Pajunki i podusia.

Wtorek. Wieczór.
Wpadamy na chwilę z Ajaxem do Czarnodziurza – bo wiosna. A w zasadzie nawet lato od dwóch czy trzech dni. Tzn nie to, że od razu tarło, ale ogólnie trzeba było odwiedzić Czarną Dziurę, bo trening był dziś wybitnie intensywny, a nie wypada iść do knajpy waląc jak stary żubr po roztopach.

Wpadam pod prysznic, zmywając z siebie dowody trudów wszelakich, efekty upadlania swej cielesnej powłoki, Ajax plącze się gdzieś po Czarnodziurzu. Znając życie – wypatrzyła jakiegoś nowego pająka i stara się uśmiercić go wzrokiem. Pewnie Jej się to nie uda, więc czeka mnie opierdziel po wyjściu z łazienki. Zupełnie jakbym to ja był winien, że połowa okolicznych stawonogów upatrzyła sobie Czarną Dziurę jako idealne miejsce na założenie rodziny i mnożenie się na potęgę. No cóż. Bywa.

Przesuwam stopą kudłatego pająka z ziemi bardziej pod sedes – czego oczy nie widzą… Tego co mieszka na ścianie obok Junkersa przeganiam za rurę, mieszkaniec okolic lustra zostaje wrzucony za szafkę. No, przynajmniej w łazience będzie spokój.

Tak więc biorę szybki prysznic, wyskakuję z łazienki chcąc mieć z głowy to, co nieuniknione. Wpadam do pokoju i zamiast Ajaxa z rządzą mordu w oczach patrzącego na robale – widzę dziewoję poprawiającą poduszkę. Eeeeeeeeee….

– To co, ile dzisiaj spałeś przed treningiem?

Łot da fak?! Jakie spałem przed treningiem? A gdzie awantura o pająki? Przecież ja nie spałem, o co w ogóle chodzi? – zastanawiam się zbity z tropu. Zgodnie z posiadanymi zasobami wiedzy, odpowiadam:

– Eeeeeeee… Nie spałem?

Ajax nie daje za wygraną, gładząc czule poduszkę, ciągnie temat.

– No jak nie spałeś, przecież ty lubisz sobie tak po obiedzie przysnąć na chwilę…

Oj nie, no kutfa, nie! Tak stary to ja jeszcze nie jestem, żeby notorycznie odstawiać drzemki po wciągnięciu paszy. Fakt – zdarza się czasami, ale to bardzo rzadko i muszę być wtedy naprawdę zmęczony, a najczęściej to oboje sobie ucinamy drzemkę, co jakby z automatu rozgrzesza, więc skąd to pytanie czy zasnąłem, jeśli nie zasnąłem? Poz tym nie przypominam sobie, żebym przysnął, o!

– Nieeeeeeeeeeeeee, no, serio nie spałem. Nie było czasu – późno wróciłem dzisiaj, przecież robiłem objazd po pracy – odpowiadam szukając w pamięci, czy oby na pewno nie trafiło mi się jakieś chrapnięcie, czy dwa. Wg tego, co pamiętam, drzemki ewidentnie nie było!
– Taaaaaaaaak? – dopytuje Ajax robiąc słodkie ślepka.
– Taaaaaaak! – potwierdzam robiąc ślepka kaprawe.
– A podusia taka mokra z jednej strony, ktoś chyba śliny w nią przez sen nawpuszczał…
– ….

Szach-mat.

Share