Nekrobuchty #2 i ideologiczny bełkot

Bo czasami bywa tak, że człowiek się wkurwi. Ma jakiś taki dziwny dzień, że do godziny 14 sra tęczą, podśpiewuje pod nosem, nawet sikając stara się chlustać moczem do rytmu ulubionej piosenki, a tu nagle później Jeb!
Bo tak.

I nie pozostaje nic innego, jak wsiąść na rower, przegonić cielsko plugawe, wypocić dziwne myśli, a gdy już nogi odmówią posłuszeństwa – zabrać rolki i wyciszyć się sunąc bezgłośnie godzinami z jednego końca toru na drugi.
…i spokój zaczyna wypełniać duszę, człek cieszyć się zaczyna pogodą ładną, okolicznościami przyrody za serce łapiącymi, zadkami współużytkowniczek toru za które sam by złapał jak przyroda za serducho, wszystko nagle zaczyna się układać, stabilizować… do czasu. Bo gdy tak człowiek kontempluje świat piękny i zamyśli się za głęboko, to może źle wyliczyć promień skrętu przy nawrocie i zamiast z gracją i wdziękiem zmienić kierunek jazdy – wpierdoli się z jazgotem w najbliższe krzaki przebijając je swoim cielskiem na wylot, płosząc wszystkie mieszkające w zaroślach komary.
Nauczka na przyszłość: rozłożenie rąk do pozycji “na Jezusa” wcale nie zwiększa na tyle powierzchni ciała, żeby krzaki mogły zamortyzować i zatrzymać rozpędzonego człeka – to raz. A dwa – leżenie w takiej pozycji w towarzystwie babć też nie jest zbyt mądre:

– pani popatrzy, pani Krysiu, jak młody porządny człowiek: to i o ciało dba i krzyżem poleży, widać, że zna ODPOWIEDNIE wartości i je wyznaje… Hej, słodki chłopcze na ziemi, może wpadniesz do mnie na herbatkę, pokażę ci kolekcję różańców… A warto, uwierz mi, że warto… Pięćdziesiąt trzy lata temu to robiłam takie rzeczy, że te lafiryndy na wrotkach mogłyby się zdziwić, przyjdź do mnie, warto, pokażę ci, na co stać starszą panią…

…nie pozostaje nic innego jak zebrać się szybko z ziemi i oddalić się natychmiast od stada jurnych pań w wieku jurajskim. Tak… Zamyślanie się na rolkach to nie jest dobry pomysł. Dobrze, że krzaki nie miały kolców. Albo że nie mieszkała w nich jakaś wiewiórka. Jeszcze by się wystraszyła i spróbowała znaleźć sobie nową dziuplę… Auć…

A życie toczy się dalej. Trochę inny układ mebli, trochę inna kurtka, trochę inaczej spędzany wolny czas. Tylko czasu ciągle jakby mało. Kto by pomyślał, że powtórne życie kawalerskie jest tak czasochłonne?

*****

Późne popołudnie. Wchodzę do mieszkania – ewidentnie coś jebie jakby drożdżami.
Tak, to buchty powstały z martwych. Zerkam na toto, wyglądają jak skamieniałe, spękane skorupy mieszczące w sobie coś żywego, drożdżowego, z pewnością lepkiego i bluźnierczego. I zdecydowanie dziwnie od nich sztyni.

Szybki rzut oka do wnętrza lodówki – jest keczup. W razie czego walnie się Pudliszkiem w kluchę i jakoś całość przejdzie przez rurę. Wrzucam sito z pośmierdującymi kluchami na kąpiel wodną, zobaczymy co będzie.

…mija kilka minut. O ile w momencie wejścia do mieszkania czuć było delikatną woń drożdżową, tak teraz na kwadracie jebie mi jakbym co najmniej uruchomił na przemysłową skalę produkcję wina, bimbru, paliwa rakietowego i środka do dezynfekcji rur.

Buchty zaczynają jakby od wnętrza pulsować. Zaczynam się zastanawiać, czy nie rzucić jedną w stronę kotów czekających pod oknami na karmę – jeśli klucha zaatakuje kota będzie to widoczny sygnał, że nie powinienem się zbliżać do zawartości garnka. Ha, a dodatkowo gdybym to nagrał, to zostałbym gwiazdą jutuba! Filmik z kluchą pożerającą kota…
Wróćmy do kuchni. Trzeba skonstruować coś jako dodatek do bucht na wypadek, gdyby okazały się jadalne. Szybki rzut myślą w stronę pomysłów na obiad… może by tak sos pieczeniowy, albo jakaś potrawka? Ewentualnie gulasz? Problem w tym, że jedyne co mam w domu, to stare powidła, śmietana, keczup i wóda. Wybór pada na śmietanę i powidła: jeśli nie dostanę sraczki po kluchach, to po miksie śmietanowo-powidłowym na pewno mnie ruszy jak niemiecką armię na Moskwę.

Późne popołudnie, tego samego dnia.
Mieszam odrobinę śmietany z powidłami. Biorę kawałek buchty. Smakuje jak śmietana z powidłami i styropianem. Może jednak walnąć w to keczupem?
Przeżuwam smętnie los, który sam sobie zgotowałem zastanawiając się, jakim sposobem wpadł mi do łba pomysł, by to jednak odmrozić i zeżreć? Tfu…
…wiem! Wiem czego tu brakuje, jak delikatnie przebudować to wszystko, by miało sens!
Zgarniam buchty z talerza, wypieprzam wszystko do śmietnika i idę do Turasa na kebab.

Tak, to zdecydowanie dobry pomysł, już nawet pies mielony razem z budą będzie lepszy od wpieprzania tego połączenia starej buły, siary z gleborzuta i pianki izolacyjnej.

Share