• "date": "13 grudnia, 2014"
  • "title": "Umieram"
  • "blogger_blog": "30lat.blogspot.com"
  • "blogger_author": "30lat"
  • "blogger_permalink": "/2014/12/umieram.html"
  • "blogger_internal": "/feeds/6495723430140596885/posts/default/2180069212484403616"

Godzina siódma, minut dziesięć.
Z zalepionymi jeszcze od snu oczami pełznę przez sklep, nazwijmy go powiedzmy Stonka. Bułki. Tak, kajzerki w ilości sztuk czterech. Banan. Banany są ok. Co by tu jeszcze… ser mam, to by się przydała jakaś sałatka, o!
Sunę leniwie w kierunku lady chłodniczej. Za szybą dumnie prężą pierś opakowania informujące mnie, że są najlepszą sałatką we wsi i koniecznie trzeba je kupić i połknąć, bo jedynie zeżarcie pudła tej konkretnej sałatki sprawi, że będę silny, zdrowy, odrośnie mi uszkodzone DNA, poprawi się pamięć i konar zawsze będzie chciał zapłonąć. No dobra, przekonało mnie to o poprawie pamięci.
Otwieram lodówkę, schylam się po pudełko i…
…momentalnie robi mi się ciemno przed oczami. Odruchowo łapię się lodówki i przerażony powoli zaczynam się prostować. Wszystko wraca do normy, ciemność ustępuje.
Co to kurwa było?!?!?!
Dobra… spokojnie. W głowie mi się nie kręci, nogi mi nie drżą, pewnie to z niewyspania. Tak, kawa, wypiję za 20 minut kawę i wszystko wróci do normy. Tak właśnie.
Pakuję do koszyka sałatkę, która momentalnie zaczyna mieć zbawienny wpływ na moją pamięć – przypomina mi się, że miałem kupić jeszcze jogurt. Cholera, to faktycznie działa z tą pamięcią!

Przesuwam się kilka metrów dalej wzdłuż lady, namierzam jogurty – jest! Mój ulubiony, czyli ten, podczas otwierania którego zawsze następuje takie ‘pyk!’ i odrobiny jogurtu wystrzeliwują w cztery świata strony, by upierdolić wszystko co jest w zasięgu. Wyciągam rękę po kubeczek i…
…znów zapada ciemność. Tradycyjne, staropolskie kurwa-mać wyrywa mi się z piersi, kurczowo łapię się lodówki. Dobra, teraz zaczynam panikować, serce wali jak oszalałe. Wylew, tak, na pewno mam wylew, albo jakiś tętniak, albo ebola zwojów mózgowych, albo rak błędnika. Ewentualnie gangrena gałek ocznych. Umrę. Kurwa umrę w jebanej Stonce!
Stoję przerażony na trzęsących się nogach. Jest źle. Nie spisałem testamentu, a w kuchni rozmraża się mięso, które szlag trafi zanim ktoś wejdzie do mieszkania posprzątać po moim życiu doczesnym. I taki ładny schab się zmarnuje…
Ciemność ustępuje. Uspokajam oddech, idę do kasy. Świeże powietrze – tak, to jest dobry pomysł. Świeże powietrze i ławka, usiądę, uspokoję się, może przejdzie.

Dochodzę do kasy. Wykładam zakupy, płacę, pakuję wszystko do torby, znów zapada ciemność. Ostateczna. Łapię się lady przy kasie i czekam, z której strony nadejdzie kostucha by zakończyć mój krótki, parszywy żywot. Oddech staje mi w piersi.
Coś cicho pyknęło w górze. Jakiś głos, coś zaszumiało.
Robi się jasno. Kasjerka patrzy na mnie, ja przerażony na kasjerkę. Kasjerka na sufit, ja na kasjerkę. Kasjerka znów na mnie, ja na sufit. W końcu z ust pracownicy Stonki pada:
– eh.. już by mogli skończyć z tym światłem, przez to przełączanie zasilania co chwilę robi się ciemno na sklepie i ani jak pracować, ani kupować…
– ożesz Ty kurwa…

Share

Hurra! Ten blog wciąż żyje! I najwyraźniej wróciłeś do dawnego stylu 🙂 Oby tak dalej!

Zazdroszczę talentu do opisywania ,,byle czego” w tak ciekawy sposób. Mi na przykład od paru dni non stop coś piszczy w lewym uchu (ratunku!), ale nie byłbym w stanie napisać o tym nic śmiesznego – i to mimo pewnych aspiracji literackich.

he he
powróciłeś mnie to cieszy bardzo
ale martwi myśl że troche na siłę.
powiedz że nie prawda i teskniłeś
pozdrawiam, wesołych i super nowego roku

Witam. Trafiłam tu z JM i muszę przyznać, że dawno tak się nie uśmiałam. Wpis o sushi czy "Sik" – obsmarkałam się potężnie. Mam nadzieję, że nie odbierzesz mi tej przyjemności czytania Ciebie i nadal będziesz pisać 🙂 Pozdrawiam serdecznie!