• "date": "4 lipca, 2014"
  • "title": "Nekrobuchty #1"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/07/nekrobuchty-1.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/6554916287426650658"

No bo to jest tak: czasami Prawdziwy Samiec pozostawiony sam sobie ma jakieś zrywy, podczas których to sobie coś upiecze, ugotuje, czasami nawet jakieś warzywo wciągnie. Ale ogólnie – komu by się chciało ślęczeć godzinami nad garami gotując dla samego siebie?
Jedzie więc Prawdziwy Samiec przez tydzień na mrożonkach wszelakich, czasami tylko porywając się na coś ambitniejszego jak np frytki, czy kiełbasa z patelni.
Tak. Nastąpił okres gastronomicznej posuchy, podczas którego jedyna okazja do upichcenia czegoś, to próba zabłyśnięcia przed jakąś Łanią Powabną zdolnościami gastronomicznymi. Chociaż… z drugiej strony coraz bliższa memu sercu jest teoria, wg której można zaoszczędzić sporo czasu wymaganego przez gotowanie, umieszczając tabletkę gwałtu w hot-dogu z Ikei. Też działa.
Tzn podobno działa, słyszałem od kogoś.

******

Piątkowy poranek.
Staję przed lodówką, rozdziawiam jej paszczę zerkając do środka. Ewidentnie wypadałoby zrobić jakieś zakupy. Poza kilkoma słoikami z dżemem, sześcioma jajkami i długim, zielonym czymś co albo jest szczypiorkiem albo było kiedyś kabanosami – ogólnie bieda. Wybieram więc bramkę nr 2: otwieram zamrażarkę. Po prawej mrożona końska noga, wybite zęby Rudego Ciula, coś w plastikowym pudełku czego wolę nie dotykać i… o… W rogu wciśnięty jest jakiś dziwny worek!
Dobieram się do dziadostwa – tak jest! Oto i mamy obiad na dziś! Zrobimy sobie obiadek na słodko. W zasadzie nie mam pojęcia, czy kluski na parze można mrozić, ale skoro już zamarzły, to i odmarzną.
Niepokoi tylko jedna rzecz: data przydatności do spożycia.

Ja rozumiem, że w momencie, gdyby nie było to wszystko mrożone, musiałbym się przejmować faktem, że buchty są ponad 2.5 roku po terminie, ale skoro były zamrożone, to chyba powinny być jadalne?
Zerkam w stronę wc. W razie czego godzinę po obiedzie nie będę się oddalał od toalety dalej jak na 10 metrów. I na wszelki wypadek wyłożę w mieszkaniu podłogi gazetami.

Nóż w dłoń, otwieramy tę Puszkę Pandory!

Dobra, ja tam się nie znam. Niby mam kucharza w papierach, niby coś tam powinienem wiedzieć o gotowaniu, ale ogólnie z wiedzą i praktyką kiepsko. Nie ma więc szans bym wydumał, skąd w paczce z kluskami wzięło się u licha tyle lodu?

Paczka była szczelna – wiem bo sprawdzałem. Woda o ile pamiętam żadna w niej nie pływała. Może tak jak człowiek na starość traci włosy, tak kluski tracą wodę? Albo miały słaby pęcherz czy coś?
Nie no, bez sensu…

Wącham jeszcze na wszelki wypadek przyszły obiad, pachnie w miarę ok. Coś jakby pomiędzy lodem, kawałkiem blachy, a starą pizzą. E tam, w razie czego jebnie się keczupem i będzie git.
Kluski na sitko, niech odmarzają, dupsko do roboty.

Muszę wygospodarować trochę wolnego czasu w pracy, na wszelki wypadek wypadałoby spisać testament. Ewentualnie mogę jeszcze poszukać korka z Kadarki. I kupić jakąś prasę do WC gdyby miało się trafić dłuższe posiedzenie.

Tak… dziś będzie dzień gastro-nekro-hardcora!

Share