kufle w rękach. Ogólnie ociekam samozadowoleniem i zajebistością.

Najwspanialsza-Z-Żon bierze kufel do ręki, przygląda się przez szklane ścianki zawartości. Jej lewa brew skoczyła w górę, końcówka prawego ucha zagięła się w dół. To jednoznaczny sygnał, że zaraz mi czymś dowali. Kilka sekund później z Jej ust pada:

– ale jebnąłeś danie. Prawie jak Tali z MasterChefa. Widać w tym daniu Twój geniusz. Dobrze, że nie posypałeś wszystkiego maltodekstryną…

Ożesz Ty! To ja z narażeniem życia puszki otwierałem, widelcem dziabałem narażając się na utratę zdrowia i oka i na śmierć przez rozerwanie zbuntowaną puszką śmietany w spray się narażałem, a Ona będzie sobie tak bezkarnie szydzić z mojego deseru?!?! O nie, w tym domu tak nie będzie!
Wysilam szare komórki odpowiedzialne za cięte riposty i wyrzucam z siebie w kierunku Najwspanialszej-Z-Żon przeżuwającej kawałek ananasa:

– żebyś wiedziała po czym się drapałem przed nałożeniem Ci owoców, to by Ci tak humor nie dopisywał!

Najwspanialsza-Z-Żon przełknęła ananasa, zerknęła na mnie wzrokiem pełnym politowania, rzekła:

– po czymkolwiek swoim byś się nie drapał to miałam to już w ustach albo na twarzy. Tak więc wiesz…

Opadła mi szczęka, opadły mi ręce, opadła mi nawet śmietana na deserze. Szach mat.
Tak jest, ożeniłem się z kobietą idealną.

Share

To będę pierwszy 🙂 Póki co Google Reader dobrze sobie z subskrypcją radzi, ale już w lipcu koniec 🙁
Co do historii, zajebista jak każda poprzednia.

Jestem tego świadom.
Zastanawiam się czasami, jak jeszcze docierać do Czytelników z informacją o nowych postach. Zrobić profile na nk/tweet etc tak jak w przypadku FB?

Całe szczęście, że stara dobra subskrypcja działa… z poślizgiem, ale działa 😉