Pół żartem, pół serio: Tościk

Godzina 23:30.
Oglądamy z Najwspanialszą-Z-Żon bzdurny program w TV. Na ekranie jakieś spasione babsko opowiada o tym, jaka krzywda stała się jej spasionej miniaturce – córeczka nie wygrała konkursu piękności.
Oceniając szybkim rzutem oka – młoda już bardziej powinna startować w regionalnym konkursie trzody chlewnej, niż w wyborach miss nastolatek.
Głupoty to wszystko, głupoty…
Zsuwam się nieco niżej pod kołdrę tak, by Najwspanialsza-Z-Żon nie zorientowała się, ze coś kombinuję. Okopany po czubek nosa przygotowują się do bezczelnego, tajniackiego przycięcia komara.
…mijają dwie minuty. Balansując na krawędzi snu i jawy staram się nie chrapnąć, nie pierdnąć, nie oddychać zbyt głęboko – najważniejsze to nie zdradzić się…

…na łączce górskiej, strumyczkiem przecinanej, na łączce górskiej w słońcu skąpanej, cycata pastereczka owieczek pilnuje. Spragniona niewiasta unosi do ust dzban pełen mleka i zaczyna powoli pić. Niesforny strumyk mleka umyka od ust pastereczki i zaczyna spływać po brodzie, szyi i dekolcie w stronę wielgachnych, olbrzymich, dumnie sterczących cy…

– CHCESZ TOSTA?

…wyrywa mnie ze snu. Kurwa! Prawie zawału dostałem. Otwieram oczy nie wiedząc za bardzo gdzie jestem i co robię. Zamiast łąki – na podłodze kudłaty dywan. Zamiast owieczki – Merdaty liżący sobie jaja. Pastereczka też się zdematerializowała, jest za to Najwspanialsza-Z-Żon zerkająca na mnie podejrzliwie z kuchni.

– Spałeś?
– Nie, zamyśliłem się.
– To chcesz tego tosta?
– Tak, mleko.
– Co?
– Tak, tosta.

Najwspanialsza-Z-Żon znika w kuchni, chyba się udało. Poprawiam się w łóżku, moszczę łeb na poduszce w taki sposób, by twarz była skierowana w stronę telewizora. Zamykam na sekundę lewe oko.

…na łączce górskiej, strumyczkiem przecinanej pastereczka o piersiach potężnych jak Dzwon Zygmunta, dogląda swoich owieczek. Ostatnie kropelki mleka perlą się na jej dekolcie, owieczki pobekują cicho w tle, delikatny podmuch wiatru bawi się kosmykiem jej włosów. Pastereczka zauważa mnie i wstaje. Poprawia spódnicę strzepując jakiś listek, rusza w moją stronę. Bujne piersi delikatnie kołyszą się w rytm kroków i ruchu bioder, kosmyk włosów opada na twarz. Pastereczka siada u moich stóp zalotnie zerkając z dołu, jej pełne usta rozchylają się by już za moment szepnąć do mnie…

– No trzymaj tego tosta!

Ja pierdolę! Zrywam się ze snu próbując złapać pastereczkę za cyca, zamiast tego – łapię Merdatego za dupę. Wyrwany ze snu pies zrywa się i ucieka do przedpokoju prawie zabijając się o drzwi. Otwieram szerzej oczy próbując ocenić sytuację: w połowie leżę na łóżku, w połowie z niego zwisam. W lewej dłoni mam jeszcze kilka kłaków z psiego dupska, prawą podpieram się by nie zlecieć z wyra. Nade mną stoi Najwspanialsza-Z-Żon z talerzem pełnym tostów, zza jej nóg zerka Merdaty zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi.
Kurwa, no z tego to już się nie wytłumaczę. Na szybko staram się wydumać jakąś ściemę. Jedyne co przychodzi mi do głowy to…

– butelki wody szukam, gdzieś tu stała?

Najwspanialsza-Z-Żon nadal zerka nieufnie na mnie z góry.

– i szukałeś tej wody pod psią dupą?
– bo bez okularów nie widzę. Pomyliłem psa z butelką.
– okulary masz na nosie.

Kurwa. Jestem w dupie. Zaraz padnie TO stwierdzenie:

– spałeś!
– nie spałem, zamyśliłem się!
– tak? To co było w TV zanim zaczęły się reklamy?!?
– no dobra, spałem…

Mijają minuty. Przeżuwamy leniwie tosty. Najwspanialsza-Z-Żon zerka na mnie co chwilę, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś.

– to co Ci się śniło?
– eeeeeee, nic, nie wiem, nie pamiętam – dukam wspominając z łezką w oku słoneczną łączkę.
– jakieś dupy Ci się śniły, co?
– a gdzieeeeeeeeeee, tam – ściemniam nadal, wymazując z pamięci obraz mleka lejącego się po niewieścim cycu.
– to ten namiot po co postawiłeś?

No tak, nie da się ukryć. W połowie drogi pomiędzy moim łbem a stopami, stoi pokaźnej wielkości pałatka. I z pewnością nie są to nagromadzone pod kołderką bączusie.
Odchrząkam, obniżam głos, przysuwam się bliżej Najwspanialszej-Z-Żon. Ta zerka na mnie nieufnie, gdy delikatnie sunę palcem wskazującym po obrzeżach Jej tosta. Zbliżam usta do niewieściego uszka i wyszeptuję:

– wiesz, jak już mamy ten namiot, to chyba szkoda, żeby się zmarnował, prawda?

…jakiś czas później przyśnięcie zostało wybaczone…

Share